poniedziałek, 27 czerwca 2016

Minimal Makeup by ARTDECO, czyli hołd dla naturalnego piękna!

Minimalizm to chyba najbardziej popularny trend ostatnich kilku lat. Na dobre wkradł się w nasze życie i zrewolucjonizował podejście do ilości i jakości posiadanych przez nas rzeczy. Zawitał on również do naszych kosmetyczek, o czym dobrze wie marka ARTDECO. Koncept MINIMAL MAKE-UP czerpie ze źródła idei „SLOW LIFE”, która propaguje życie w świadomy sposób, docenianie prostych, zwykłych rzeczy, spędzanie czasu bliżej natury i rezygnację z tego co zbędne, narzucone przez współczesny świat. Warto pamiętać, że czasami mniej znaczy lepiej. Ich najnowsza propozycja, czyli innowacyjny podkład NUDE FOUNDATION oraz korektor LONG-WEAR CONCEALER WATERPROOF powstały z myślą o kobietach wymagających wysokiej jakości kosmetyków, ale jednocześnie niezwykle ceniących naturalne piękno. Minimalizm w makijażu charakteryzuje się eksponowaniem naturalnej, pięknej i pełnej blasku skóry. 


Zgodnie z przyświecającą kosmetykom idei ich opakowania są również minimalistyczne, bez zbędnych ozdób i gadżetów. Zachowują jednak klasę i najwyższą jakość. Buteleczka wykonana z matowego szkła wygląda elegancko, ale niestety sama pipeta dosyć skromnie dawkuje podkład. Napisy na opakowaniu korektora nie ścierają się, a całość świetnie prezentuje się w kosmetyczce. 


NUDE FOUNDATION (112 zł/20 ml) charakteryzuje się niezwykle lekką, wręcz musową konsystencją oraz delikatnie matującą formułą, która zapewnia naturalny efekt pięknej skóry. Dzięki zastosowaniu zmikronizowanych pigmentów podkład równomiernie rozprowadza się na skórze oraz jest niezwykle trwały. Najlepsze efekty zapewnia aplikacja gąbeczką Beauty Blender, która umożliwia mu wręcz idealne stopienie się z cerą, ale możecie również bez problemu nałożyć go dłońmi. Nie smuży oraz nie powoduje powstawania plam. Z łatwością można także stopniować jego krycie poprzez nałożenie kolejnych warstw, które świetnie się ze sobą łączą bez tworzenia maski, podkreślania nierówności struktury skóry tj. rozszerzone pory, krostki czy suche skórki. Za efekt matujący odpowiadają specjalne pudry sferyczne o dodatkowym działaniu zmniejszającym widoczność drobnych zmarszczek i dającym efekt wygładzenia. Dzięki swojej lekkości i bardzo dobrej trwałości jest to świetny podkład na gorące dni. Nude Foundation jest dostępny w 5 odcieniach: 65 Ivory Chiffon, 70 Vanilla Chiffon, 75 Natural Chiffon, 80 Honey Chiffon oraz 85 Beige Chiffon.


LONG-WEAR CONCEALER WATERPROOF (63 zł/7 ml) to kolejna świetna propozycja ARTDECO. Ma bardzo lekką, kremową konsystencję, która świetnie się stapia z skórą i jako jeden z nielicznych nie podkreśla drobnych zmarszczek pod oczami. Charakteryzuje się bardzo dobrą pigmentacją, dzięki czemu może być z powodzeniem stosowany zarówno pod oczy, jak i do zakrycia drobnych niedoskonałości, plam pigmentacyjnych czy zaognionych naczynek. Dzięki zastosowaniu pigmentów rozpraszających światło sprawia, że skóra wygląda zdrowo i promiennie. Mimo swojej wodoodporności nie wysusza delikatnej skóry pod oczami, nie tworzy efektu nieestetycznej maski i grudek. Dostępny w 3 odcieniach: 14 Soft Ivory, 18 Soft Peach oraz 22 Soft Olive. Na zdjęciach możecie zobaczyć odcień Soft Peach, który dzięki swoim brzoskwiniowym tonom fenomenalnie przykrywa cienie pod oczami. 

