niedziela, 30 grudnia 2012

Wreszcie moja: Urban Decay Naked 2


Paleta marki Urban Dacay Naked 2 pojawiła się na rynku ponad rok temu i od samego początku miałam na nią ogromną ochotę. Kilkakrotnie przymierzałam się do jej zakupu w sklepach internetowych, ale zawsze rozsądek wygrywał i stwierdzałam, że posiadając pierwszą paletę Naked oraz mnóstwo cieni z MACa zdecydowanie nie potrzebuję kolejnej palety o neutralnej kolorystyce. Mój zdrowy rozsądek musiał jednak przegrać z możliwością zakupu palety stacjonarnie, a do tego na bardzo korzystnej promocji.


CZYTAJ DALEJ
czwartek, 20 grudnia 2012

Ulubieniec moich włosów: Serum Toni & Guy


Kilkakrotnie wspominałam na blogu o moich prostych, bardzo plączących się włosach. Pod koniec dnia często nie byłam w stanie przeczesać włosów palcami, ponieważ od ocierania się o ubrania oraz wiatru plątały się w ciężkie do rozczesywania kołtuny. Stosowanie płynnego jedwabiu niestety nie rozwiązywało mojego problemu. Na szczęście kilka miesięcy temu udało mi się w Rossmannie dorwać na promocji serum Tony & Guy Glamour Serum nabłyszczające.


Od producenta: Odżywcze serum wygładzające i nabłyszczające włosy. Zapobiega elektryzowanie i puszeniu się włosów, nadając im lśniący blask.
Sposób użycia: Wyciśnij na dłonie 2-3 porcje serum, a następnie rozprowadź na całej długości włosów, aż po same końce.

CZYTAJ DALEJ
środa, 19 grudnia 2012

Świąteczniej już się nie da…


Święta już za kilka dni i mimo, że nie odczuwam jeszcze świątecznej atmosfery (przedłużający się remont w domu skutecznie uniemożliwił mi udekorowanie domu oraz rozpoczęcie świątecznych przygotowań) postanowiłam poprawić sobie humor  rudolfowym manicurem. Czerwononosego Rudolfa nikomu przedstawiać nie trzeba, bo chyba każdy z nas zna opowieści o ukochanym reniferze św. Mikołaja.


CZYTAJ DALEJ
czwartek, 6 grudnia 2012

Zużycia października i listopada


Na wszystkich blogach królują rozdania mikołajkowe oraz listy do M, a ja przygotowała zużycia października i listopada. W ostatnim czasie nie miałam wielkich sukcesów w denkowaniu produktów, więc mam Wam do pokazania tylko 9 produktów i kilka próbek.



CZYTAJ DALEJ
wtorek, 4 grudnia 2012

Zakupy z Rossmanna + wygrana!


Do napisania tego posta zabierałam się jak pies do jeża. Ostatnio pojawiało się bardzo dużo postów z relacjami z 40% wyprzedaży z Rossmanna i nie chciałam Was przytłaczać kolejnym. Kilka dni jednak minęło i stwierdziłam, że nadszedł najwyższy czas, żebym pokazała Wam moje łupy.

Jak wiadomo w polskich drogeriach wyprzedaże -40% na cały asortyment praktycznie się nie zdarzają, więc nie mogłam sobie odpuścić wizyty w Rossmannie. Postanowiłam jednak nie szaleć i kupić tylko i wyłącznie produkty, które miałam ochotę przetestować od dłuższego czasu.


W moim koszyku wylądowało 6 produktów (chyba wynik nie jest bardzo zły?).

CZYTAJ DALEJ
niedziela, 2 grudnia 2012

Niedzielny chillout, czyli ulubieńcy tygodnia


Dzisiaj pora na kolejną odsłonę moich ulubieńców tygodnia. Mam nadzieję, że każdy znajdzie coś dla siebie:)

Ulubiony smakołyk:


Ostatnio przeżywam fascynację muffinami. Są bajecznie proste do przygotowania, wyglądają bardzo uroczo i przede wszystkim świetnie smakują!

