czwartek, 23 lutego 2012

Jemma Kidd Make Up School róż w kremie Paw Paw



Jemma Kidd Blushwear Creme Cheek Colour w kolorze Paw Paw to kosmetyk, który podpatrzyłam u moich ulubionych bloggerek z Wielkiej Brytanii. Jest to piękny brzoskwiniowy róż, który ślicznie ożywia skórę i świetnie się sprawdzi na wielu odcieniach cery.

Ma konsystencję żelowo-kremową, która z łatwością się rozprowadza na skórze i wygląda bardzo naturalnie. Róż aplikuję za pomocą palców lub pędzla typu duo fibre (jedna i druga metoda spisuje się bardzo dobrze).

W opakowaniu znajduje się 3,4 g. i kosztuje około 14 funtów.
CZYTAJ DALEJ
wtorek, 21 lutego 2012

TAG: 5 kosmetycznych rzeczy, których wcale nie chcę mieć

Dziękuję bardzo Krzykli za otagowanie mnie.  

ZASADY:

- napisz, kto Cię otagował i zamieść zasady TAG'u

- zamieść baner TAG'u i wymień 5 rzeczy z działu kosmetyki ( akcesoria, pielęgnacja, przechowywanie, kosmetyki kolorowe, higiena), które Twoim zdaniem są Ci całkowicie zbędne bo:

- maja tańsze odpowiedniki

-są przereklamowane

- amatorkom są niepotrzebne

- bo to sposób na niepotrzebne wydatki...

...i krótko wyjaśnij swój wybór

- zaproś do zabawy 5 lub więcej innych blogerek

1. Osławiona zalotka do rzęs marki Shu Uemura. Nie usłyszałam jeszcze ani jednej negatywnej oceny tej zalotki, ale mimo wszystko nie jestem w stanie się do niej przekonać. Nie rozumiem co ma ona w sobie lepszego niż reszta dostępnych na rynku. W tej chwili używam zalotki MACa i jestem z niej bardzo zadowolona.


2. Pryzmy z Givenchy. Ładne opakowanie, kolorowe pudry i wielkie obietnice, czyli wszystko co kobiety uwielbiają. Na szczęście mnie ten produkt nie kusi. Przejechałam się już na meteorytach i na razie to mi wystarczy.


3. Masła z The Body Shop. Na całe szczęście moja skóra nie jest za bardzo wymagająca i nie muszę stosować wyspecjalizowanych, drogich kremów, żeby zapewnić jej odpowiednie nawilżenie. Zwykłe drogeryjne masło lub balsam przy regularnym stosowaniu spełniają wszystkie mojej potrzeby. Dodatkowo nie specjalnie przepadam za oferowanymi zapachami.


4. Olejki do włosów o brzydkich zapachach. Wiem, że brzmi to trochę infantylnie, ale nie lubię produktów, które śmierdzą (jak chyba wszystkie z nas) i nie widzę powodu, dla którego mam się nimi męczyć. Na rynku jest wiele produktów, które zawierają naturalne składniki i mają przyjemny zapach np. Alterra.


5. Paletki Sleek. Pigmentacja niby dobra, zestawienia kolorystyczne ładne, ale mnie po prostu nie porywają. Nawet po 20.000 recenzji nie mam ochoty jej kupić. Nie i kropka ;)


Jeszcze raz dziękuję serdecznie Krzykli za zaproszenie i taguję:

Sroczkę: http://cosrocewokowpadnie.blogspot.com/

Urban Warrior: http://urbanstateofmind.blogspot.com/

Obssesion: http://somethingtodoff.blogspot.com/

Martę: http://beautyandmac.blogspot.com/

Świruskę: http://makeupbyswirrruska.blogspot.com/
CZYTAJ DALEJ
niedziela, 19 lutego 2012

MAC Daphne Guinness: pigmenty Aurora i Nebula


Limitowana kolekcja Daphne Guinness weszła do salonów MACa  już jakiś czasu temu, ale z tego co się orientuję nadal jest w sprzedaży. Kolekcja składa się z wielu różnorodnych produktów, ale mnie zainteresowały tylko pigmenty.
Aurora jest to piękny różowawy brąz. Jest bardzo kremowy w dotyku i bezproblemowo nakłada się na powiekę.





