wtorek, 24 maja 2016

ARTDECO Hello Sunshine!

Letnie kolekcje ARTDECO należą do moich ulubionych. Ta niemiecka marka osiągnęła mistrzostwo w tworzeniu przepięknych kosmetyków brązujących, które zachwycają zarówno swoimi kolorami, jak i jakością i opakowaniami. Całość jest dopracowana w najmniejszych szczegółach i zadowoli nawet najbardziej wybredne gusta. Zeszłoroczna kolekcja Here Comes the Sun była moim hitem nie tylko w okresie letnim, ale również w czasie zimowych miesięcy.


Kolekcja Hello Sunshine zawiera w sobie wszystko co będzie nam potrzebne do uzyskania tak pożądanego efektu skóry muśniętej słońcem. W zaledwie kilka chwil stworzymy niezwykle naturalny i trwały makijaż, który będzie idealnym dopełnieniem letnich stylizacji. W jej składzie znajdziecie 3 pudry brązujące Bronzing Powder Compact, przepięknie tłoczony róż Sun Blusher, wydłużający tusz do rzęs Long Lashes Mascara, kremowe cienie w sztyfcie High Performance Eyshadow Stylo oraz błyszczącą pomadkę Color Lip Shine w trzech odcieniach.  


Bronzing Powder Compact (89,90 zł/10 g) w odcieniu Almond to jeden z najlepszych bronzerów jakie miałam okazję używać i jest moim faworytem tej kolekcji. Zachwyca już jego niezwykle eleganckie i klasyczne opakowanie, które mogłoby z powodzeniem konkurować z dwa razy droższymi kosmetykami. Puderniczka w odcieniach brązu i złota nie tylko wygląda rewelacyjnie, ale również dzięki umieszczeniu w niej dużego lusterka oraz gąbeczki jest praktyczna i świetnie się sprawdzi w czasie letnich wyjazdów. Największą zaletą Bronzing Powder Compact jest jego zawartość. Jest to połączenie dwóch przepięknych odcieni bronzera, które rewelacyjnie sprawdzą się zarówno na jasnej, jak i ciemnej karnacji. W zależności od efektu jaki chcemy otrzymać można nabierać osobno każdy z odcieni lub zmieszać je dla uzyskania uniwersalnego niezbyt ciemnego koloru. Jasna część jest pozbawiona jakichkolwiek pomarańczowych tonów, dzięki czemu świetnie się sprawdzi również do konturowania twarzy. Ciemniejsza połowa ma lekko czerwone tony, co sprawia, że wygląda niezwykle naturalnie na policzkach i przepięknie ociepla karnację. Zawiera ona również mikroskopijne złote drobinki, które są praktycznie niewidoczne na skórze.  Konsystencja bronzera jest niezwykle aksamitna i nie sprawia najmniejszych problemów w czasie aplikacji, ładnie się blenduje, nie pozostawia smug i plam. Jego ogromnym walorem jest również świetna trwałość, na policzkach trwa w niezmienionym stanie przez cały dzień. Ze względu na bardzo dobrą pigmentację należy nakładać go z umiarem.


Cień w sztyfcie High Performance Eyshadow Stylo (53,50 zł/1,4 g) również bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Ma niezwykle kremową konsystencję, która zapewnia łatwą aplikację oraz blendowanie. W pierwszych chwilach po nałożeniu pozostaje lekko klejący, dzięki czemu świetnie przywierają do niego prasowane cienie. Po kilkudziesięciu sekundach zastyga i zarówno solo, jak i z dodatkowymi cieniami jest nie do zdarcia przez cały dzień. Jest to prawdopodobnie najbardziej trwały cień kremowy jaki miałam okazję do tej pory używać. Odcień 27 Soft Golden Rush to przepiękne, lekko miedziane złoto, które wygląda bajecznie na powiekach. Wraz z dobrym tuszem z powodzeniem stworzycie nim szybki wakacyjny makijaż, który dzięki właściwościom wodoodpornym High Performance Eyshadow Stylo przetrwa nawet bardzo wysokie temperatury. 


Tusz do rzęs Long Lashes Mascara (63,90 zł/ 10 ml) zaciekawił mnie swoją nietypową szczoteczką w kształcie klepsydry. Dzięki swojemu oryginalnemu profilowi ma za zadanie maksymalnie wydłużyć rzęsy, a także perfekcyjnie je rozdzielić. Ma on dosyć mokrą konsystencje, która już za pierwszym pociągnięciem dokładnie otacza każdy z włosków. Bardzo ładnie wydłuża rzęsy, ale przy zbyt hojnej i nieostrożnej aplikacji może również lekko je sklejać, co niestety jest widoczne na poniższym zdjęciu. Kluczem do osiągnięcia wymarzonego efektu jest zachowanie umiaru i brak pośpiechu. Tusz nie osypuje się w ciągu dnia i nie rozmazuje. Jego ogromnymi zaletami są również niezwykle głęboki, kruczoczarny odcień oraz łatwość zmywania. 