CZYTAJ DALEJ
wtorek, 27 listopada 2012

Listopadowe zakupy


Wiadomo, że nic nie poprawia tak dobrze humoru w zimne, szare listopadowe dni jak zakupy. Dzisiaj pokażę Wam część pierwszą, na którą nie załapały się zakupy z Rossmanna.


CZYTAJ DALEJ
niedziela, 25 listopada 2012

Niedzielny chillout, czyli ulubieńcy tygodnia


Wraz z nadejściem niedzieli postanowiłam przygotować dla Was zestawienie moich ulubionych „rzeczy ” minionego tygodnia. Sądzę, że każdy coś dla siebie znajdzie.

Ulubiona piosenka:

Lany del Rey nie trzeba nikomu przedstawiać. Piękny głos, nietuzinkowa uroda i te piosenki… Summertime Sadness pochodzi z płyty Born to Die i jak każdy utwór na tym krążku należy do moich ukochanych piosenek. Enjoy :)

CZYTAJ DALEJ
piątek, 23 listopada 2012

Mineralne kosmetyki marki Annabelle Minerals



Kilka miesięcy temu skusiłam się na zestaw próbek na stronie marki Annabelle Minerals, które w tamtym czasie były sprzedawane za darmo, a płaciło się jedynie za przesyłkę (w tej chwili kosztują 7,5zł). Zdecydowałam się na wypróbowanie dwóch odcieni różu oraz jednego pokładu mineralnego. Niestety firma zapomniała o moim zamówieniu na ponad miesiąc, dzięki czemu w ramach przeprosin otrzymałam skośny pędzel do różu.

CZYTAJ DALEJ
poniedziałek, 19 listopada 2012

Ukojenie dla zmęczonej leczeniem cery: Cetaphil MD Dermoprotektor


Jak większość dziewczyn borykających się z trądzikiem, testowałam wiele produktów, które z czasem mocno przesuszały moją skórę oraz zostawiły ją mocno zaczerwienioną. Wtedy na ratunek przyszedł mi Cetaphil, który ukoił zmęczoną skórę, nawilżył ją oraz z czasem zmniejszył ilość pojawiających się wyprysków.


CZYTAJ DALEJ
wtorek, 13 listopada 2012

Jesienne must have!




Dzisiaj pora na kolejną odsłonę moich ulubionych jesiennych kosmetyków. Przygotowałam dla Was bordowo-malinowe trio idealne, czyli szminkę, róż i lakier do paznokci. Wszystkie idealnie wpisują się w jesienne trendy i moim zdaniem będą wyglądały pięknie na każdej karnacji.

CZYTAJ DALEJ
wtorek, 6 listopada 2012

To co misie lubią najbardziej – niespodzianka od Beauty Station


Miesiąc temu zrobiłyśmy z Dominiką z Beauty Station małą wymiankę, w której dostałam od niej piękny, jesienny lakier KOBO w kolorze Toronto. Dominika jednak na tym nie skończyła i postanowiła rozpieścić mnie jeszcze jedną paczuszką. Wczoraj zawitał u mnie listonosz i przyniósł mi takie oto cuda:


CZYTAJ DALEJ
poniedziałek, 5 listopada 2012

Gdy zimno i paskudnie za oknem…



CZYTAJ DALEJ
środa, 31 października 2012

Na ratunek dłoniom: Isana Krem do rąk kwiat pomarańczy


Wraz z początkiem sezonu grzewczego skóra moich dłoni bardzo się na mnie obraziła. Częste zmiany temperatur, suche powietrze w pomieszczeniach oraz zbyt częste zapominanie o rękawiczkach w czasie spacerów sprawiły, że moje dłonie bardzo się przesuszyły. Postanowiłam uratować je kremem, który ostatnim czasem zdobył dosyć duże uznanie na blogach, czyli tytułowym Isana krem do rąk kwiat pomarańczy.



CZYTAJ DALEJ
wtorek, 30 października 2012

Bakłażanowy ideał, czyli Essence Wild Craft Mystic Lilac



Mam nadzieję, że jeszcze Was nie zanudziły recenzję kosmetyków z limitowanej kolekcji Essence Wild Craft, bo mimo wielkich chęci nie jestem w stanie się powstrzymać przed napisaniem tego posta ;). W związku z tym, że recenzji było już wiele, przejdę od razu do konkretów.