Nebula to głęboki szarawy brąz z delikatnymi fioletowymi drobinkami. Jego konsystencja jest trochę mniej kremowa niż Aurory.



Circa Plum (mój pochodzi z kolekcji z przed dwóch lat i podobno delikatnie się różni od tegorocznej wersji) – na zdjęciu drugi od lewej.


Swatche pigmentów Aurora i Nebula są robione na sucho, a Circa Plum na mokro.
CZYTAJ DALEJ
czwartek, 16 lutego 2012

Walentynkowy KissBox



W tym miesiącu ekipa KissBoxa postanowiła wysłać KissBoxy w dniu zakochanych, co było bardzo miłym akcentem. Z tej okazji do sześciu produktów kosmetycznych zostało dodane serduszko do ogrzewania rąk. Pierwszy raz w pudełku znalazły się produkty do makijażu, co było dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Niestety właśnie wokół nich pojawiły się kontrowersje. Obydwa produkty pochodzą z marki IsaDora i niestety zgodnie ze „stronami do sprawdzania daty produkcji” są bardzo stare. Termin przydatności tuszu kończy się za  3 miesiące, a błyszczyk jest od dawna przeterminowany. Ekipa KissBoxa obiecała zająć się tą sprawą.

W pudełku znalazły się:


1.      Amargan Hair Terapy Oil 10ml – produkt pełnowymiarowy, który można stosować na włosy, a także dłonie i paznokcie. Kilka kropelek należy nanieść na końcówki włosów i zostawić bez spłukiwania.

2.      Krem z kwasem pirogronowym, azelainowym i salicylowym – Bandi – nie jest jeszcze w stałej sprzedaży, jego premiera jest zaplanowana na marzec. Krem ma za zadanie złuszczać skórę, zwężać pory i głęboko odżywiać. Szczerze mówiąc trochę się go boję i zanim go zastosuję, poczekam na recenzje innych blogerek ;). Próbka zawiera 30 ml produktu.

3.      HudSalva silnie nawilżająca maść/krem do skóry dłoni i stóp – Hudosil – krem ma za zadnie głębokie nawilżenie suchej i wrażliwej skóry. Nadaje się do stosowania przy zmianach atopowych i łuszczycy. Próbka zawiera tylko 15ml, więc wykorzystam ją jako krem do rąk, które są już bardzo zmęczone mrozami.



4.      Build-up Mascara Extra Volume – IsaDora – tusz ma za zadanie pogrubiać i wydłużać rzęsy, a także je nawilżać i nadawać elastyczności. Nie jest on wodoodporny, ale producent zapewnia, że jest odporny na łzy. Dzisiaj postanowiłam go przetestować i na rzęsach wygląda bardzo ładnie, ale rozmazał się po wpływem kilku łez spowodowanych mocnym wiatrem.

5.      Fruity Amazing Glaze – IsaDora – produkt jest podobno przeterminowany, więc nie mam zamiaru go testować. Z bliska wygląda na rozwarstwiony.

6.      Zestaw próbek John Frieda Collection: Fritzz – Ease – ponieważ nie mam włosów kręconych, zestaw jest dla mnie kompletnie nietrafiony.

Produkty, które znalazły się w KissBoxie zdecydowanie mnie zaciekawiły i cieszę się, że zdecydowałam się na jego zakup. Szkoda tylko, że firma nie zwróciła uwagi na termin przydatności produktów, które wysyłają do swoich klientek. Mam nadzieję, że to pierwsza i ostatnia tego typu wpadka ekipy i zostanie niedługo wyjaśniona.  
CZYTAJ DALEJ
czwartek, 9 lutego 2012

Paleta theBalm Nude’tude

Dzisiaj chciałam Wam przedstawić paletę marki TheBalm Nude’tude. Paleta ta pojawiła się w Marrionaud tuż przed Świętami Bożego Narodzenia i od razu zdobyła sympatię wielu Wizażanek i Bloggerek.



