wtorek, 26 czerwca 2012

Moich 10 ulubionych cieni z MACa



Na blogu dawno nie pisałam o mojej ulubionej firmie kosmetycznej, czyli o MACu. Cienie z MACa są moimi zdecydowanymi faworytami. Uwielbiam ich konsystencję, pigmentację, kolory oraz wykończenia. Cienie praktycznie się nie osypują (Veluxe Pearl czasami może sprawiać problemy), bardzo łatwo się rozcierają i na bazie zostają na oku przez cały dzień w nienaruszonym stanie. W stałej kolekcji dostępnych jest ponad 130 cieni, które występują w 8 wykończeniach (Frost, Lustre, Matte, Matte2, Satin, Veluxe, Veluxe Pearl, Velvet). Dostępne są wszystkie kolory tęczy, a także bardzo duża kolekcja cieni neutralnych. Mamy do wyboru zakup cieni w metalowych foremkach, które umieszczamy w paletach albo zamknięte w charakterystyczne dla marki czarne opakowania.

Przez ostatnie kilka lat udało mi się uzbierać pokaźną kolekcję cieni z MACa, spośród których wybrałam 10 moich ulubionych/najczęściej używanych kolorów. Nie będę opisywać kolorów, ponieważ po pierwsze nie jestem w tym specjalnie dobra, a po drugie uważam, że zdjęcia dużo lepiej pokazują ich prawdziwe odcienie.


Górny rząd od lewej strony: Brule,  Shroom, Jest, Wedge, Cork
Dolny rząd od lewej strony: Patin, Satin Taupe, Sable, Twinks,  Sketch



Jakie są Wasze ulubione odcienie?
Miłego dnia,
A.
CZYTAJ DALEJ
poniedziałek, 25 czerwca 2012

Uwaga bubel!!! L’oreal Elseve Nutri-Gloss Light Odżywka w sprayu


Mam dosyć długie włosy z tendencją do plątania się, więc odżywki bez spłukiwania ułatwiające rozczesywanie włosów są dla mnie wybawieniem. Na co dzień stosuję odżywkę Garniera, którą opisywałam tutaj, ale raz na jakiś czas lubię wypróbować coś innego. Szampony i odżywki L’oreal używałam dosyć często i zazwyczaj sprawdzały się nieźle na moich włosach, więc postanowiłam wypróbować odżywkę bez spłukiwania Nutri-Gloss Light, która jest przeznaczona do włosów długich, pozbawionych blasku, z tendencją do przetłuszczania się, czyli wypisz wymaluj do moich kudłów.


Od producenta: Formuła Proteina Perły + Citrus wygładzają włókna, aby przeciwdziałać osadzaniu się na nim zanieczyszczeń. Pozwala na zrównoważone odżywienie włosa od nasady, aż po same końce, bez obciążania. Twoje włosy łatwo się rozczesują, bez obciążania. Są zdyscyplinowane, a ich układanie nie sprawia już problemu. Odżywione włókno przyciąga i lepiej odbija światło. Włosy są lekkie i miękkie, ich blask jest podkreślony.

Ode mnie: Odżywka nie robi nic poza śmierdzeniem. Nie ułatwia rozczesywania, nie nadaje blasku , nie odżywia włosów, nie nadaje miękkości, nic a nic. Dodatkową wadą jest jej zapach. Mnie się kojarzy z rozcieńczonym smrodem potu z różą, nic atrakcyjnego. Na szczęście zapach dość szybko się ulatnia, więc nasze włosy nie będą śmierdziały jak po całym dniu na siłowni. Produkt ma dwa plusy: jest baaaardzo wydajny (co w tej sytuacji nie jest do końca plusem) i ma dobre opakowanie. Pompka pracuje bez zarzutu, rozpryskując delikatną mgiełkę na włosy, a samo opakowanie wygląda estetycznie.
Cena produktu to około 15zł za 200ml i można go kupić w większości drogerii i supermarketów.

Skład: 



Ocena 1+/5 (plus za opakowanie, które po skończeniu produktu zostawię sobie do przelewania innych produktów lub robienia własnoręcznych mgiełek)
A na koniec mój pies znudzony głupimi zdjęciami odżywki. 