CZYTAJ DALEJ
czwartek, 25 października 2012

Jesienne barwy: paleta Catrice 02 Hollywood Boulevard



W zeszłym tygodniu w drogeriach pojawiła się najnowsza kolekcja Catrice Hollywood’s Fabulous 40ties. W jej skład wchodzą lakiery, dwie palety cieni, piękny róż, szminki oraz żel do brwi i błyszczyk. Mimo wielkiej pokusy zdecydowałam się na zakup tylko jednej rzeczy, czyli tytułowej palety  02 Hollywood Boulevard.

CZYTAJ DALEJ
poniedziałek, 22 października 2012

Bo mięta nigdy się nie nudzi…



CZYTAJ DALEJ
piątek, 19 października 2012

BeBeauty Micelarny żel do mycia i demakijażu


Żel micelarny BeBeauty z Biedronki to chyba jeden z najbardziej popularny kosmetyków „do mycia twarzy”. Jego recenzje można przeczytać prawie na każdym blogu urodowym. Dzisiaj postanowiłam dorzucić swoje trzy grosze na jego temat.


Od producenta: Hypoalergiczny preparat w postaci żelu micelarnego delikatnie oczyszcza wrażliwą skórę twarzy i oczu. Struktury micelarne zapewniają niezwykle wysoką skuteczność oczyszczania, dokładnie usuwają makijaż i zanieczyszczenia nie naruszając bariery hydrolipidowej naskórka. Zawarty w preparacie d-panthenol zapewnia naturalny poziom nawilżenia, łagodzi podrażnienia oraz przynosi uczucie natychmiastowego ukojenia. Skóra staje się gładka i czysta. Odzyskuje uczucie świeżości i komfortu.

CZYTAJ DALEJ
czwartek, 11 października 2012

GlossyBox – recenzje


Pudełko Glossybox subskrybowałam przez okres trzech miesięcy, w czasie którego udało mi się nazbierać sporą ilość miniaturek. Na blogach można znaleźć wiele postów prezentujących zawartość pudełek, ale niestety dosyć mało recenzji produktów, które w nich się znalazły. W związku z tym niedoborem postanowiłam przygotować dla Was serię trzech postów,  w których będę recenzować produkty pochodzące z GlossyBoxa. Mam nadzieję, że seria Wam się spodoba :)


Rene Furterer Suchy szampon dla wszystkich typów włosów

CZYTAJ DALEJ
sobota, 6 października 2012

Zakupy w Etam


Na wstępie chciałam Was przeprosić za kiepskie zdjęcia, ale niestety słońce już zachodziło i musiałam jak najszybciej wykorzystać ostatnie promyki (post musiał powstać dzisiaj, bo inaczej nie miałybyście szansy załapać się na promocję).


CZYTAJ DALEJ
środa, 3 października 2012

Wymarzony manicure pięciolatki


Jak skończyłam malować paznokcie to właśnie te słowa wpadły mi do głowy. Różowy barbiowy lakier z multikolorowym brokatem to musi być spełnienie marzeń co drugiej małej dziewczynki. Na zdjęciach manicure wygląda całkiem nieźle, na żywo niestety tandetnie.


Lakiery użyte do tego „cuda” to Essie Pansy oraz Essence Circus Confetti. Essiaka pokażę Wam jeszcze kiedyś solo, bo w takiej odsłonie dużo traci.


Następnym razem postaram się połączyć brokat z bardziej stonowanym kolorem lakieru i mam nadzieję, że z tej kombinacji wyjdzie manicure bardziej odpowiedni dla 25 letniej osoby.
CZYTAJ DALEJ
poniedziałek, 1 października 2012

Ulubieńcy września


Pierwszy października już na kalendarzu, więc nadeszła najwyższa pora na ulubieńców września. W tym miesiącu przede wszystkim padło na kolorówkę, ale znalazły się także dwa produkty do pielęgnacji.


Tusz do rzęs Lancome Hypnose – używam go już od kilku dobrych tygodni i po chwilowym niewielkim rozczarowaniu, bardzo polubiłam się z tym tuszem. Ma idealną konsystencję, bardzo ładnie wydłuża i pogrubia rzęsy i co najważniejsze nie obsypuje się.