Jak większość produktów marki theBalm, paleta jest wykonana z  kartonu i jest ozdobiona dziewczynami w stylu pin-up (w USA można kupić paletę z dziewczynami lub wybrać wersję „ocenzurowaną” bez półnagich kobiet). Opakowanie kartonowe może sprawiać wrażenie mało stabilnego i „taniego”, ale nie macie się czym obawiać, paleta jest bardzo dobrze wykonana i możecie ją zabrać nawet w długą podróż.


Paleta Nude’tude składa się z 12 cieni w neutralnych kolorach.  Królują głównie cienie błyszczące (niektóre z drobinkami), ale znalazły się  także maty. Cienie są bardzo dobrze napigmentowe i mają jedwabistą konsystencję. Aplikacja jest w pełni bezproblemowa, cienie wytrzymują cały dzień na oczach i bardzo dobrze się rozcierają. Ciemne cienie mają tak dobrą pigmentację, że przy nakładaniu należy uważać, żeby nie przesadzić. W opakowaniu znajduje się 11,08 g. produktu.

W świetle dziennym

Z fleszem

Jeżeli zastanawiacie się nad zakupem palety Naked z Urban Decay, a nie macie ochoty ściągać jej z zagranicy i ryzykować zakupu podróbki, polecam przyjrzenie się Nude’tude.
CZYTAJ DALEJ
środa, 8 lutego 2012

Styczniowe zakupy

W 2012 mam skupić się bardziej na zużywaniu kosmetyków, które zalegają w moich szafach niż kupowaniu nowych, ale i tak parę rzeczy trafiło w moje ręce.


1.      L’biotica, Regenerujący krem do rzęs

2.      L’biotica Biovax, Intensywnie regenerująca maseczka do włosów ciemnych

3.      Syoss Suchy Szampon dla włosów szybko się przetłuszczających

4.      L’biotica Biovax, Jedwab w płynie



5.      Beauty Blender

6.      MAC, pigment w kolorze Aurora

7.      Jemma Kidd Make Up School, róż w kolorze Pawpaw

8.      Bare Minerals, Blemish Remedy



9.     Zoeva Smoky Shader 234

10.  Zoeva Soft Definer 227
CZYTAJ DALEJ
poniedziałek, 6 lutego 2012

Styczniowe zużycia



1.      Vichy woda termalna – używałam do utrwalenia makijażu, do mieszania z pigmentami oraz w czasie lata do odświeżenia skóry.

2.      Beauty Formulas suchy szampon – bubel, opisany tutaj.

3.      Garnier Fructis VolumeRestructure – na stałe zagościł w mojej pielęgnacji włosów, ułatwia rozczesywanie włosów i chroni przed rozdwajaniem się włosów.

4.      Olejek Arganowy z Biochemii Urody –nakładałam na końcówki włosów, niestety śmierdzi tak mocno, że nie jestem w stanie go używać na dłuższą metę :/

5.      La Roche – Posay Efflectar oczyszczający żel do skóry tłustej i wrażliwej – bardzo fajny żel, jak zużyje wszystkie zalegające w moich zbiorach prawdopodobnie kupię następne opakowanie.

6.      Urban Decay baza do powiek – to już drugie opakowanie i na pewno nie ostatnie. Jak widzicie strasznie jest zmasakrowane, ponieważ aplikator uniemożliwia zużycie produktu do końca. Po rozwaleniu opakowania uda się Wam odzyskać ilość bazy wystarczająco na trzy miesiące używania.

7.      Beauty Formulas Deep Cleansing Face Pore Strips – podobnie jak suchy szampon do włosów, straszny bubel.

8.      Eveline Niewidzialne Rękawiczki – jeden z moich ulubionych kremów do rąk, bardzo szybko się wchłania, ładnie pachnie i pielęgnuje ręce. Niestety nie radzi sobie z bardzo przesuszonymi i zniszczonymi dłońmi.

9.      L’biotica Biovax Jedwab wpłynie – kolejny produkt, który codziennie używam do pielęgnacji włosów. Włosy po nim mniej się plączą i ładnie błyszczą.

10.  Perfecta maseczka Słodkie Migdały z miodem – idealna do szybkiego odżywienia skóry. Niebawem pojawi się o niej post.

11.  Sephora baza matująca – baza nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia. Jest porównywalna do wszystkich innych silikonowych baz.
CZYTAJ DALEJ
TOP