niedziela, 3 lutego 2013

Trio z The Body Shop


Kosmetyki The Body Shop budzą sporo kontrowersji. Z jednej strony mają zagorzałych fanów, którzy chwalą sobie działanie ich kosmetyków, a z drugiej dużą liczbę niezadowolonych konsumentów. To niezadowolenie wynika głównie z rozczarowania składami produktów (z jakiegoś powodu The Body Shop kojarzy się z marką ekologiczną, którą nie jest) oraz dosyć wysokimi cenami. Ja nie należę ani do zagorzałych fanek firmy ani przeciwniczek. W ich ofercie znajduje się kilka produktów do pielęgnacji ciała, które sobie cenie, ale zazwyczaj zniechęcają mnie ich ceny i wybieram tańsze odpowiedniki.



 W święta zostałam obdarowana dwoma produktami z serii Vanilla Bliss, których zapach skradł moje serce i bez chwili zastanowienia mogę powiedzieć, że moim zdaniem to najlepszy zapach jaki kiedykolwiek wyszedł z hali produkcyjnej The Body Shop. Zapach podoba mi się do tego stopnia, że gdy tylko pojawiły się wyprzedaże dokupiłam sobie drugie masełko na zapas, a przy okazji wpadł mi w ręce balsam do ust z serii żurawinowej. Wszystkie produkty należą do świątecznej kolekcji, więc jeżeli jesteście nimi zainteresowane warto się pospieszyć, bo większość kosmetyków została już wyprzedana.


Zacznijmy od mojego ulubieńca, czyli masła do ciała. Jeżeli kiedykolwiek miałyście styczność z The Body Shop to pewnie testowałyście ich masła do ciała. Mają one najbardziej zbitą konsystencję ze wszystkich, które do tej pory stosowałam i to jest główny powód, za który je uwielbiam. Masełko z serii Vanilla Bliss jest przeznaczone do wszystkich rodzajów skóry, więc w teorii powinna zaspokoić potrzeby nawet bardzo wysuszonych ciał. Konsystencja jest twarda, ale wydobycie produktu oraz rozsmarowywanie nie sprawiają najmniejszego problemu. Masło tworzy na skórze lekko tłustą powłoczkę, która dosyć szybko się wchłania i pozostawia ją aksamitnie delikatną. Masełko świetnie nawilża. Dowodem może być skóra na moich łokciach, która już po dwóch aplikacja zrobiła się na nowo miękka i przyjemna w dotyku. W związku ze zbitą konsystencją masełko jest bardzo wydajne i po miesiącu stosowania (raz dziennie) zużyłam około 25% opakowania.


Prawie zapomniałabym o opisaniu zapachu. Dla mnie jest to prawdziwa wanilia z delikatną, ostrą nutką przypraw. Mimo dużej dawki słodkości, zapach nie jest męczący i po miesiącu codziennego stosowania nadal mi się nie znudził.  Moim zdaniem nie ma produktu do ciała o zapachu wanilii, który pachniałby lepiej niż masło do ciała z serii Vanilla Bliss.

Skład: Aqua, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Glycerin, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, C12-15 Alkyl Benzoate, Ethylhexyl Palmitate, Cera Alba/Beeswax, Dimethicone, Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Bertholletia Excelsa Seed Oil, Parfum/Fragrance, Phenethyl Alcohol, Caprylyl Glycol, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Tocopherol, Limonene, Sodium Hydroxide, Vanilla Planifolia Fruit Extract, Citric Acid, Caramel, CI 15985/Yellow 6, CI 19140/Yellow 5


Na drugi ogień pójdzie peelingujący żel z tej samej kolekcji. Jak wysyłałam list do Świętego Mikołaja z prośbą o ten produkt miałam jakieś klapki na oczach i wydawało mi się, że jest to peeling, a nie peelingujący żel, za którymi nie przepadam. No cóż za gapowe się płaci :/. Żel został zapakowany w dużą tubkę z  średnio miękkiego plastiku, w której mieści się 200ml produktu. Wyciskanie nie stanowi najmniejszego problemu i sądzę, że można go będzie wydobyć do ostatniej kropli bez potrzeby rozcinania opakowania.  Żeli pieni się średnio, ale dosyć standardowo dla tego typu produktów. Drobinki, które pływają w żelu są w kilku różnych rozmiarach, niestety są mało skuteczne w zdzieraniu martwego naskórka. Działanie peelingu jest tak delikatne, że nawet codzienne stosowanie nie uratuje nas przed koniecznością użycia porządnego ścieraka przynajmniej raz w tygodniu. Zapach jest odrobinę inny niż w przypadku masła do ciała, ale nad bardzo mi odpowiada. Wydajność oceniła bym na 4+.