Swatche od lewej: Nude Foundation 80 Honey Chiffon, Long-Wear Concealer Waterproof 18 Soft Peach

Jestem pod ogromnym wrażeniem tego duetu. Zarówno podkład NUDE FOUNDATION, jak i korektor LONG-WEAR CONCEALER WATERPROOF sprawdziły się u mnie wyśmienicie i nie jestem w stanie wskazać  żadnych ich wad. Świetne konsystencje i formuły są w stanie zapewnić naszej skórze niezwykle naturalny efekt zdrowej, pięknej i lekko zmatowionej skóry. Co ważniejsze są bardzo trwałe, dzięki czemu fenomenalnie się sprawdzą w ciepłe, letnie dni.


czwartek, 23 czerwca 2016

Nowe tusze Revlon – znajdź swój ideał!

Na początku roku marka Revlon stworzyła pełną gamę tuszów do rzęs wychodzących naprzeciw indywidualnym potrzebom każdej z kobiet. W czasie projektowania tej serii nacisk został postawiony na czytelny przekaz, każdy z tuszów ma prostą, przejrzystą nazwę, która wprost informuje o jego właściwościach. Bez dłuższego zastanawiania i czytania haseł reklamowych możemy wybrać wersję odpowiednia dla nas. Niezależnie czy preferujemy wydłużenie, pogrubienie czy efekt sztucznych rzęs znajdziemy idealny produkt. W ofercie znalazło się 5 wersji: ULTIMATE ALL-IN-ONE, ULTRA VOLUME, SUPER LENGTH, VOLUME+LENGTH MAGNIFIED oraz DRAMATIC DEFINITION.


Bardzo mi odpowiada design opakowań, czarny mat połączony z kolorowymi skuwkami przyciąga wzrok i ułatwia rozróżnienie ich od produktów konkurencyjnych. Wyglądają stylowo, a dzięki zastosowaniu intensywnych odcieni łatwo jest zapamiętać ulubioną wersję. Na pochwałę zasługuje również dodatkowe zabezpieczenie w postaci folii, mamy pewność, że nikt nie otworzył tuszu w drogerii i otrzymujemy świeży, pełnowartościowy produkt.   


Tak jak wspominałam we wstępie gama nowych tuszów składa się z 5 wersji, a ja dzisiaj chciałam Wam przedstawić trzy z nich. VOLUME+LENGTH MAGNIFIED to maksymalnie pogrubione i wydłużone rzęsy, które przyciągają spojrzenia! Tą wersję charakteryzują szczoteczka o kwadratowym przekroju Magnifying Lash Brush™ oraz formuła wzbogacona o czarne, lśniące włóka, które zwiększają grubość i długość rzęs. Jest ona dostępna w dwóch odcieniach: Blackest Black oraz Blackened Brown. Ta wersja ma najmniejszą szczoteczkę, która jest najłatwiejsza w obsłudze, bez problemu możemy pomalować najmniejsze rzęsy w wewnętrznych kącikach bez ubrudzenia powiek. Sama formuła jest kremowa, niezbyt mokra i z łatwością rozprowadza się na rzęsach oferując już przy pierwszej warstwie wyrazisty efekt wydłużenia i pogrubienia rzęs. Nie skleja włosków, dzięki czemu można nałożyć kolejną warstwę w celu zintensyfikowania efektu.


