sobota, 29 września 2012

MACowe kuszenie: szminka Peach Blossom



Wraz z pierwszym września w salonach MACa pojawiło się kilka nowych, limitowanych kolekcji.  Większość osób zachwyciło się pięknymi paletkami z Stylseeker Collection, różami z Office Hours Collection lub pigmentami z Face & Body Collection, do mnie za to przemówiły szminki z kolekcji Cremesheen + Pearl.


W kolekcji znalazło się 8 odcieni szminek o wykończeniu Cremesheen oraz 7 błyszczyków Cremesheen Glass. Z tego, co mi wiadomo wszystkie szminki oraz część błyszczyków pozostanie w stałej kolekcji, więc nie musicie się spieszyć z ich zakupem:)
Zdecydowałam się na szminkę Peach Blossom o delikatny brzoskwiniowo-różowym kolorze. Jest to według mnie idealny kolor różu, który będzie pasował większości karnacji, nie jest ani zbyt ciepły ani zbyt zimny. Jeżeli próbowałyście pomadkę Creme Cup i była dla Was zbyt różowa (jak u lalki Barbie ;)) to Peach Blossom może się dla Was okazać idealnym wyborem.


 Szminka ma wykończenie kremowe z bardzo pięknym połyskiem. Krycie jest średnie, ale nałożenie kilku warstw pozwoli na przykrycie nawet mocno napigmentowanych ust. Konsystencja szminki jest kremowa i bardzo komfortowa w noszeniu. Bez picia i jedzenia na moich ustach trzyma się około trzech godzin. Nie zaliczyłabym jej do bardzo nawilżających szminek, ale na pewno nie ma właściwości wysuszających. Tak jak wszystkie szminki marki MAC pachnie delikatną wanilią.


Szminka nie ma w sobie nic rewolucyjnego, ale według mnie ma idealny kolor na co dzień. Jej kremowa konsystencja zapewnia komfort aplikacji i noszenia, a to jest najważniejsze przy częstym użytkowaniu.


Jak tylko uda mi się zebrać 6 pustych opakowań z MACa to na pewno skuszę się na kolejne kolory z tej kolekcji.

Ocena: 5/5
Skusiło Was coś z wrześniowych kolekcji MACa?
CZYTAJ DALEJ
czwartek, 27 września 2012

Trochę luksusu, czyli Dior Khaki Design Eyeshadow Palette




Mamy już kalendarzową jesień, więc nadszedł czas złota, brązów, zieleni oraz burgundów. Marki kosmetyczne prześcigają się w tworzeniu jeszcze piękniejszy kolekcji bazujących na tych kolorach. Dzisiaj mam przyjemność pokazać Wam paletkę z najnowszej kolekcji Dior Golden Jungle.


Paleta Khaki Design Eyeshadow Palette bazuje w całości na odcieniach zieleni i delikatnego złota. Składa się z czterech cieni oraz jednego kremowego eyelinera. W paletce znajdziemy także wygodne lusterko, które przyda się w czasie podróży oraz jeden podwójny aplikator gąbeczkowy i pędzelek do eyelinera.