Róż MAC Prim & Proper – w opakowaniu wygląda dosyć mocno, ale na skórze tworzy bardzo subtelny, lekko opalony rumieniec. Wykończenie ma satynowe (z delikatnym połyskiem), dzięki któremu cera uzyskuje zdrowego rozświetlenia bez podkreślenia porów. Niestety pochodzi z limitowanej kolekcji Give Me Liberty of London.

Podkład Shiseido Sun Protection Liquid Foundation SPF30 – recenzję znajdziecie tutaj. Według mnie najlepszy podkład na lato.

Paleta theBalm Nude’tude – swatche palety oraz recenzję znajdziecie tutaj. Śliczne kolory, cudowna pigmentacja. Palety używam przede wszystkim do delikatnego, dziennego smoky.  


Alverde odżywka do włosów suchych i zniszczonych z aloesem i hibiskusem – pozostawia włosy nawilżone, gładkie i błyszczące. Na jej temat pojawi się jeszcze osobny post. 

Vaseline o zapachu creme brulee – stosuję ją głównie do natłuszczania ust, ale sprawdza sie dobrze na wszystkich przesuszonych miejscach. Do ulubieńców trafiła przede wszystkim za cudowny zapach :)

Szminka MAC w kolorze Peach Blossom – kilka dni temu napisałam o niej odrębny post. Piękność! 

Revlon Lipbutter w kolorze Cotton Candy - słynna już hybryda szminki i balsamu do ust w bardzo subtelnym kolorze róż z delikatnymi złotymi drobinkami. Nawilża usta, daje im śliczny kolor i dosyć długo utrzymuje się na ustach.

Róż Essence Miami Roller Girl – gdy miałam ochotę na mocniejsze podkreślenie policzków rezygnowałam z różu MACa na rzecz Essence. Pełną recenzję oraz swatche znajdziecie tutaj. 

A w gratisie mój ukochany piesek, który uwielbia mi „pomagać” i zawsze musi się załapać na chociażby jedno zdjęcie.



I to już na tyle. Wpadło Wam coś w oko? Jakie produkty zyskały u Was miano ulubieńców miesiąca? 
CZYTAJ DALEJ
sobota, 29 września 2012

MACowe kuszenie: szminka Peach Blossom



Wraz z pierwszym września w salonach MACa pojawiło się kilka nowych, limitowanych kolekcji.  Większość osób zachwyciło się pięknymi paletkami z Stylseeker Collection, różami z Office Hours Collection lub pigmentami z Face & Body Collection, do mnie za to przemówiły szminki z kolekcji Cremesheen + Pearl.


W kolekcji znalazło się 8 odcieni szminek o wykończeniu Cremesheen oraz 7 błyszczyków Cremesheen Glass. Z tego, co mi wiadomo wszystkie szminki oraz część błyszczyków pozostanie w stałej kolekcji, więc nie musicie się spieszyć z ich zakupem:)
Zdecydowałam się na szminkę Peach Blossom o delikatny brzoskwiniowo-różowym kolorze. Jest to według mnie idealny kolor różu, który będzie pasował większości karnacji, nie jest ani zbyt ciepły ani zbyt zimny. Jeżeli próbowałyście pomadkę Creme Cup i była dla Was zbyt różowa (jak u lalki Barbie ;)) to Peach Blossom może się dla Was okazać idealnym wyborem.


 Szminka ma wykończenie kremowe z bardzo pięknym połyskiem. Krycie jest średnie, ale nałożenie kilku warstw pozwoli na przykrycie nawet mocno napigmentowanych ust. Konsystencja szminki jest kremowa i bardzo komfortowa w noszeniu. Bez picia i jedzenia na moich ustach trzyma się około trzech godzin. Nie zaliczyłabym jej do bardzo nawilżających szminek, ale na pewno nie ma właściwości wysuszających. Tak jak wszystkie szminki marki MAC pachnie delikatną wanilią.


Szminka nie ma w sobie nic rewolucyjnego, ale według mnie ma idealny kolor na co dzień. Jej kremowa konsystencja zapewnia komfort aplikacji i noszenia, a to jest najważniejsze przy częstym użytkowaniu.