SUPER LENGTH to niezwykle długie rzęsy, w których zakochasz się od pierwszego spojrzenia! Stożkowa szczoteczka Lash Stretch Brush™ dociera do nawet najmniejszych włosków maksymalnie je wydłużając. Formuła zawiera wydłużające włókna, które łatwo rozprowadzają się na rzęsach oraz pięknie je rozdzielają. SUPER LENGTH jest dostępna tylko w odcieniu Blackest Black, ale jako jedyna ma również swój odpowiednik w wersji wodoodpornej. Ta wersja ma zdecydowanie największą szczoteczkę, ale wbrew pozorom całkiem łatwo maluje się nią rzęsy i faktycznie bez większych problemów możemy dotrzeć do wewnętrznych kącików. Jej konsystencja jest bardzo podoba do poprzedniczki, ale wyróżniają ją kilkumilimetrowe włókna, które nie tylko wydłużają rzęsy, ale również je pogrubiają. Jest to idealny tusz na co dzień, łatwo się aplikuje i już pierwsza warstwa zapewnia wyrazisty efekt. 


ULTRA VOLUME to rzęsy pogrubione jak nigdy wcześniej! Szczoteczka Lash Plumping Brush™ o przekroju trójkąta maksymalnie pogrubia i precyzyjnie rozdziela rzęsy. Dzięki zastosowaniu dwóch długości włosków ułożonych w trzech sekcjach pozwala nałożyć obfitą warstwę tuszu oraz precyzyjnie przeczesać każdą rzęsę z osobna. Dostępne są odcienie Blackest Black oraz Blackened Brown. ULTRA VOLUME to zdecydowanie najbardziej pogrubiający tusz z całej trójki, który bez nadmiernego sklejania włosków zapewnia efekt gęstszych rzęs. Średniego rozmiaru szczoteczka z dwoma długościami włosków jest łatwa w obsłudze i faktycznie umożliwia dokładne pokrycie mascarą wszystkich rzęs. Nie mam również najmniejszych zastrzeżeń do konsystencji tuszu, nie jest ani  za suchy ani zbyt kremowy, a także nie rozmazuje się w czasie malowania. 


Muszę wspomnieć również o kilku wspólnych cechach dla wszystkich wersji. Przede wszystkim nie osypują się oraz nie rozmazują nawet w czasie gorących dni. Dodatkowo łatwo zmywają się przy pomocy płynów micelarnych lub dwufazowych, dzięki czemu przy ich zmywaniu nie ucierpią rzęsy. Każda z wersji oferuje zbliżone podkręcenie rzęs, są wyraźnie uniesione i utrzymują się w takim stanie przez większość dnia.  Ostatnią wspólną ich cechami są cena i pojemność, za każdy z nich zapłacicie 49,90 zł za 8,5 ml.

Nowa kolekcja tuszów Revlon zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Zaoferowała moim lichym rzęsom odpowiednie pogrubienie i wydłużenie bez nadmiernego sklejania ich. Niezwykle ważną cechą, w szczególności w czasie nadchodzących ciepłych dni, jest ich trwałość, nie musicie się obawiać o osypywanie lub rozmazywanie. Zachęcam do przyjrzenia się ich nietypowym szczoteczkom, które wyróżniają się na tle konkurencyjnych produktów. 

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Czerwcowy beGlossy: Skin Factory

Lato to okres wzmożonego dbania o nasze ciało. Każda z nas chce się prezentować jak najlepiej w czasie urlopu i nawet bez makijażu wyglądać rewelacyjnie. Ekipa beGlossy doskonale o tym wie i w tym miesiącu postanowiła skupić się właśnie na skórze, tworząc pudełko Skin Factory, w którym znajdziemy zestaw kosmetyków mających za zadanie zapewnić nam dawkę nawilżenia, odżywienia i rozświetlenia.


Produktem, który po otwarciu pudełka zwrócił jako pierwszy moją uwagę jest Quick Treat, czyli nakładka na palec stworzona z myślą o szybkich poprawkach makijażu w ciągu dnia. Jest to najmniejsza wersja popularnej rękawicy Glov, która dzięki zastosowaniu niezwykle delikatnych, hipoalergicznych włókien usuwa cały makijaż twarzy bez użycia dodatkowych żelów myjących. Wystarczy zmoczyć ją w wodzie, wycisnąć nadmiar, a następnie delikatnymi ruchami zmyć makijaż, nagromadzone sebum i zanieczyszczenia. Dzięki elektrostatycznym właściwościom działa jak magnez. Rękawicę można używać przez trzy miesiące, po każdorazowym użyciu należy umyć ją mydłem i pozostawić do wyschnięcia. Może być stosowana nawet na bardzo wrażliwej skórze.