Pierwszymi kolorami, które rzucają się w oczy to dwie zielenie. Pierwsza to piękna, głęboka oliwkowa zieleń z delikatnymi tonami brązu o wykończeniu satynowym. Drugi cień umiejscowiony w środku palety to oliwkowo złota zieleń z maleńkimi drobinkami złota. Cienie mają idealną, aksamitną konsystencję, która nie jest ani trochę pudrowa, dzięki czemu utrzymuje się przez cały dzień na powiekach (na bazie Urban Decay) i nie ma tendencji do obsypywania się. Obydwa cienie mają bardzo dobrą pigmentację i nie sprawiają problemów w trakcie blendowania. Pozostałe dwa cienie należą do dużo delikatniejszych, idealnie współgrających z zieleniami odcieni złota. Ciemniejszy (w górnym, prawym rogu) jest określony mianem „shine” i jego głównym celem jest nadanie innym kolorom pięknej poświaty. Cień jest pół transparentny, dzięki czemu nie przykrywa innych cieni, tylko nadaje im pięknych złotych refleksów. Ostatni cień to białe złoto o wykończeniu metalicznym. Pigmentacja tego koloru jest gorsza od obydwóch zieleni, ale moim zdaniem dzięki temu wygląda na oczach bardzo elegancko i nienachlanie. Na koniec został nam kremowy eyeliner w kolorze mocnej brązowawej zieleni. Niestety jego konsystencja pozostawia wiele do życzenia. Jest bardzo twarda i zbita, co utrudnia nabranie go na pędzelek, a także wykonanie ładnej, prostej kreski. Planuję dodać do niego odrobinę Duraline z Inglota, który powinien poprawić jego konsystencję.


Jak to na Diora przystało paleta do najtańszych nienależny, bo z tego co się orientuję w polskich sklepach kosztuje około 230zł. Polecam poczekać na 20% zniżkę w Sephorze lub uśmiechnąć się do znajomych, których wybierają się w podróż samolotem. Moja została kupiona przez mamę na lotnisku w Amsterdamie i w przeliczeniu kosztowała 160zł.


Spodobała się Wam paleta? Planujecie zakupy z kolekcji Golden Jungle?
Ocena: 4/5
CZYTAJ DALEJ
poniedziałek, 24 września 2012

Witaminowe serum z Lerosett

Lerosett Vitamin Serum pokazywałam Wam dosyć długi czas temu w poście o lutowych zakupach. Od tego czasu sumiennie je stosowałam, więc przyszła pora na recenzję.


Od producenta: Lerosett Vitamin Serum zapewnia głębokie odżywienie i nawilżenie zmęczonej i pozbawionej blasku skóry. Intensywna dawka witamin regeneruje, wzmacnia i chroni skórę. Stosuj rano i wieczorem.

Skład: Aqua (water), Glycerin, Larrea Divaricata Extract, Squalane, Panthenol, Ammonium Acryloyldimethyltuarate / VP Copolymer, Caprylyl Glycol, Disodium EDTA, Rhizobian Gum, Glyceryl Caprylate, Phenylpropanol, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Potassium Sorbate, Propylparaben, Buthylparaben, Isobuthylparaben, Tocopheryl Acetate, Niacinamide, Sodium Ascorbyl Phosphate, Silica, Calcium Pantothenate, Pyridoxine Hydrocloride, Amylodextrin, Maltodextrin, Polymethyl Methacrylate, Retinyl Palmitate, BHT, Tricaprylin.

Serum zawiera w śladowych ilościach (na samym końcu składu):
- witaminę A  (retinol) – działanie przeciwstarzeniowe, odpowiedzialny za regenerację, rozjaśnianie, nawilżanie oraz poprawę koloru skóry, a także zwężenie porów
- witaminę E (tokoferol) – chroni przed poparzeniem słonecznym, zapobiega fotostarzeniu skóry
- witaminę C (kwas L-askorbinowy) – antyoksydant, poprawia koloryt i elastyczność skóry, ma działanie przeciwzapalne
- witaminę B3 (niacynamid) – spłyca zmarszczki, regeneruje i poprawia koloryt skóry
- witaminę B6 (pirydoksyna) – pomaga w leczeniu wyprysków i skór łojotokowych oraz zapobiega oparzeniom skóry
- witaminę B5 (D-Pantenol) – nawilża, goi, regeneruje skórę, ma działanie przeciwzapalne
Poza tą maleńką ilością witamin znajdziemy w produkcje wszystkie możliwe parabeny (jeszcze nigdy nie widziałam takiego nagromadzenia konserwantów) oraz inne substancje odpowiedzialne za odpowiednią konsystencję kosmetyku.