CZYTAJ DALEJ
sobota, 23 czerwca 2012

La Roche-Posay Effaclar Duo, czyli mistrz w walce z niedoskonałościami


Effaclar Duo jest moim kremem numer 1 do walki ze wszelkimi niedoskonałościami cery (patrz: wypryskami). Już od ponad roku jestem mu wierna i dzięki niemu moja skóra bardzo się oczyściła i wreszcie nie wyglądam jak pryszczata nastolatka.


Od producenta: Effaclar Duo to kompletny produkt do pielęgnacji skóry, który łączy 4 składniki aktywne działające na dwa główne objawy pojawiające się na skórze skłonnej do trądziku:
- poważne miejscowe zmiany skórne: niacyna i pirokton olaminy do walki z rozprzestrzenianiem się bakterii i wyeliminowania niedoskonałości
- pory zatkane łojem: kombinacja kwasu LHA i kwasu linolowego odblokowuje pory, usuwając jednocześnie nagromadzone w nich martwe komórki tworzące te zatory.
Te aktywne składniki w połączeniu z kojącą, niedrażniącą wodą termalną La Roche-Posay zmniejszają zaczerwienienia. Formuła bez parabenów.


Ode mnie: Krem stosowałam na początku na całą twarz solo i po jakimś czasie zauważyłam przesuszenie w okolicach płatków nosowych oraz na brodzie. Teraz używam go jedynie w miejscach, w których występują niedoskonałości, punktowo na krem lub pod krem (działanie jest niezależne od zastosowanej kolejności). Dzięki Effaclar Duo moja skóra jest dużo czystsza, pojawia się dużo mniej wyprysków, a te które wyskoczą dużo szybciej znikają z mojej twarzy. Zgodnie z zapewnieniami producenta krem nie zatyka porów i nadaje się do skóry wrażliwej. Konsystencja kremu jest bardzo delikatna, lekko wodnista, dzięki czemu bardzo szybko się wchłania i bardzo dobrze współgra z makijażem. Krem jest niesamowicie wydajny, pierwsze opakowanie męczę już od roku i na razie ma się dobrze. Produkt znajduje się w białej, smukłej tubce zakończonej precyzyjnym dziubkiem, który umożliwia wyciśnięcie odpowiedniej ilości produktu. Przed użyciem należy wstrząsnąć.



W opakowaniu znajduje się 40ml produktu i możemy go znaleźć w licznych promocjach w Super-Pharmie lub innych aptekach za około 45zł.

Skład: AQUA / WATER, GLYCERIN, CYCLOHEXASILOXANE, HYDROGENATED POLYISOBUTENE
NIACINAMIDE, ISOPROPYL LAUROYL SARCOSINATE, AMMONIUM POLYACRYLDIMETHYLTAURAMIDE / AMMONIUM POLYACRYLOYLDIMETHYL TAURATE, SILICA, METHYL METHACRYLATE CROSSPOLYMER
SODIUM HYDROXIDE, SALICYLIC ACID, NYLON-12, ZINC PCA, LINOLEIC ACID, PENTAERYTHRITYL TETRA-DI-T-BUTYL HYDROXYHYDROCINNAMATE, CAPRYLOYL GLYCINE, CAPRYLOYL SALICYLIC ACID
CAPRYLYL GLYCOL, PIROCTONE OLAMINE, MYRISTYL MYRISTATE, POTASSIUM CETYL PHOSPHATE, GLYCERYL STEARATE SE, PARFUM / FRAGRANCE

Ocena 5/5
CZYTAJ DALEJ
czwartek, 21 czerwca 2012

Cud róż: Essie Funny Face

Aliss zainspirowała mnie do pokazania Wam mojej nowej miłości, czyli lakieru Essie Funny Face. Jest to zdecydowanie najładniejszy róż w mojej kolekcji i sądzę, że przez większość lata będzie królować na moich paznokciach.

Funny Face to piękny, mocny, dosyć ciemny róż. Wykończenie jest kremowe, bez zbędny drobinek i brokatu. Lakier ten pochodzi z szafy w Superpharmie, więc ma już nowy, szeroki pędzelek i podobno udoskonaloną formułę. Na moim paznokciach wytrzymuje nawet do tygodnia, co nie zdarzyło się żadnemu innemu lakierowi.  Co prawda po kilku dniach delikatnie ścierają się końcówki, ale nie ma żadnych odprysków. Lakier nakłada się bez najmniejszych problemów i przy sprawnej ręce wystarczy tylko jedna warstwa (na zdjęciach mam dwie).




