środa, 16 stycznia 2013

Mój krem 2012 roku: Embryolisse Lait-Creme Concentre


Jeżeli śledzicie mojego bloga od prawie roku to możecie jeszcze pamiętać moje zakupy z Francji, kiedy pokazywałam Wam zapasy kremu Embryolisse, które wtedy zakupiłam. Zapasy to dobre słowo, bo przygarnęłam wtedy aż 4 opakowania po 75ml, czyli odpowiednią ilość kremu na ponad rok użytkowania.

Może powiem Wam skąd wzięła się we mnie tak wielka fascynacja kremem Embryolisse, że bez wcześniejszego przetestowania zdecydowałam się na zakup aż 4 opakowań. Jeżeli oglądacie filmiki na youtubie i do tego w wersji angielskojęzycznej to na 99% chociaż raz oglądałyście filmiki Pixiwoo, Lisy Eldridge lub Gossmakeupartist. Cała czwórka to profesjonalni makijażyści, którzy w wielu swoich filmach zachwalali krem Lait-Creme Concentre francuskiej marki Embryolisse. U mnie takie osoby mają duży autorytet i nie mogłam się powstrzymać przed wypróbowaniem tych kosmetyków.


Od producenta: Idealny produkt pielęgnacyjny –dobrze strzeżony sekret urody od wielu dekad uwielbiany przez dermatologów: połączenie składników pochodzenia naturalnego o udowodnionych właściwościach pielęgnujących oraz bogaty w niezbędne kwasy tłuszczowe i witaminy. Dostarcza skórze wszystkie niezbędne składniki odżywcze oraz wodę niezbędną dla jej równowagi, odnawia barierę hydro-lipidową naskórka, która ochrania skórę przed negatywnymi czynnikami zewnętrznymi oraz przyspiesza proces odnowy komórkowej. Nawilżona, odżywiona i zregenerowana skóra odzyskuje elastyczność i staje się jędrna, gładka i niezwykle miękka. Wszystkie oznaki wysuszenia i dyskomfortu znikają, a kremowa konsystencja pozostawia satynowe wykończenie nawet na suchej skórze.

Skład: Aqua, Paraffinum Liquidum, Stearic Acid, Glyceryl Stearate, Triethanolamine, Cera Alba, Cetyl Palmitate, Butyrospermum Parkii, Steareth-10, Polyacrylamide C13-14 Isoparaffin, Laureth-7, Propylene Glycol, Hydrolyzed Soy Protein, Aloe Barbadensis, 1,2-Hexanediol, Caprylyl Glycol, Tropolone, Parfum


Jak wiecie już dobrze z tytułu, krem pokochałam. Mimo nie do końca naturalnego składu  na mojej skórze sprawdził się fantastycznie. Zanim zaczęłam stosować Lait-Creme Concentre moja skóra bardzo często miewała gorsze dni. Z jednej strony pojawiały się u mnie w dużej ilości wypryski, z drugiej miałam przesuszone placki. Ten krem jakimś cudem pomógł na obydwa problemy. Od czasu gdy go stosuje nie miałam ani razu problemu z przesuszeniem skóry. Nawet w okresie zimowym, gdy na dworze panuje arktyczne zimno, a w domu kaloryfer wyciąga z naszej skóry resztki nawilżenia moja skóra jest w świetnej kondycji. Oczywiście z wypryskami sobie w 100% nie poradził, ale od tego mam mój ukochany Effaclar Duo. Muszę tutaj jeszcze wspomnieć o tym, że moja skóra jest bardzo wrażliwa i dziesiątki kremów po kilku aplikacjach powodowały u mnie straszny wysyp, ten mimo parafiny nie zrobił mi najmniejszej krzywdy. Krem stosuję w lecie tylko na noc (niestety w tym okresie moja skóra mocno się przetłuszcza i ma problemy z wchłonięciem jakiegokolwiek kremu), a w zimie zarówno na dzień jak i na noc.