Serum jest zapakowane w prostą, białą tubkę z bardzo miękkiego plastiku, w której znajduje się 30ml produktu. Uważam, że tubki (tuż po opakowaniach z pompką) są dobrym higienicznym rozwiązaniem, ale niestety w przypadku tego produktu kompletnie się nie sprawdzają. Kosmetyk ma bardzo płynną konsystencję i nawet najdelikatniejsze naciśnięcie tubki wiąże się z wyciśnięciem zbyt dużej ilości, w związku z czym bardzo duża ilość produktu marnuje się.

Serum Lerosett bardzo szybko się wchłania i pozostawia skórę matową i delikatnie ściągniętą. Moim zdaniem nie nadaje się do samodzielnego użycia i zawsze należy po jego aplikacji użyć kremu nawilżającego (bez niego skóra wydaje się delikatnie odwodniona).  Działanie określiłabym na mocno średnie. Skóra jest bardzo delikatnie rozświetlona (nie jest to spektakularny efekt), ale nie zauważyłam nawet najmniejszego zmniejszenia przebarwień. Serum nie miało u mnie działania nawilżającego, ale za to działa gojąco na wszelkie wypryski.  Mimo feralnego opakowania jest dosyć wydajne. Serum kosztuje około 50zł i można je kupić w aptekach internetowych i na allegro.


Podsumowując serum nie jest złe, ale pozostawia wiele do życzenia. Skład jest jednak na tyle nieciekawy, że nie polecam go nikomu.

Ocena: 2/5

Miałyście do czynienia z produktami marki Lerosett? Jakie jest Wasze ulubione serum?

CZYTAJ DALEJ
sobota, 22 września 2012

Eclats du Soir de Chanel



Nie mam zwyczaju pisać o nadchodzących kolekcjach, ale w tym przypadku muszę zrobić ustępstwo. Mowa o nachodzącej kolekcji Chanel na Święta 2012. Oczarowała mnie pięknymi, głębokimi kolorami lakieru oraz pomadki, a także przepiękną paletką. Zdjęcia promocyjne sprawiają, że już nie mogę się doczekać, kiedy pojawią się w sprzedaży.


W skład kolekcji wchodzą dwie palety. Pierwsza zawiera cztery cienie w odcieniach brązów i bordo o pięknej nazwie Harmonie du Soir. Druga składa się z różowego beżu oraz czerni i będzie nosić wdzięczną nazwę Nuit-Claire. Do kolekcji dołączył także kolejny cień z serii Illusion d’Ombre w kolorze złotego brązu o nazwie Apparence. Poza cieniami w kolekcji znalazł się róż w delikatnym różowym kolorze (Star dust) oraz nowy odcień pudru Universelle Libre w złoto-różowym kolorze. Dla fanek produktów do ust będą czekały trzy nowe odcienie glossimerów oraz matowa pomadka w mocny bordowym kolorze L’impatiente. Ostatnim produktem jest lakier w odcieniu zbliżonym do koloru pomadki o nazwie Malice.


Jak Wam się podoba propozycja Chanel na nadchodzący zimowy sezon? Podzielacie mój zachwyt nad przygotowanymi produktami?
CZYTAJ DALEJ
czwartek, 20 września 2012

Bubel: Brązujący krem na dzień z Alterry


Skuszona recenzjami wielu blogerek, w czasie jednej z licznych wyprzedaży produktów marki Alterra zdecydowaniała się na zakup brązującego Getönte Tagescreme Pfirsich. Tak jak tytuł Wam podpowiada nie był to niestety dobry wybór.