Jestem w nim absolutnie zakochana i polecam wszystkim miłośniczkom różu. Jeżeli macie jakieś ukochane kolory z Essie to piszcie proszę w komentarzach. Jestem zakochana w formule i pędzelku!
CZYTAJ DALEJ
środa, 20 czerwca 2012

A do mnie przyjechał Blogbox…


Szczerze mówiąc już myślałam, że tym razem będę mogła się pożegnać z moim Blogboxem. Pod wieczór przyjechał do nas listonosz i gdy podpisywałam awizo okazało się, że moja paczka została odebrana przez kogoś innego. Oczywiście wpadłam w panikę i miałam ochotę zrobić gigantyczną aferę na całą pocztę w Polsce. Na szczęście po ponad godzinie listonosz pojawił się po raz drugi i szczęśliwie w garści trzymał śliczny, kwiatowy kuferek. Moja paczka została otwarta przez kogoś innego, więc zostaje tylko nadzieja, że nic nie zostało zmacane lub bezczelnie zabrane.

Blogboxa dostałam od Biemi z bloga http://biemi-bo.blogspot.com/. Biemi spakowała produkt w uroczy niebieski kuferek w kwiatki, który na pewno znajdzie jakieś zastosowanie w moim pokoju, może będzie nowym domem dla produktów do włosów… Produkty, które znalazłam w Blogboxie w 80% są dla mnie nowością i o większości z nich nic nie słyszałam.

Jak tylko zabrałam się za fotografowanie moje pudełka przyszedł do mnie mój ukochany piesek, aby przeegzaminować zawartość.

Po oględzinach stwierdził, że opakowanie balsamu Ziaji powinno leżeć, bo tak przecież nie da się zamknąć wieczka.


No ale wróćmy do najważniejszego, czyli zawartości.

Na początek wpadł mi w ręce termo wyszczuplający żel rozgrzewający z Ziaji, który w swoim składzie zawiera kapsaicynę z papryki cayenne. Trochę przeraża mnie jego działanie, bo w opisie kazali dokładnie umyć po nim ręce i ostrzegają o możliwym trwałym barwieniu ubrań. Mam nadzieję, że skóry nie pali ;)

Drugim wielkim słojem jest maska do włosów z błotem karnalitowym łupież i łojotok marki Bingo Spa. W życiu nie stosowałam maseczek na skórę głowy, bo obawiałam się efektu obciążania i przetłuszczania włosów. Biemi ją zachwala, więc mam nadzieję, że u mnie też zadziała i ograniczy przetłuszczanie włosów.

Kolejnym kosmetykiem jest nawilżająca pomadka-błyszczyk 2 in 1 z serii Nude w kolorze 602. Uśmiałam się jak ją zobaczyłam, bo taką samą pomadkę wsadziłam do Blogboxa, którego przygotowywałam dla innej blogerki :)

Colgate Plax Ice

Montagne Jeunesse Hot Masque dla cery normalnej oraz tłustej z morelą i olejem migdałowym.

Dziękuję  bardzo Biemi za Boxa, mam nadzieję, że polubię się z produktami, które w nim  znalazłam i już niedługo będę mogła przygotować dla Was ich recenzję. Tak więc zabieram się do testowania!
CZYTAJ DALEJ
wtorek, 19 czerwca 2012

Essence A New League Soft Touch Eyeshadow w kolorze 01 My Caddy In The Wind



Po bronzerze przyszła pora na kremowy cień w kolorze My Caddy In The Wind. W kolekcji A New League są dostępne trzy odcienie, ale ja się zdecydowałam się tylko na jeden w kolorze pięknego złotawego beżu. Kolor jest  bardzo uniwersalny i bardzo dobrze spisuje się jako baza pod cienie. Podbija  kolor cieni pudrowych, które zostaną na niego nałożone, przedłuża ich trwałość oraz dodaje delikatnego rozświetlenia. Cień ma świetną pigmentację, bardzo łatwo się aplikuje i utrzymuje się na oczach przez cały dzień. Według mnie jest równie dobry (a nawet lepszy) co Paint Poty z MACa, które do tej pory były moimi ulubionymi bazami pod cienie. 