Skład: Aqua, Sodium Laureath Sulfate, Glycerin, Cocamidopropyl Betalne, Arcylates Copolymer, Juglans Regia Shell Powder/ Juglans Regla (Walnut) Shell Powder, Parfum/Fragrance, Benzyl Alcohol, Phenoxyethanol, Sodium Chloride, Mal/Honey/Miel, Actinidia Chinensis Seed/Actinidla Chinensis (Kiwi) Seed, Sodium Hydroxide, Vanilla Planifolia Seed, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Disodium EDTA, Limonene, Denatonium Benzoate, Vanilla Planifolla Fruit Extract, CI 15985/Yellow 6, CI 19140/Yellow 5


Na deser zostawiłam balsam do ust z serii Cranberry Joy. Balsam został opakowany w maleńkie opakowanie w kształcie kulki, które wygląda bardzo ładnie i zachęca do używania, ale niestety nie nadaje się do przechowywania w kieszeni spodni.  Balsam do ust owocowy, lekko kwaskowaty zapach, który jest w trakcie aplikacji bardzo intensywny, ale na ustach ledwo go wyczuwamy. Kolor balsamu w opakowaniu jest mocno czerwony, ale na ustach pojawia się tylko delikatny kolor, który na mocno napigmentowanych ustach może być mało widoczny. W balsamie zostały zatopione maleńkie złote drobinki, które praktycznie nie pojawiają się na ustach.
Nawilżanie balsamu jest średnie. Nie jest to produkt, który uratuje bardzo spierzchnięte usta, ale na pewno zapewni wystarczającą ochronę, gdy będziemy go często aplikować i nie dopuścimy do mocnego wysuszenia skóry warg. Balsam na ustach tworzy bardzo delikatną, nieklejącą warstewkę, która miło otula skórę i przynosi ulgę. Lip balm wytrzymuje na ustach przez około 2 godziny w zależności od natężenia jedzenie/picia i mówienia. Jeżeli nie lubicie nosić szminek, a macie ochotę na odrobinę koloru na ustach to sądzę, że ten produkt się u Was sprawdzi. W okresie zimowym to moja alternatywa dla wysuszających szminek i klejących się błyszczyków.


Skład: Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Cera Alba/BeewaxCocos Nucifera (Coconut) Oil, Carthamus Tinctourius (Safflower) Seed Oil, Aroma, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Tocopheryl Acetate, Calcium Sodium Boroslicate, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract, Barium Sulfate, Ammonium Glycyrrhizate, barwniki

Zaciekawił Was któryś z produktów? Masło to mój ulubieniec, więc go z całego serca Wam polecam.

PS. Trwa teraz promocja na masełka do ciała. Wszystkie wersje zapachowe są w cenie 45zł. Promocja ma trwać do wyczerpania zapasów. 

31 komentarzy

  1. nie mam nic z tego sklepu, ostatnio odkryłam go w Galerii Kazimierz...no ale 45 zł w promocji za masło do ciała...to zdecydowanie nie ma moją kieszeń :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety cena jest dosyć wysoka i zazwyczaj też rezygnuję z zakupu, ale te są bardzo wydajne i starczają mi na 2-3 razy dłużej niż masła innych marek.

      Usuń
  2. mnie wszystko zaciekawiło:)

    OdpowiedzUsuń
  3. a wzięłam się ostatnio za testowanie ich produktów ;) Póki co wykończyłam tylko żel pod prysznic i skrobnęłam o nim wczoraj na blogu. Mam jeszcze masełko czekoladowe, ale do ust ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masła do ust ze stałej kolekcji kompletnie nie przypadły mi do gustu. Miałam wrażenie, że nic nie robią, a kosztują dużo.

      Usuń
  4. Mój stosunek do TBS jest dość chłodny ;) ale to wynika z tego, że pielęgnacji jak na lekarstwo i w zasadzie stawiam na zapachy. Bardzo lubię ubiegłoroczną edycję na święta, niestety to LR więc zostało mi to, co w zapasach i koniec.

    Największą miłością darzę perfumy w wersji klasycznej czyli White Musk, to jest piżmo doskonałe na ogólnie dostępnej półce.
    Poza tym lubię wracać do serii Brazil Nut, Moringa a moim odkryciem jest seria Banana w postaci szampon + odżywka.
    Także mało tego.... ale ogromnie podoba mi się, że w UK maja cały czas ciekawe promocje/oferty i w taki sposób za niewielkie kwoty można kupić większość produktów, które lubię.
    Polskie ceny mnie przytłaczają, ale to zupełnie inny problem.