Od producenta: Brązujący krem na dzień z wartościowym olejem z pestek brzoskwini oraz odświeżającym ekstraktem z arbuza nadaje cerze lekkiego kolorytu posiadając dodatkowo właściwości matujące. Dzięki starannie opracowanej kompozycji roślinnych substancji aktywnych krem pielęgnuje skórę. Zestaw pigmentów identyczny z naturalnymi nadaje skórze delikatny koloryt i pozwala pokryć niedoskonałości. Wartościowe połączenie oliwy z oliwek (z kontrolowanej biologicznie uprawy), oleju jojoby z woskiem pszczelim nadaje skórze sprężystości. Roślinna gliceryna dostarcza jej dobroczynnego nawilżenia. Delikatny, owocowy zapach zapewnie uczucie przyjemnej pielęgnacji.

Skład: Aqua, Alcohol, Glycerin, Talc, Elaeis Guineensis Oil*, CI 77891, Sesamum Indicum Seed Oil*, Cetearyl Alcohol, Gossypium Herbaceum Seed Oil, Magnesium Aluminium Silicate, Prunus Persica Kernel Oil, Lysolecithin, Olea Europaea Fruit Oil*, Tapioca Starch, Parfum**, CI 77492, Simmondsia Chinensis Seed Oil*, Xanthan Gum, Sodium Citrate, Citric Acid, Limonene**, Cera Alba, CI 77491, CI 77499, Tocopherol, Linalool*, Helianthus Annus Seed Oil, Geraniol**, Citrullus Lanatus Fruit Extract
* z kontrolowanej biologicznie uprawy.
** z naturalnych olejków.


Firma Alterra szczyci się naturalnymi produktami w bardzo rozsądnej cenie. W składzie nie znajdziemy silikonów, parafiny, olejów mineralnych, a także sztucznych barwników i konserwantów.
Takie obietnice sprawiają, że mamy wrażanie, że wszystkie składniki zawarte w produkcie będą nam dobrze służyć, bo przecież są naturalne i nie ma w nich żadnych szkodliwych substancji. Poznęcajmy się chwilę nad składem ;) (Na wstępie pragnę zaznaczyć, że nie jestem specjalistą od składów i mogę niechcący popełnić błąd w analizie):
- Alkohol znajduje się już na drugim miejscu, w tak dużej ilości może wysuszać skórę.
- Talk zmieszany z potem/łojem może ograniczać oddychanie skóry, a co za tym idzie powodować wypryski.
- Składniki o niskim oddziaływaniu komedogennym: olej z pestek moreli, wosk pszczeli, alkohol cetearylowy, 
- Składniki o średnim oddziaływaniu komedogennym: olej sezamowy, olej słonecznikowy
- Składniki o wysokie oddziaływaniu komegogennym: oliwa z oliwek
- Wyciąg z arbuza, którym szczyci się producent jest na ostatniej pozycji, więc w produkcie została zawarta minimalna ilość
-  Linalol, limonen – substancje zapachowe, które znajdują się na potencjalnej liście alergenów
Tak jak widzicie skład nie jest idealny. W przypadku cer tłustych i mieszanych taka mieszanka składników komedogennych może powodować powstawanie zaskórników i wyprysków. Wysoka zawartość talku ma na celu matowienie cery, ale może pogorszyć jej stan. Nadmierna ilość alkoholu może spowodować przesuszenie skóry. Oczywiście te działania mogą wystąpić tylko w teorii, a w praktyce krem może Wam służyć i nie powodować żadnych nieprzyjemności na waszej twarzy.