Jak tylko uda mi się zebrać 6 pustych opakowań z MACa to na pewno skuszę się na kolejne kolory z tej kolekcji.

Ocena: 5/5
Skusiło Was coś z wrześniowych kolekcji MACa?
CZYTAJ DALEJ
czwartek, 27 września 2012

Trochę luksusu, czyli Dior Khaki Design Eyeshadow Palette




Mamy już kalendarzową jesień, więc nadszedł czas złota, brązów, zieleni oraz burgundów. Marki kosmetyczne prześcigają się w tworzeniu jeszcze piękniejszy kolekcji bazujących na tych kolorach. Dzisiaj mam przyjemność pokazać Wam paletkę z najnowszej kolekcji Dior Golden Jungle.


Paleta Khaki Design Eyeshadow Palette bazuje w całości na odcieniach zieleni i delikatnego złota. Składa się z czterech cieni oraz jednego kremowego eyelinera. W paletce znajdziemy także wygodne lusterko, które przyda się w czasie podróży oraz jeden podwójny aplikator gąbeczkowy i pędzelek do eyelinera.


Pierwszymi kolorami, które rzucają się w oczy to dwie zielenie. Pierwsza to piękna, głęboka oliwkowa zieleń z delikatnymi tonami brązu o wykończeniu satynowym. Drugi cień umiejscowiony w środku palety to oliwkowo złota zieleń z maleńkimi drobinkami złota. Cienie mają idealną, aksamitną konsystencję, która nie jest ani trochę pudrowa, dzięki czemu utrzymuje się przez cały dzień na powiekach (na bazie Urban Decay) i nie ma tendencji do obsypywania się. Obydwa cienie mają bardzo dobrą pigmentację i nie sprawiają problemów w trakcie blendowania. Pozostałe dwa cienie należą do dużo delikatniejszych, idealnie współgrających z zieleniami odcieni złota. Ciemniejszy (w górnym, prawym rogu) jest określony mianem „shine” i jego głównym celem jest nadanie innym kolorom pięknej poświaty. Cień jest pół transparentny, dzięki czemu nie przykrywa innych cieni, tylko nadaje im pięknych złotych refleksów. Ostatni cień to białe złoto o wykończeniu metalicznym. Pigmentacja tego koloru jest gorsza od obydwóch zieleni, ale moim zdaniem dzięki temu wygląda na oczach bardzo elegancko i nienachlanie. Na koniec został nam kremowy eyeliner w kolorze mocnej brązowawej zieleni. Niestety jego konsystencja pozostawia wiele do życzenia. Jest bardzo twarda i zbita, co utrudnia nabranie go na pędzelek, a także wykonanie ładnej, prostej kreski. Planuję dodać do niego odrobinę Duraline z Inglota, który powinien poprawić jego konsystencję.


Jak to na Diora przystało paleta do najtańszych nienależny, bo z tego co się orientuję w polskich sklepach kosztuje około 230zł. Polecam poczekać na 20% zniżkę w Sephorze lub uśmiechnąć się do znajomych, których wybierają się w podróż samolotem. Moja została kupiona przez mamę na lotnisku w Amsterdamie i w przeliczeniu kosztowała 160zł.


Spodobała się Wam paleta? Planujecie zakupy z kolekcji Golden Jungle?
Ocena: 4/5
CZYTAJ DALEJ
poniedziałek, 24 września 2012

Witaminowe serum z Lerosett

Lerosett Vitamin Serum pokazywałam Wam dosyć długi czas temu w poście o lutowych zakupach. Od tego czasu sumiennie je stosowałam, więc przyszła pora na recenzję.


Od producenta: Lerosett Vitamin Serum zapewnia głębokie odżywienie i nawilżenie zmęczonej i pozbawionej blasku skóry. Intensywna dawka witamin regeneruje, wzmacnia i chroni skórę. Stosuj rano i wieczorem.