Kolejnym kosmetykiem jest maseczka z kompleksem ceramidowym przeciw łamaniu się włosów marki Syoss. Jej podstawowym zadaniem jest odbudowanie włosa na poziomie komórkowym, dzięki czemu staje się on mocniejszy i mniej łamliwy. Maseczka ma bardzo przyjemny zapach i kremową konsystencję, która dobrze rozprowadza się na włosach i nie spływa z nich. Producent zaleca pozostawienie jej na 5 minut i faktycznie już po tak krótkim czasie widoczne są świetne efekty. Włosy są bardzo miękkie i aksamitne w dotyku, są wyraźnie wygładzone, a rozdwojone końcówki mniej rzucają się w oczy. Dodatkowo maska bardzo ładnie nabłyszcza włosy i ułatwia ich rozczesywanie. Po dwóch użyciach ubytek jest praktycznie niewidoczny, więc można uznać ją również za wydajny kosmetyk. W ramach linii Ceramide Complex dostępne są również szampon i odżywka.


W pudełku znalazły się również dwie ampułki marki Yasumi, która swoją popularność zdobyła dzięki niezwykle rozbudowanej sieci profesjonalnych gabinetów kosmetycznych. W beGlossy mamy możliwość wypróbowania ampułki Caviar & Gold o pojemności 3 ml, która dzięki swojemu bogatemu składowi nawilża oraz regeneruje skórę, a także wspomaga procesy naprawcze w komórkach skóry. Zawarte w ampułce złoto redukuje zmarszczki i zapobiega powstawaniu nowych. Kawior bogaty w białka, fosfolipidy, witaminy A i E oraz fosfor, magnez i cynk sprzyja regeneracji, odbudowuje barierę ochronną i przeciwdziała procesom starzenia. Eye Pouch (również 3 ml) to ampułka o działaniu redukującym obrzęki i cienie pod oczami. Przywraca skórze zdrowy koloryt, elastyczność i jędrność. Jej skład bazuje na tetrapeptydzie o właściwościach przeciwobrzękowych - Acetyl tetrapeptide-5 (Eyeseryl®), drenującym czarnym bzie bogatym w aminokwasy i witaminę C,  a także wzmacniającej naczynia krwionośne eskulinie oraz miłorzębie japońskim o działaniu uelastyczniającym i rozjaśniającym. Obydwie ampułki należy stosować na oczyszczoną cerę, a następnie zaaplikować krem.

Ostatnim kosmetykiem przeznaczonym do pielęgnacji cery jest rozświetlający krem na dzień SPF 15 PerkyPearl marki Synchroline. Jest to krem dla cery suchej i normalnej o działaniu rozświetlającym oraz nawilżającym. Zwarta w nim witamina C zmniejsza przebarwienia oraz wyrównuje kolory skóry, a także pobudza syntezę kolagenu i elastyny. Aminokwasy odbudowują bariery ochronne zwiększając odporność na działanie czynników zewnętrznych, dziewanna drobnokwiatowa nawilża oraz pobudza procesy regeneracyjne. Za tytułowe rozświetlenie cery odpowiedzialny jest ekstrakt z Persicaria. PerkyPearl ma konsystencję średnio gęstego kremu o lekkim, nienachalnym zapachu. Dosyć szybko się wchłania pozostawiając lekką warstwę ochronną.