U mnie krem nie miał okazji narozrabiać, bo testowałam go tylko kilka razy w sporych odstępach czasowych. Jego recenzję zacznę od plusów, bo jest ich niestety dużo mniej.  Bardzo ładny brązowy odcień produktu umożliwia nam uzyskanie naturalnego koloru opalonej twarzy nie narażając się na efekt Oompa Loompa. Produkt został zamknięty w poręcznej, lekkiej tubce, dzięki której nie marnujemy ani grama kosmetyku i która nie obciąża naszej kosmetyczki. Pojemność produktu to aż 50ml, więc za cenę około 9zł, jest to niesamowicie duża ilość. I to niestety koniec plus, pora przejść do wad. Pierwsze co rzuca się w oczy, a właściwie w nos to zapach produktu. Dla mnie jest nie do zniesienia. Kosmetyk pachnie bardzo mocno i według mnie nie ma on nic wspólnego z naturalnym zapachem moreli. Konsystencja kremu jest delikatna i jedwabista, ale niestety aplikacja jest drogą przez męki. Krem się maże po skórze i bardzo ciężko uzyskać nim równomierne krycie bez widocznych smug. Jeżeli mówimy już o kryciu to jest ono żadne. Owszem uzyskamy ładny kolor opalenizny, ale nie możemy liczyć na przykrycie jakichkolwiek niedoskonałości. Efekt matu też jest mocno przesadzony. Po przypudrowaniu produktu już po godzinie moja twarz nieestetycznie się świeciła. Na temat nawilżania nie mogę się wypowiedzieć, bo nie zaufałam na tyle produktowi, żeby zrezygnować z normalnego kremu nawilżającego.
Jeżeli macie ochotę zobaczyć swatche produktu do zapraszam na bloga Hexxany , która bardzo dobrze uchwyciła odcień produktu.

Ocena: 1/5

Miałyście do czynienia z tym produktem? Sprawdził się u Was? Jakie są Wasze ulubione produkty Alterry?

PS. Napiszcie w komentarzach czy interesują Was takie szybkie analizy składów!


CZYTAJ DALEJ
poniedziałek, 17 września 2012

Pożegnanie z latem – Kikowy turkus na paznokciach



Lato się nieubłagalnie kończy, ale ja nie zamierzam jeszcze rezygnować z szalonych kolorów na paznokciach. Mocne, żywe kolory poprawiają humor i są idealnym rozwiązaniem na zimne, deszczowe dni. 


Kiko 344 to bardzo żywy turkus, który przypomina mi kolor pudełeczka od Tiffaniego, tylko o około 3 tony ciemniejszego. Z lakierami Kiko mam trochę na bakier. Jestem bardzo zadowolona z ogromnego wyboru kolorów oraz cen (płaciłam 2,5 euro za sztukę), ale na tym kończą się moim zdaniem ich zalety. Pędzelek ma delikatnie rozczapierzony kształt, który utrudnia dokładne pomalowanie paznokci przy skórkach. Konsystencja lakieru jest dosyć gęstą, więc może sprawiać lekkie problemy w czasie aplikacji oraz trochę dużej wysycha. Najgorszą wadą jest jednak trwałość lakieru, już po jednym dniu noszenia pojawiają się pierwsze odpryski. Dostęp do kosmetyków marki Kiko też nie jest zbyt łatwy, co dodatkowo działa na niekorzyść tego produktu.


Lakiery Kiko dla mnie mają niestety więcej wad niż zalet, więc gdy następnym razem będę miała okazję robić zakupy w Kiko, skupię się na innych produktach tej marki.


Macie podobne problemy z lakierami tej marki, czy tylko ja trafiłam na trefne egzemplarze?
CZYTAJ DALEJ
sobota, 15 września 2012

Wielkie testowanie uważam za rozpoczęte – Liz Earle


We wtorek dotarła do mnie bardzo wyczekiwana paczka od angielskiej firmy Liz Earle, która słynie z produkcji naturalnych kosmetyków. W ofercie znajdziemy szeroką gamę produktów do pielęgnacji oraz kolorówkę. Na stronie kusiło mnie wiele kosmetyków, ale ja chciałam przede wszystkim wypróbować ich bardzo znany krem do mycia twarzy – Cleanse & Polish Hot Cloth Cleanser. Niestety na jednym produkcie skończyć się nie mogło, więc zdecydowałam się na zakup zestawu z kosmetykami, które dostały nagrodę Great British Award. W zestawie znalazły się dwa pełnowymiarowe produkty oraz dwie próbki.