Skład: Aqua (water), Glycerin, Larrea Divaricata Extract, Squalane, Panthenol, Ammonium Acryloyldimethyltuarate / VP Copolymer, Caprylyl Glycol, Disodium EDTA, Rhizobian Gum, Glyceryl Caprylate, Phenylpropanol, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Potassium Sorbate, Propylparaben, Buthylparaben, Isobuthylparaben, Tocopheryl Acetate, Niacinamide, Sodium Ascorbyl Phosphate, Silica, Calcium Pantothenate, Pyridoxine Hydrocloride, Amylodextrin, Maltodextrin, Polymethyl Methacrylate, Retinyl Palmitate, BHT, Tricaprylin.

Serum zawiera w śladowych ilościach (na samym końcu składu):
- witaminę A  (retinol) – działanie przeciwstarzeniowe, odpowiedzialny za regenerację, rozjaśnianie, nawilżanie oraz poprawę koloru skóry, a także zwężenie porów
- witaminę E (tokoferol) – chroni przed poparzeniem słonecznym, zapobiega fotostarzeniu skóry
- witaminę C (kwas L-askorbinowy) – antyoksydant, poprawia koloryt i elastyczność skóry, ma działanie przeciwzapalne
- witaminę B3 (niacynamid) – spłyca zmarszczki, regeneruje i poprawia koloryt skóry
- witaminę B6 (pirydoksyna) – pomaga w leczeniu wyprysków i skór łojotokowych oraz zapobiega oparzeniom skóry
- witaminę B5 (D-Pantenol) – nawilża, goi, regeneruje skórę, ma działanie przeciwzapalne
Poza tą maleńką ilością witamin znajdziemy w produkcje wszystkie możliwe parabeny (jeszcze nigdy nie widziałam takiego nagromadzenia konserwantów) oraz inne substancje odpowiedzialne za odpowiednią konsystencję kosmetyku.


Serum jest zapakowane w prostą, białą tubkę z bardzo miękkiego plastiku, w której znajduje się 30ml produktu. Uważam, że tubki (tuż po opakowaniach z pompką) są dobrym higienicznym rozwiązaniem, ale niestety w przypadku tego produktu kompletnie się nie sprawdzają. Kosmetyk ma bardzo płynną konsystencję i nawet najdelikatniejsze naciśnięcie tubki wiąże się z wyciśnięciem zbyt dużej ilości, w związku z czym bardzo duża ilość produktu marnuje się.

Serum Lerosett bardzo szybko się wchłania i pozostawia skórę matową i delikatnie ściągniętą. Moim zdaniem nie nadaje się do samodzielnego użycia i zawsze należy po jego aplikacji użyć kremu nawilżającego (bez niego skóra wydaje się delikatnie odwodniona).  Działanie określiłabym na mocno średnie. Skóra jest bardzo delikatnie rozświetlona (nie jest to spektakularny efekt), ale nie zauważyłam nawet najmniejszego zmniejszenia przebarwień. Serum nie miało u mnie działania nawilżającego, ale za to działa gojąco na wszelkie wypryski.  Mimo feralnego opakowania jest dosyć wydajne. Serum kosztuje około 50zł i można je kupić w aptekach internetowych i na allegro.


Podsumowując serum nie jest złe, ale pozostawia wiele do życzenia. Skład jest jednak na tyle nieciekawy, że nie polecam go nikomu.

Ocena: 2/5

Miałyście do czynienia z produktami marki Lerosett? Jakie jest Wasze ulubione serum?

CZYTAJ DALEJ
sobota, 22 września 2012

Eclats du Soir de Chanel



Nie mam zwyczaju pisać o nadchodzących kolekcjach, ale w tym przypadku muszę zrobić ustępstwo. Mowa o nachodzącej kolekcji Chanel na Święta 2012. Oczarowała mnie pięknymi, głębokimi kolorami lakieru oraz pomadki, a także przepiękną paletką. Zdjęcia promocyjne sprawiają, że już nie mogę się doczekać, kiedy pojawią się w sprzedaży.