Na deser zostawiłam jedyny kosmetyk kolorowy, czyli nowość marki Pixie Cosmetics. Jest to róż mineralny My Secret Mineral Rouge Powder, który jest dostępny w aż 20 odcieniach. Już przy pierwszej aplikacji uwagę zwraca jego niezwykle aksamitna konsystencja, w dotyku przypomina kremowe produkty. Jest niesamowicie drobno zmielony i bardzo mocno napigmentowany, więc w trakcie aplikacji należy zachować umiar. W przypadku ciemnych, intensywnych odcieni wystarczy zaledwie odrobinka. Nie mam najmniejszych zarzutów do trwałości różu, a także samej aplikacji. Nakładany syntetycznym pędzlem do różu Real Techniques łatwo się blenduje i nie robi nieestetycznych plam na policzkach. Na zdjęciu możecie zobaczyć odcień Mist Rust, czyli intensywny brąz z rudymi tonami. Do 30 czerwca przy zakupie dwóch róży trzeci otrzymasz gratis!



Dajcie znać w komentarzach jakie wrażenie zrobiło na Was czerwcowe pudełko!

piątek, 17 czerwca 2016

Wygraj zestaw kosmetyków BioOleo Cosmetics!!!!

Kochani, niesamowita gradka dla miłośników naturalnych kosmetyków! Wraz z marką BioOleo Cosmetics mam przyjemność zaprosić Was do wzięcia udziału w konkursie, w którym czekają na Was dwa zestawy świetnych nagród. W pierwszym z nich znajdziecie Olejek Arganowy oraz Macadamia Roll-on, w drugim Olejek Macadamia oraz Argan Roll-on. Aby wziąć udział w konkursie musicie polubić funpage bloga My Strawberry Fields oraz marki BioOleo Cosmetics oraz odpowiedzieć na Facebooku pod tym postem na pytanie: Z jakim zapachem kojarzą Ci się wakacje?


Zgłoszenia przyjmujemy na FACEBOOK'u do 26 czerwca, a wyniki zostaną opublikowane w ciągu 3 dni od zakończenia na funpage’u bloga. Zapraszamy!!! 



Regulamin konkursu:

1.     Organizatorem konkursu jest blog My strawberry fields, a fundatorem nagród firma BioOleo Cosmetics.
2.     Konkurs trwa od 17.06.2016 do 26.06.2016 do godziny 23.59. Wyniki zostaną ogłoszone w na funpage’u bloga w ciągu 3 dni.
3.     Aby wziąć udział w konkursie należy polubić funpage bloga My Strawberry Fiedls oraz firmy BioOleo, a następnie odpowiedzieć w komentarzu pod zdjęciem na pytanie: Z jakim zapachem kojarzą Ci się wakacje?
4.     Nagrodami w konkursie są dwa zestawy kosmetyków marki BioOleo. W skład pierwszego wchodzi Macadamia Roll-On oraz olej Argan pipeta 30 ml, drugi składa się z Argan Roll-On oraz olejku Macadamia 10ml.
5.     Spośród wszystkich zgłoszeń zostaną wybrane 2 najciekawsze odpowiedzi.
6.     Nagrody są wysyłane tylko na terenie Polski.
7.     Nagrody zostaną wysłane przez fundatora po otrzymaniu adresów Zwycięzców.
8.     Biorąc udział w konkursie zgadzasz się na przetwarzanie danych osobowych.
9.     Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.). 

środa, 15 czerwca 2016

Otulona pomarańczą: Origins GinZing Energy-boosting Moisturizer

Lato to okres kiedy przerzucamy się na lekkie, szybko wchłaniające się konsystencje, które zapewnią nam odpowiednią dawkę pielęgnacji bez oblepiania skóry. Znalezienie jednak kosmetyku, który mimo nieobciążającej formuły zapewni suchej cerze wystarczające nawilżenie nie jest łatwym zadaniem. Po wielu poszukiwaniach odkryłam krem, który nawilża, pobudza oraz rozświetla cerę, a co najważniejsze wchłania się w ciągu kilku chwil. Zapraszam na recenzję mojego letniego ulubieńca, czyli Origins GinZing Energy-boosting Moisturizer.