Skład zestawu:
- Cleanse & Polish Hot Cloth Cleanser, czyli dla mnie najbardziej wyczekiwany kosmetyk. Jego zadaniem jest dokładne, ale delikatne oczyszczanie skóry twarzy. Opakowany jest w łatwą w obsłudze buteleczkę z pompką o pojemności 100ml, do kompletu zostały dołączone dwie muślinowe szmatki.
- Instant Boost Skin Tonic – delikatny tonik do twarzy, który ma za zadnie odświeżać, uspakajać oraz rozjaśniać twarz. Dodatkowo ma delikatnie nawilżać skórę. Buteleczka ma pojemność 50ml.
- Superskin Moisturiser – krem jest przeznaczony do skóry dojrzałej i bardzo suchej. Ja go zostawię sobie na zimowe dni, kiedy skóra będzie potrzebowała dodatkowej dawki nawilżenia. W słoiczku znajduje się 15ml
- Gentle Face Exfoliator – delikatny peeling z ekstraktem z eukaliptusa, masłem kakaowym oraz z ziarenkami jojoba. Kosmetyk jest pełnowymiarowy i zawiera 75ml produktu.

Dodatkowo dostałam od firmy Liz Earle małą tubkę Cleanse & Polish Hot Cloth Cleanser o pojemności 30ml oraz muślinową ściereczkę, a także próbki najnowszego podkładu w czterech różnych kolorach (jak miło, że firma załączyła wszystkie kolory, a nie tylko jeden, który prawdopodobnie nie pasowałby do mojego odcienia skóry).


Cena zestawu nie jest mała, bo kosztował 44 funty, ale na stronie Liz Earle znajdziecie dużo zestawów za niższą cenę.

Zabieram się za testowanie i za około półtora miesiąca postaram się przedstawić Wam moją opinię na temat tych produktów. Jeżeli nie możecie się już doczekać recenzji, to zapraszam na bloga Aliss, gdzie możecie przeczytać jej zdanie na temat kosmetyków Liz Earle (zdradzę tylko, że jest bardzo z nich zadowolona ;)).
CZYTAJ DALEJ
czwartek, 13 września 2012

Shiseido Sun Protection Liquid Foundation SPF30


W ostatnim poście pokazałam Wam zawartość mojej wyjazdowej kosmetyczki. Spośród wszystkich produktów największe zainteresowanie wzbudził podkład Shiseido, więc dzisiaj opowiem Wam kilka słów na jego temat.


Od producenta: Podkład w płynie z filtrem przeciwsłonecznym. Odporny na pot, wodę i tłuszcz. Utrzymuje długotrwałe, matowe wykończenie nawet podczas bardzo intensywnych ćwiczeń. Lekka formuła doskonale się rozprowadza i nie pozostawia wrażenia lepkości. Nie spływa, zapewni świeżość makijażu przez długie godziny. Przed użyciem produktu należy go dokładnie wstrząsnąć.

Skład: Aqua, Glycerin, Parfum, Trisodium EDTA, Dipropylene glycol, Butylene Glycol, Cyclomethicone, Tocopherol, Trimethylsiloxysilicate, Phenoxyethanol, BHT, Aluminum hydroxide, Polysilicone-2, Aluminum distearate, Benzyl Benzoate, Ethylhexyl methoxycinnamate, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Eugenol, Geraniol, Triethoxycaprylylsilane, Limonene, Citronellol, CI 77492, Bis-butyldimethicone polyglyceryl-3Scutellaria Baicalensis Root Extract, Syzygium Jambos Leaf Extract, CI 77891, CI 77491, CI 77499, PEG/PPG-19/19 Dimethicone


Podkład zamknięto w bardzo poręcznym, małym, uroczym, turkusowym opakowaniu, którego widok od razu poprawia humor. Mimo standardowej pojemności 30ml, zajmuje bardzo mało miejsca w kosmetyczce, dzięki czemu jest idealnym kosmetykiem w czasie podróży. Wydobycie odpowiedniej ilości produktu jest bardzo łatwe dzięki dziubkowi, którym została zakończona buteleczka.