W skład kolekcji wchodzą dwie palety. Pierwsza zawiera cztery cienie w odcieniach brązów i bordo o pięknej nazwie Harmonie du Soir. Druga składa się z różowego beżu oraz czerni i będzie nosić wdzięczną nazwę Nuit-Claire. Do kolekcji dołączył także kolejny cień z serii Illusion d’Ombre w kolorze złotego brązu o nazwie Apparence. Poza cieniami w kolekcji znalazł się róż w delikatnym różowym kolorze (Star dust) oraz nowy odcień pudru Universelle Libre w złoto-różowym kolorze. Dla fanek produktów do ust będą czekały trzy nowe odcienie glossimerów oraz matowa pomadka w mocny bordowym kolorze L’impatiente. Ostatnim produktem jest lakier w odcieniu zbliżonym do koloru pomadki o nazwie Malice.


Jak Wam się podoba propozycja Chanel na nadchodzący zimowy sezon? Podzielacie mój zachwyt nad przygotowanymi produktami?
CZYTAJ DALEJ
czwartek, 20 września 2012

Bubel: Brązujący krem na dzień z Alterry


Skuszona recenzjami wielu blogerek, w czasie jednej z licznych wyprzedaży produktów marki Alterra zdecydowaniała się na zakup brązującego Getönte Tagescreme Pfirsich. Tak jak tytuł Wam podpowiada nie był to niestety dobry wybór.


Od producenta: Brązujący krem na dzień z wartościowym olejem z pestek brzoskwini oraz odświeżającym ekstraktem z arbuza nadaje cerze lekkiego kolorytu posiadając dodatkowo właściwości matujące. Dzięki starannie opracowanej kompozycji roślinnych substancji aktywnych krem pielęgnuje skórę. Zestaw pigmentów identyczny z naturalnymi nadaje skórze delikatny koloryt i pozwala pokryć niedoskonałości. Wartościowe połączenie oliwy z oliwek (z kontrolowanej biologicznie uprawy), oleju jojoby z woskiem pszczelim nadaje skórze sprężystości. Roślinna gliceryna dostarcza jej dobroczynnego nawilżenia. Delikatny, owocowy zapach zapewnie uczucie przyjemnej pielęgnacji.

Skład: Aqua, Alcohol, Glycerin, Talc, Elaeis Guineensis Oil*, CI 77891, Sesamum Indicum Seed Oil*, Cetearyl Alcohol, Gossypium Herbaceum Seed Oil, Magnesium Aluminium Silicate, Prunus Persica Kernel Oil, Lysolecithin, Olea Europaea Fruit Oil*, Tapioca Starch, Parfum**, CI 77492, Simmondsia Chinensis Seed Oil*, Xanthan Gum, Sodium Citrate, Citric Acid, Limonene**, Cera Alba, CI 77491, CI 77499, Tocopherol, Linalool*, Helianthus Annus Seed Oil, Geraniol**, Citrullus Lanatus Fruit Extract
* z kontrolowanej biologicznie uprawy.
** z naturalnych olejków.


Firma Alterra szczyci się naturalnymi produktami w bardzo rozsądnej cenie. W składzie nie znajdziemy silikonów, parafiny, olejów mineralnych, a także sztucznych barwników i konserwantów.
Takie obietnice sprawiają, że mamy wrażanie, że wszystkie składniki zawarte w produkcie będą nam dobrze służyć, bo przecież są naturalne i nie ma w nich żadnych szkodliwych substancji. Poznęcajmy się chwilę nad składem ;) (Na wstępie pragnę zaznaczyć, że nie jestem specjalistą od składów i mogę niechcący popełnić błąd w analizie):
- Alkohol znajduje się już na drugim miejscu, w tak dużej ilości może wysuszać skórę.
- Talk zmieszany z potem/łojem może ograniczać oddychanie skóry, a co za tym idzie powodować wypryski.
- Składniki o niskim oddziaływaniu komedogennym: olej z pestek moreli, wosk pszczeli, alkohol cetearylowy, 
- Składniki o średnim oddziaływaniu komedogennym: olej sezamowy, olej słonecznikowy
- Składniki o wysokie oddziaływaniu komegogennym: oliwa z oliwek
- Wyciąg z arbuza, którym szczyci się producent jest na ostatniej pozycji, więc w produkcie została zawarta minimalna ilość
-  Linalol, limonen – substancje zapachowe, które znajdują się na potencjalnej liście alergenów
Tak jak widzicie skład nie jest idealny. W przypadku cer tłustych i mieszanych taka mieszanka składników komedogennych może powodować powstawanie zaskórników i wyprysków. Wysoka zawartość talku ma na celu matowienie cery, ale może pogorszyć jej stan. Nadmierna ilość alkoholu może spowodować przesuszenie skóry. Oczywiście te działania mogą wystąpić tylko w teorii, a w praktyce krem może Wam służyć i nie powodować żadnych nieprzyjemności na waszej twarzy.