Origins GinZing Energy-boosting Moisturizer to jeden z bestsellerów marki. Jest on częścią serii GinZing, która dzięki zawartości wyciągu z ziaren kawy oraz żeń-szenia ma za zadanie budzić do życia i odświeżać zmęczoną i szarą skórę oraz nadawać jej promiennego wyglądu. W ramach serii dostępny jest również krem pod oczy GinZing Refreshing Eye Cream to Brighten and Depuff, którego recenzję znajdziecie tutaj, oczyszczający żel z drobinkami GinZing Refreshing Scrub Cleanser oraz odświeżającą maseczkę GinZing Refreshing Face Mask. Charakterystyczny dla serii jest pomarańczowy kolor opakowań, który koresponduje z niesamowicie świeżym, pomarańczowym zapachem kremu, który jest wręcz uzależniający. W składach kremów Origins nie znajdziemy m.in: parabenów, ftalanów, olei mineralnych oraz syntentycznych zapachów.

Skład: Water, Methyl Trimethicone, Butylene Glycol, Glycerin, Jojoba Esters, Panthenol, Dicaprylyl Carbonate, Citrus Limon (Lemon) Peel Oil*, Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil*, Mentha Viridis (Spearmint) Leaf Oil*, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil*, Limonene, Linalool, Citral, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Simmondsia Chinensis (Jojoba) Butter, Castanea Sativa (Chestnut) Seed Extract, Rubus Idaeus (Raspberry) Leaf Wax, Dimethicone, Coleus Barbatus Extract, Hordeum Vulgare (Barley) Extract, Trehalose, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Extract, Panax Ginseng (Ginseng) Root Extract, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/Vp Copolymer, Salicylic Acid, Foeniculum Vulgare (Fennel) Seed Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Tocopheryl Acetate, Phospholipids, Sodium Pca, Arginine, Caffeine, Cholesterol, Linoleic Acid, Biotin, Folic Acid, Tetrahexyldecyl Ascorbate, Polysilicone-11, Carbomer, Pantethine, Squalane, Sodium Hyaluronate, Hexylene Glycol, Lecithin, Calcium Carbonate, Caprylyl Glycol, Ethylhexylglycerin, Tromethamine, Phenoxyethanol.


GinZing Energy-boosting Moisturizer ma konsystencję kremowo-żelową, która zapewnia mu bezproblemową aplikację i wręcz błyskawiczne wchłanianie. Dzięki swojej lekkości nie obciąża skóry oraz nie pozostawia nieprzyjemnej klejącej warstwy, wiec już po kilku minutach od nałożenia możemy przystąpić do wykonania makijażu. Krem polecany jest dla wszystkich rodzajów skóry, ale moim zdaniem nie jest to do końca prawda. W przypadku cer suchych będzie odpowiedni tylko w okresie wiosenno-letnim i dla odpowiedniego nawilżenia i odżywienia warto się wspomóc dodatkowym serum lub bardziej treściwym kremem na noc. Cery normalne, mieszane i tłuste będą mogły go stosować solo, dwa razy dziennie bez uczucia ściągnięcia lub suchości. Jego właściwości nawilżające są dobre, ale nie fenomenalne. Uwagę trzeba jednak zwrócić na jego podstawowe zadanie, czyli pobudzanie skóry i nadawanie jej promiennego wyglądu z czym faktycznie radzi sobie bardzo dobrze. Świetnie niweluje objawy nieprzespanej nocy. Nasza szara, matowa, zmęczona cera po użyciu kremu przechodzi prawdziwą transformację, jest rozświetlona i zrewitalizowana. Dodatkowo krem sprawia, że jest aksamitna w dotyku i sprężysta.  Jest idealną bazą pod makijaż. 


Krem Origins GinZing Energy-boosting Moisturizer to jeden z moich letnich ulubieńców. Świetnie pobudza skórę, nadaje jej pięknego efektu rozświetlenia, nawilża i błyskawicznie się wchłania. Jestem wręcz zakochana w jego lekkiej pół żelowej konsystencji oraz świeżym zapachu pomarańczy. Serdecznie zachęcam Was do wypróbowania go w czasie nadchodzących letnich miesięcy! 