Krem ma bardzo delikatną, śmietanową konsystencję, jest w kolorze białym i ma bardzo delikatny, przyjemny zapach. Występuje w dwóch pojemnościach 30ml i 75ml i jest zapakowany w metalową, babciną tubkę. Przy pierwszym użyciu bałam się, że tubka może być trudna w użyciu, ale zużyłam już dwa opakowania i nigdy mi nie pękła oraz nie miałam problemów z wydobyciem produktów do końca. Nowa tubka ma zaklejony dziubek, więc mamy 100% pewność, że krem nie był przez nikogo testowany i nie dostało się do niego powietrze.


Poza standardowym zastosowaniu kremu na twarz producent poleca używanie go do usuwania makijażu, jako maskę regenerującą, krem po goleniu, a nawet krem dla dzieci. Dla wielbicielek zwierząt do których się zaliczam mam dobrą wiadomość, bo krem nie jest na nich testowany :)
Krem możemy kupić na stronie producenta, w sklepie internetowym Hearts and Dots lub w sklepie stacjonarnym w Warszawie na ul. Bełdan 4. Za krem o pojemności 75ml zapłacimy 75zł, a za tubeczkę 30ml - 42zł.


Moim zdaniem krem jest wart wypróbowania, bo na mojej bardzo problematycznej skórze, którą wysypuje co drugi kosmetyk sprawdził się genialnie. Idealnie nawilża, uspakaja cerę trądzikową i świetnie spisuje się pod podkładem. Potrzeby mojej skóry zostały zaspokojone w 100% :)

17 komentarzy

  1. a niby Parrafinum liquidum :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie taki diabeł straszny jak go malują :)

      Usuń
    2. No bo z parafiną jest tak, że teoretycznie powinna zapchać, ale nie musi. Kazdy ma inną cerę i inne potrzeby. Ja od parafiny z krzykiem nie uciekam, nie mdleję na jej widok - na twarzy może mnie zapchać, zaś na skórze ciała nic mi nie robi, nie przeszkadza mi. Grunt to jest to, że krem sie sprawdza u Ciebie.

      Uwielbiam takie apteczne opakowanie <3 :-D

      Usuń
  2. Ciesze sie ze Ci sluzy, ja po wielu probach wiem juz ze nalozenie na twarz kosmetyku z parafina konczy sie potwornie. widze ze niektorzy maja to szczescie i stosowanie kremu z tym składnikiem to dla nich przyjemnosc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie znam się zbyt dobrze na składnikach, ale może parafina parafinie nie równa :). Z kremem się bardzo polubiłam, więc jeżeli kiedyś nabierzesz ochoty na testy to serdecznie go polecam :)

      Usuń
    2. niestety ale paraffinum liquidum to zawsze wlasnie to czego moja skora nie znosi :(. Odkad ponad rok temu odstawilam produkty do twarzy majace ja w skladzie, zobaczylam gigantyczna poprawe stanu mojej twarzy. kazdy powrot do niej konczyl sie niefajnie

      Usuń
    3. No to faktycznie nie ma co ryzykować. Też się lekko obawiałam parafiny, ale na szczęście moja bardzo wrażliwa skóra świetnie się dogaduje z Lait-Concentre.

      Usuń
  3. ja już nigdy więcej nie zaryzykuję użyciem kremu z parafiną ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. chyba zbyt mało uważnie oglądam Gossa i Pixiwoo, bo jakoś ten krem nie utkwił mi w pamięci ;) ale super, że zakup się udał :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zupełnie tej firmy nie znam,ale jeśli Ci służy,to najważniejsze:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Składem nie ma co się przejmować, ważne, że Ci służy! :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawy krem. Dobrze, że Ci służy!

    OdpowiedzUsuń
  8. w składzie nic co by mogło zwiastować taki hit ;)
    cena znośna więc sama chętnie bym wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
  9. nie próbowałam takich kremików , ale kusisz:P

    OdpowiedzUsuń
  10. Tej firmy nie kojarzę, jak wykończę Avene Cold Cream to chyba się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja jeszcze na taki kremowy ideał nie trafiłam, wciąż szukam. Chętnie spróbowałabym tego kremu. Kusisz, oj kusisz :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Faktycznie skład trochę przeraża, ale już któryś raz widzę kosmetyk, który mimo tego bardzo pomaga. Więc przemyślę go ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze!

TOP