    Zapach Vanilla Bliss brzmi przekonująco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polskie ceny są niestety z sufitu i dlatego niezwykle rzadko robię w The Body Shop zakupy. Niestety daleko nam do promocji, które można dorwać w Anglii lub USA :/
      Brazil Nut też bardzo dobrze wspominam!
      Na szampon i odżywkę do włosów z serii bananowej mam ochotę już od kilku lat, ale jakoś nie mogę nigdy jej kupić ;) Jeżeli trafi się jakaś promocja to muszę je dorwać :)

      Usuń
  5. Masło żurawinowe do ust miałam,ale mi jakoś niestety nie podpasowało:( nie nawilżało i nie regenerowało moich ust

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawilżanie nie jest fenomenalne, ale w codziennej pielęgnacji ust sprawdza się u mnie dobrze :)

      Usuń
  6. Mam sporo kosmetyków z The Body shop ale najbardziej lubię ich żele pod prysznic i masła :) Natomiast największym jak dla mnie bublem do ust są ich masełka do ust ....

    http://kobiece-wariacje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w 100%. Masła do ust ze stałej kolekcji są fatalne. Dla moich ust nie robią nic. Za to masła do ciała to zupełnie inna historia :)

      Usuń
  7. maselko do ust wydaje sie byc ciekawe, szkoda ze ta promocja nie byla poltorej tygodnia wczesniej to bym z niej skorzystala:(

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam żel pod prysznic z serii waniliowej ;)
    Jest bardzo fajny :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaskoczyłaś mnie opisem masełka, zapoluję na nie jeśli będzie w promocji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że uda Ci się jeszcze je kupić! :)

      Usuń
  10. Ja lubie w zasadzie tylko maselka do ciala, z limitowanych edycji swiatecznych.
    Pielegnacja nie powala, srednie kosmetyki ktore 'udaja' naturalne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świąteczne zapachy są najlepsze, ale ja jeszcze bardzo lubię serie grejpfrutową :)




      Usuń
  11. Na wszystkie kosmetyki o zapachu waniliowym jestem bardzo łasa, więc podrępczę do TBS, może jeszcze coś upoluję :)
    A do moich ulubieńców należy rozświetlający bronzer z jesiennej kolekcji z 2010 r. (tłoczony w liście). Pięknie wygląda i w opakowaniu i na policzkach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie miałam kolorówki z The Body Shop, ale mają w swojej ofercie kilka interesujących produktów. Może upoluję rozświetlacz w płynie na wiosnę :)

      Usuń
  12. mnie w ogóle TBS nie rusza... masła nawet w promo są drogie, wolę nasze polskie z flosleku :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam ochotę wypróbować masło z Flosleku, o którym ostatnio pisałaś. Czytałam o nim same pozytywne opinie :)

      Usuń
  13. No i znów stwierdzam że muszę to mieć. The body shop coraz milej mnie zaskakuje :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja z TBS miałam 2 lata temu mleczko do ciała kokosowe w sprayu i to był jedyny kosmetyk TBS, z którego byłam naprawdę zadowolona w 100%.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedziałam, że mają mleczko w sprayu. Zapachy kokosowe też bardzo lubię, więc będę musiała się im koniecznie przyjrzeć.

      Usuń
  15. kusząca ta promocja na masła, może i ja się załapię

    OdpowiedzUsuń
  16. ale fajny ten balsam do ust :) samo TBS jako tako mnie nie kusi.. mam tylko masełko do ciała w szufladce dostane od kolezanki na urodziny :)

    OdpowiedzUsuń
  17. mm..zapach mnie ogromnie ciekawi

    OdpowiedzUsuń
  18. Miałam kilka różnych masełek TBS, są świetne, ale seria Vanilla Bliss jest mi jeszcze obca :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja jutro wybieram się do TBS i skuszę się na promocje 3 za 2. Wezmę 3 małe wersje maseł. I jeśli mi podpasują to będę polowała na wersję pełnowymiarowe :).

    OdpowiedzUsuń
  20. Uwielbiam zapach wanilii, więc masełko mogłoby zagościć u mnie w łazience :)

    OdpowiedzUsuń
  21. ich kosmetyki są w naprawdę ślicznych opakowaniach i to tak kusi :) masełko i peelingujący żel bym przygarnęła z chęcią... :) uwielbiam zapach wanilii!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze!

TOP