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Pupa Extreme Bronze

Włoska marka Pupa Milano zachwyca mnie swoim niesztampowym podejściem do kosmetyków. Co sezon proponuje coraz to ciekawsze formuły, które niejednokrotnie zaskakują swoją nietypową konsystencją i działaniem. W zeszłorocznej letniej kolekcji premierę miał jeden z moich ulubionych bronzerów Perfecting Make-up FluidSun-Kissed Look, który ma postać bardzo lekkiego, wręcz wodnistego fluidu. W tym roku Pupa przygotowała równie ciekawą propozycję, która zależnie od naszych upodobań może mieć dwojakie zastosowanie. Zapraszam na recenzję brązującego podkładu w kompakcie SPF 15 Extreme Bronze.


Extreme Bronze (105 zł/8,5 g) to brązujący podkład, który możemy zastosować zarówno na całą twarz w celu nadania skórze efektu zdrowej opalenizny, bądź zaaplikować go tylko wybiórczo na miejsca, które zazwyczaj podkreślamy bronzerem. Decyzja uzależniona jest przede wszystkim od naszych preferencji, ale również od karnacji. W przypadku bardzo jasnych cer nałożenie Extreme Bronze na całą twarz może stworzyć nierealistyczny, a co za tym idzie niepożądany efekt. W ofercie marki Pupa dostępne są dwa odcienie; jaśniejszy 002 Gold widoczny na zdjęciach oraz ciemniejszy 003 Honey. 


Jak w przypadku wszystkich kosmetyków marki Pupa, ogromna uwaga przykładana jest do najmniejszych szczegółów, a w tym również do opakowania. Połączenie złota z brązem cieszy oko i nadaje mu bardzo wakacyjnego wyglądu. W środku znalazło się sporych rozmiarów lusterko oraz osobna przegródkę na gąbeczkę, która jest polecana do aplikacji podkładu.  


Konsystencja Extreme Bronze jest niezwykle lekka i kremowa, dzięki czemu nie przysparza najmniejszych problemów w czasie aplikacji. W przypadku nakładania podkładu na całą twarz najlepiej jest się posłużyć załączoną gąbeczką, zapewnia ona szybką i łatwą aplikację bez smug. Ze względu na jasną karnację preferuję go w roli bronzera i dla zapewnienia precyzji nakładam go opuszkami palców. Dzięki temu idealnie stapia się z cerą, pięknie łączy z podkładem i wygląda niezwykle naturalnie. Jest to najłatwiejszy bronzer do aplikacji jaki miałam okazję kiedykolwiek używać. W składzie Extreme Bronze znalazły się polimery silikonowe oraz drobinki rozpraszające światło, które mają za zadanie stworzyć naturalny efekt oraz miękkie, świetliste wykończenie. W odcieniu Gold drobinki te są kompletnie niezauważalne, ale mimo to na skórze pozostawia efekt naturalnego rozświetlenia i cera wygląda jakby naturalnie była muśnięta słońcem. Ogromną zaletą jest jego odporność na wodę, pot i wilgotne powietrze, dzięki czemu jest niezwykle trwałym kosmetykiem, który zdecydowanie warto ze sobą zabrać na wakacje. Jeżeli macie problemy z trwałością standardowych, pudrowych bronzerów, możecie również zastosować Extreme Bronze w roli bazy, dzięki temu przedłuży żywotność nałożonych na niego produktów oraz podbije ich intensywność. Odcień Gold to średni brąz z lekko czerwonymi tonami, które sprawiają, że świetnie imituje prawdziwą opaleniznę.