Shiseido Sun Protection to według mnie jeden z najlepszych podkładów na lato. Mam skórę normalną z przetłuszczającą się strefą T, przez co w czasie gorącego lata wszystkie podkłady znikają z mojej twarzy w przeciągu kilku godzin. Shiseido Sun Protection Liquid Foundation SPF30 dzięki swojej wodoodpornej formule pozostawał na mojej skórze w stanie praktycznie nienaruszonym przez cały dzień, niezależnie od temperatury oraz mojej aktywności fizycznej. Konsystencja produktu jest bardzo wodnista i delikatna. Podkład daje średnie krycie (można je bez większych problemów stopniować, nakładając kolejną warstwę) oraz ładne, matowe wykończenie. Nie podkreśla porów oraz nie powoduje wysypu niedoskonałości. W przypadku skór bardzo tłustych po kilku godzinach może być konieczne użycie odrobiny pudru lub bibułek matujących. Podkład zazwyczaj nakładam gąbeczką (w komplecie znajdziemy płaską gąbeczkę, ale ja preferuję Beautyblender), która idealnie stapia produkt ze skórą lub aplikuję go palcami. Zawarta ochrona przeciwsłoneczna SPF 30 idealnie chroniła moją bardzo wrażliwą, jasną cerę przez wszystkie słoneczne dni.


Podkładu niestety nie polecam osobom z cerą suchą, ponieważ może podkreślać suche skórki oraz delikatnie wysuszać skórę. Z tego samego powodu, według mnie średnio się sprawdzi w okresie zimowym, gdy skóra potrzebuje większej dawki nawilżenia. Podkład kosztuje około 120zł i znajdziecie go w perfumeriach Sephora i Dauglas.


Podsumowując podkład jest idealnym rozwiązaniem na lato, oferując wysoką ochronę przeciwsłoneczną oraz długotrwałe matowe wykończenie.

Ocena: 5/5

Podzielcie się w komentarzach, jakie podkłady sprawdziły się u Was najlepiej w okresie letnim!
CZYTAJ DALEJ
poniedziałek, 10 września 2012

Makijażowy niezbędnik


Uwielbiam podróżować i… nienawidzę się pakować. Zawsze zostawiam sobie tą czynność na ostatnią chwilę i prawie zawsze okazuje się, że spakowałam dużo za dużo ubrań i ponad połowy nie miałam okazji założyć na wyjeździe. Na szczęście pakowanie kosmetyczki idzie mi dużo lepiej niż selekcjonowanie ubrań i to właśnie jej zawartością chciałam się z Wami dzisiaj podzielić.

Na wyjazdach zazwyczaj nie spędzam zbyt dużo czasu przed lustrem i nie chcę marnować cennych minut na czasochłonny makijaż. Wybierając produkty, które znajdą się w mojej kosmetyczce stawiam przede wszystkim na sprawdzone kosmetyki, które są trwałe i łatwe w użyciu.


Shiseido Sun Protection Liquid Foundation SPF30 – idealny podkład na lato. Jest wodoodporny, nie ściera się, utrzymuje długo mat i dodatkowo ma filtr przeciwsłoneczny SPF30. U osób z suchą skórą niestety może delikatnie podkreślać skórki. Świetnie się sprawdza w czasie wyjazdów, bo mimo pojemności 30ml, zajmuje bardzo mało miejsca w kosmetyczce. Aplikuję go palcami, więc dodatkowo odchodzi problem dodatkowych pędzli.

MAC Prep+Prime puder w kolorze transparentnym – niestety w tej chwili brakuje w mojej kosmetyczce pudru w odpowiednim kolorze, więc muszę wozić mój sypki puder. Gdy nie jestem opalona, w jego miejsce ląduje MAC Mineralized Skinfinish Natural.