U mnie krem nie miał okazji narozrabiać, bo testowałam go tylko kilka razy w sporych odstępach czasowych. Jego recenzję zacznę od plusów, bo jest ich niestety dużo mniej.  Bardzo ładny brązowy odcień produktu umożliwia nam uzyskanie naturalnego koloru opalonej twarzy nie narażając się na efekt Oompa Loompa. Produkt został zamknięty w poręcznej, lekkiej tubce, dzięki której nie marnujemy ani grama kosmetyku i która nie obciąża naszej kosmetyczki. Pojemność produktu to aż 50ml, więc za cenę około 9zł, jest to niesamowicie duża ilość. I to niestety koniec plus, pora przejść do wad. Pierwsze co rzuca się w oczy, a właściwie w nos to zapach produktu. Dla mnie jest nie do zniesienia. Kosmetyk pachnie bardzo mocno i według mnie nie ma on nic wspólnego z naturalnym zapachem moreli. Konsystencja kremu jest delikatna i jedwabista, ale niestety aplikacja jest drogą przez męki. Krem się maże po skórze i bardzo ciężko uzyskać nim równomierne krycie bez widocznych smug. Jeżeli mówimy już o kryciu to jest ono żadne. Owszem uzyskamy ładny kolor opalenizny, ale nie możemy liczyć na przykrycie jakichkolwiek niedoskonałości. Efekt matu też jest mocno przesadzony. Po przypudrowaniu produktu już po godzinie moja twarz nieestetycznie się świeciła. Na temat nawilżania nie mogę się wypowiedzieć, bo nie zaufałam na tyle produktowi, żeby zrezygnować z normalnego kremu nawilżającego.
Jeżeli macie ochotę zobaczyć swatche produktu do zapraszam na bloga Hexxany , która bardzo dobrze uchwyciła odcień produktu.

Ocena: 1/5

Miałyście do czynienia z tym produktem? Sprawdził się u Was? Jakie są Wasze ulubione produkty Alterry?

PS. Napiszcie w komentarzach czy interesują Was takie szybkie analizy składów!


CZYTAJ DALEJ
poniedziałek, 17 września 2012

Pożegnanie z latem – Kikowy turkus na paznokciach



Lato się nieubłagalnie kończy, ale ja nie zamierzam jeszcze rezygnować z szalonych kolorów na paznokciach. Mocne, żywe kolory poprawiają humor i są idealnym rozwiązaniem na zimne, deszczowe dni. 


Kiko 344 to bardzo żywy turkus, który przypomina mi kolor pudełeczka od Tiffaniego, tylko o około 3 tony ciemniejszego. Z lakierami Kiko mam trochę na bakier. Jestem bardzo zadowolona z ogromnego wyboru kolorów oraz cen (płaciłam 2,5 euro za sztukę), ale na tym kończą się moim zdaniem ich zalety. Pędzelek ma delikatnie rozczapierzony kształt, który utrudnia dokładne pomalowanie paznokci przy skórkach. Konsystencja lakieru jest dosyć gęstą, więc może sprawiać lekkie problemy w czasie aplikacji oraz trochę dużej wysycha. Najgorszą wadą jest jednak trwałość lakieru, już po jednym dniu noszenia pojawiają się pierwsze odpryski. Dostęp do kosmetyków marki Kiko też nie jest zbyt łatwy, co dodatkowo działa na niekorzyść tego produktu.


Lakiery Kiko dla mnie mają niestety więcej wad niż zalet, więc gdy następnym razem będę miała okazję robić zakupy w Kiko, skupię się na innych produktach tej marki.


Macie podobne problemy z lakierami tej marki, czy tylko ja trafiłam na trefne egzemplarze?
CZYTAJ DALEJ
TOP