Brązujący podkład Extreme Bronze dołącza do grona moich letnich ulubieńców. Jest niezwykle prosty w aplikacji, przepięknie stapia się z cerą i nadaje jej świeżego, naturalnie wyglądającego efektu opalenizny. Jeżeli do tej pory bałyście się, że kremowe bronzery będą trudne do nałożenia to serdecznie zachęcam Was do wypróbowania Extreme Bronze, jestem przekonana, że przypadnie Wam do gustu. 

czwartek, 9 czerwca 2016

Naturalny makijaż oka: Lily Lolo Laid Bare

Moja przygoda z kosmetykami Lily Lolo zaczęła się od wypróbowania ich bestsellerowego podkładu mineralnego oraz pędzla Super Kabuki. Ten duet zrobił na mnie na tyle dobre wrażenie, że mimo upływu czasu regularnie do niego wracam i jest moim faworytem na dni, gdy zależy mi na naturalnym, lekkim makijażu. Świetne wrażenie zrobiły na mnie również produkty do ust (klik, klik) oraz sypki bronzer i róż. Dzisiaj chciałam Wam przedstawić pierwszy prasowany kosmetyk marki,  jaki miałam okazję wypróbować, czyli paletę cieni w odcieniu Laid Bare.


Stylistyka opakowania ogromnie przypadła mi do gustu. Matowa biało-czarna paletka przykuwa oko swoim minimalizmem oraz świetnym wykonaniem. Duże, dobrej jakości lusterko i smukłe opakowanie sprawiają, że jest to bardzo dobry wybór na podróże. W ofercie Lily Lolo dostępne są dwa odcienie palety: neutralna Laid Bare oraz zaprojektowana z myślą o smoky eye Smoke & Mirrors (120,50 zł). Każda z nich zawiera w sobie 8 cieni o wspólnej gramaturze 8g. Do każdej z paletek dołączony jest dwustronny aplikator gąbęczkowy, który będzie przydatny przede wszystkim w czasie podróży. Na szczególną uwagę zasługuję skład cieni, które są pełne drogocennych olei tj. jojoba, agranowy, z owoców granatu, słonecznikowy i manuka, a także witaminy E. Są one odpowiednie dla wegan, nie zawierają substancji zapachowy oraz talku. 


Skład: Mica, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Argania Spinosa (Argan) Kernel Oil, Punica Granatum (Pomegranate) Seed Oil, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Leptospermum Scoparium (Manuka) Oil, Sodium Hyaluronate, Eryngium Maritimum Callus Culture Filtrate, [+/- Silica, Tin Oxide, Ci 77891 (Titanium Dioxide), Ci 77491 (Iron Oxide), Ci 77492 (Iron Oxide), Ci 77499 (Iron Oxide), Ci 77742 (Manganese Violet), Ci 77510 (Ferric Ferrocyanide), Ci 77288 (Chromium Oxide)]


Konsystencja cieni zależy do ich wykończenia, perły są kremowe i aksamitne w dotyku, maty i satyny odrobinę bardziej suche i pudrowe. Podobne różnice występują w ich pigmentacji, perły są w pełni satysfakcjonujące, w przypadku matów niestety nie jest już tak pięknie. Im ciemniejszy tym bardziej trzeba się napracować, aby uzyskać na oku wyrazisty efekt. Żaden z cieni nie sprawia problemów w czasie blendowania, z łatwością się rozcierają i nawet brak doświadczenia nie stanie na drodze w stworzeniu ładnego, delikatnego makijażu. Nie osypują się w czasie aplikacji, a także nie zbierają w załamaniach powieki. Po całym dniu wyglądają również dobrze, jak chwilę po nałożeniu. 


Paleta Laid Bare zauroczyła mnie swoja neutralną kolorystyką odpowiednią na każdą okazję oraz bardzo dobrą trwałością cieni i brakiem osypywania się. Są one niezwykle proste w obsłudze i nawet niewprawiona dłoń poradzi sobie z ich aplikacją. Jedynym elementem do poprawy są ciemne maty, które mogłyby mieć odrobinę lepszą pigmentację. Paletę kupicie w sklepie stacjonarnym Costasy.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...