Garnier Kofeinowy roll-on pod oczy z korektorem 2 w 1 – to mój ulubiony korektor pod oczy. Ma dobre krycie, jest bardzo lekki i nie zbiera się w załamaniach.

Jemma Kidd Blushwear Creme Cheek Colour w kolorze Paw Paw – róż ma konsystencję kremową, która sprawia, że cera wygląda świeżo i promiennie. Delikatny brzoskwiniowy kolor dobrze komponuje się z każdym makijażem. Podobnie jak podkład nakładam go palcami.  

Urban Decay Primer Potion – najlepsza baza, jaką do tej pory próbowałam. Utrzymuje cienie w idealnym stanie przez cały dzień, bez niej się nie ruszam.


Paletka z MACa z cieniami Shroom, Wedge, Mulled Cider oraz Satin Taupe – taki zestaw kolorystyczny umożliwia mi stworzenie prostego, neutralnego makijażu oka na dzień, a także lekkiego smoky na wieczór.

MAC Fluidline w kolorze Blacktrack – najłatwiejszy sposób na podkreślenie oka. Liner jest idealnie czarny, trzyma się cały dzień i ma bardzo kremową konsystencję.

MaxFactor Kohl pencil w kolorze Natural Glaze 090 – nadaje oczom świeże spojrzenie. W chwile wyglądamy jakbyśmy spały dodatkowe 3 godziny.

Lancome Hypnose – tusze do rzęs zmieniam bardzo często, bo lubię testować nowe produkty. Ten spisuje się u mnie bardzo dobrze, podkręca, wydłuża oraz nie osypuje się.


MAC Brow Gel w kolorze Clear - najlepszy żel jaki do tej pory testowałam. Utrzymuje moje brwi przez cały dzień w ryzach, nie skleja ich i nie nadaje sztucznego błysku.

Essence Stay with me longlasting lipgloss w kolorze 01 Me&my icecream – błyszczyk ma bardzo przyjemną konsystencję i  nie skleja ust. Nie wytrzymuje specjalnie długo na ustach, ale nie mam do niego o to pretensji.

Korres Lip Butter w kolorze Quince – bardzo dobrze napigmentowany balsam do ust. Nieźle nawilża, nie klei ust i wygląda bardzo świeżo na ustach.

MAC Lip Conditioner w kolorze Calm Mode – nie jest to mój ulubiony produkt, ale dobrze spełnia się w roli szybkiego nawilżacza do ust. Daje delikatny różowy połysk ustom i nie klei się.

Poza kosmetykami, które znalazły się na zdjęciach zabieram jeszcze 3 pędzle do oczu (MAC 217, 239 i 209) oraz puszek do pudru.


Jak wyglądają Wasze kosmetyczki? Podchodzicie do pakowania minimalistycznie czy zabieracie ze sobą wszystkie ulubione produkty?
CZYTAJ DALEJ
środa, 5 września 2012

Wszyscy mają Essie, mam i ja!



Koniec lata zbliża się wielkimi krokami, więc najwyższa pora, żebym pokazała Wam mój ulubiony lakier tego sezonu. Mowa oczywiście o Essie Cute as a Button (chyba wszyscy go kochają), który gościł na moich paznokciach przez prawie całe lato.


Lakier ma piękny, neonowy różowo-koralowy kolor o kremowym wykończeniu. Konsystencja lakieru jest idealna, kryje przy dwóch warstwach i dosyć szybko wysycha. Pędzelek, jak we wszystkich lakierach Essie, jest bardzo wygodny i pozwala szybko pomalować paznokcie. Jestem bardzo zaskoczona trwałością lakieru. Mam go na paznokciach już 9(!) dni i praktycznie nie ma ani jednego odprysku (moje paznokcie należą do bardzo słabych, więc jest to w ich przypadku niesamowity wynik).




Który lakier został Waszym ulubieńcem tego lata? Jakie są Wasze ulubione lakiery z Essie?
A.
CZYTAJ DALEJ
TOP