W słoiczku znajduje się 5g produktu i kosztuje on 9,99 (dla porównania MACowe Paintpoty kosztują około 70-80zł).
Ocena: 5/5
CZYTAJ DALEJ
poniedziałek, 18 czerwca 2012

Essence A New League Multi Colour Bronzing Powder


Wczoraj pokazałam Wam mały haul weekendowy, w którym znalazły się dwa produkty z Essence. Cień w kremie opiszę w następnym poście, a w tym skupię się na bronzerze.


Bronzer pochodzi z limitowanej kolekcji A New League i występuje w jednym kolorze 01 Go Classy, Go Retro. Puder składa się z czterech różnych kolorów brązu, beżu i bieli, które zostały ułożone w bardzo ładny wzór w kształcie rombów. Kolor, który uzyskujemy po zmieszaniu wszystkich rombów jest mocno morelowym jasnym brązem, który najlepiej sprawdzi się u dziewczyn o jasnej karnacji. Jeżeli Wasz odcień skóry ma tendencję do podbijania pomarańczowych pigmentów w bronzerze, radzę Wam go omijać szerokim łukiem. Bronzer ma wykończenie matowe, chociaż na niektórych swatchach wygląda delikatnie satynowo. Konsystencja jest miękka i bardzo przyjemna w użyciu. Bronzer nie robi plam i utrzymuje się na skórze przez większość dnia (oczywiście wszystko zależy od tego co pod niego nałożymy). 



Od lewej: wszystkie kolory zmieszane, każdy romb z osobna.

Tak jak wspominałam w poprzednim poście za 10g bronzera zapłacimy 7,99. Limitowankę można kupić w Rossmannie i Naturze.
Ocena: 4/5
CZYTAJ DALEJ
niedziela, 17 czerwca 2012

Spotkanie blogerek + mini haul


Tak jak już pewnie dobrze wiecie od reszty dziewczyn, w piątek odbyło się spotkanie blogerek w Warszawie. Dziewczyny, było cudownie, serdecznie Wam dziękuję za mile spędzony czas, pogaduchy i bardzo dużo śmiechu. Mam nadzieję, że powtórzymy takie spotkanie niebawem!

Dziewczyny, który wzięły udział w spotkaniu:

Wczoraj wpadłam na chwilkę do Rossmanna i wróciłam z takimi oto cudami. 

Za podkład Rimmel Wake My Up zapłaciłam jedyne 19,99 i udało mi się  jeszcze upolować dwie rzeczy z Essence. Obydwa pochodzą z limitowanki A New League. Bronzer wygrywa głównie ciekawym designem oraz bardzo przyjemną konsystencją. Niestety nadaje się tylko dla dziewczyn o bardzo jasnej cerze. Cieniem w kremie jestem zachwycona. Według mnie jest dużo lepszy niż paintpoty z MACa, trzyma się przez cały dzień i pięknie rozświetla powiekę. Cena cienia to 9,99zł, a bronzera to 7,99zł (chyba;)).


I to tyle. Miłego dnia!
CZYTAJ DALEJ
piątek, 15 czerwca 2012

Biżuteria: Kokardka z Kruka




Kokardka, którą dzisiaj chcę Wam pokazać pojawiła się w kolekcji Kruka tuż przed dniem matki i była pokazywana chyba we wszystkich magazynach dla kobiet. Pewnie część z Was już nie mogła na nią patrzeć, mnie z dnia na dzień coraz bardziej się podobała. Mimo, że matką nie jestem i nie do mnie była skierowana reklama, postanowiłam się na nią skusić. Jest malutka, pięknie odbija światło i pasuje do wszystkiego.




Kokardka jest zrobiona z białego złota i 68 miniaturowych diamencików (ich całkowita masa wynosi 0,09 karata, więc jest to naprawdę mało). Wisiorek ma 1,9cm długości i 0,8 cm długości. Kosztuje 299zł, ale mi udało się kupić na promocji za 239zł. Wisiorek sprzedawany jest bez łańcuszka. Kokardkę możecie kupić online.




Moje pierwsze diamenty. Cudne. Mam ochotę na więcej ;)
CZYTAJ DALEJ
czwartek, 14 czerwca 2012

Spacer po Mediolanie

Zapraszam Was na krótki spacer po Mediolanie. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Enjoy!
















Miłego dnia,

A.
CZYTAJ DALEJ
TOP