Szminki ARTDECO ostatnio należą do grona moich absolutnych ulubieńców i nie trafiłam jeszcze na formułę, która nie przypadłby mi do gustu. Color Lip Shine (65,90 zł) to bardzo lekkie kremowo – żelowe szminki, które są wprost idealne na lato. Nie obciążają ust, są banalnie proste w aplikacji, a także delikatnie nawilżają usta. Pierwsza warstwa zapewnia pół transparentny woal koloru o przepięknym  połysku, krycie można jednak stopniować poprzez dodanie kolejnych warstw. Szminka nie tworzy prześwitów i nie podkreśla suchych skórek, a wręcz optycznie wyrównuję teksturę warg. Niestety ze względu na bardzo delikatną konsystencję nie należy do bardzo trwałych produktów do ust. Szminki z tej serii są pozbawione zapachu i smaku, co zapewne ucieszy właścicielki wrażliwych nosów. Odcień 10 to przepiękny koral okraszony mikroskopijnymi drobinkami, który jest idealnym dopełnieniem letniego makijażu. Będzie się przepięknie prezentować na skórze muśniętej słońcem.

Od lewej: ciemna połowa bronzera Bronzing Powder Compact w odcieniu Almond, jasna połowa bronzera, obydwa odcienie zmieszane, High Performance Eyshadow Stylo w odcieniu 27, Color Lip Shine w odcieniu 10

Hello Sunshine to perfekcyjnie skomponowana letnia kolekcja, której skład absolutnie mnie zachwycił. Jest to pełen zestaw umożliwiający stworzenie niezwykle trwałego makijażu, który przepięknie podkreśli opaleniznę. Każdy z prezentowanych kosmetyków spełnił moje oczekiwania, a wręcz mnie oczarował i na pewno przez całe lato będzie moim niezbędnikiem. 

wtorek, 17 maja 2016

Wibo Neutral Eyeshadow Palette – warta swojej ceny?

Od kilku lat panuje moda na duże palety cieni. Ich popularność rozpoczęła się od świetnych jakościowo i bardzo lubianych przez miłośniczki neutralnych makijaż palety Naked od Urban Decay. Za nimi podążyli m.in. Too Faced, theBalm oraz Smashobox, ale również wiele marek drogeryjnych takich jak Lovely, Sleek i Makeup Revolution. Jedną z najnowszych odsłon jest paleta Neutral Eyeshadow Palette marki Wibo, która w ostatnich tygodniach wzbudziła wiele emocji w blogosferze.


Neutral Eyeshadow Palette (34 zł) to zestaw 15 cieni w neutralnych odcieniach. Jej kolorystyka jest bardzo uniwersalna i z pewnością przypadnie do gustu większości kobiet. Kartonowe opakowanie charakterystyczne m.in. dla marki theBalm jest satysfakcjonującej jakości, magnetyczny zatrzask dobrze chroni cienie przed nieumyślnym otwarciem, a zachowanie czarno – srebrnej kolorystyki nadaje mu odrobiny elegancji. Każdy z cieni ma gramaturę 1g, czyli porównywalną do Sleeka, jest ona w pełni zadowalająca w przypadku tak rozbudowanej palety. 


Jakość cieni różni się w zależności od wykończenia. W palecie znalazło się 7 cieni perłowych o bardzo kremowej konsystencji, a także 8 matowych, które są dużo bardziej suche i trudniejsze we współpracy. Ich pigmentacja na ręku wydaje się być świetna, niestety na powiekach wygląda to już nieco gorzej. W czasie blendowania bardzo szybko tracą na intensywności, przez co ciężko jest uzyskać nimi wyrazisty efekt, o czarnym smoky eyes możecie zapomnieć. Na szczęście nie tworzą plam i nawet nowicjuszka powinna bez większych problemów stworzyć nimi dzienny, delikatny makijaż. 


Dodatkowym mankamentem jest osypywanie się cieni (w szczególności perłowych), dlatego należy zachować ostrożność w czasie ich aplikacji. Ostateczny efekt, jaki uzyskamy paletą Neutral Eyeshadow Palette zależy przede wszystkim od naszych umiejętności, cierpliwości i dobrej bazy. Na bazie pod cienie Lumene wytrzymują w niezmienionym stanie przez większość dnia, a pod wieczór tracą odrobinę na intensywności. 


Neutral Eyeshadow Palette wzbudziła moją ciekawość swoją neutralną kolorystyką oraz zastosowaniem przez producenta zarówno perłowych, jak i matowych cieni, ale niestety jej jakość pozostawia wiele do życzenia. Na powiekach pigmentacja jest dosyć słaba, a sama aplikacja jest czasochłonna. Czy jest warta 34 zł, moim zdaniem nie do końca. Jeżeli ma to być jedyna paleta, którą zamierzacie używać to lepiej skomponować swój zestaw idealny w Inglocie, a jeżeli macie już kilka innych, sprawdzonych cieni to prawdopodobnie te rozczarują Was swoją jakością i będą się kurzyły na dnie szuflady.  

piątek, 6 maja 2016

GlySkinCare: Hyaluronic Serum oraz szampon i odżywka Macadamia Oil & Keratin

Amerykańska marka farmaceutyczna GlySkinCare jest znana z kosmetyków pielęgnacyjnych z zawartością kwasu glikolowego pozyskiwanego z trzciny cukrowej. W ich asortymencie znajdziecie między innymi emulsje dedykowane zarówno do twarzy, jak i do ciała z 10% stężeniem kwasu, które bezpiecznie można stosować w domowym zaciszu. Moją uwagę przykuły jednak produkty do włosów, na temat których wielokrotnie czytałam pozytywne opinie oraz serum do twarzy na bazie kwasu hialuronowego o działaniu nawilżającym. 


Hyaluronic Serum ma za zadanie głęboko nawilżać skórę, pozostawiając ją gładką i napiętą. W jego składzie znajdziemy między innymi tytułowy silnie nawilżający kwas hialuronowy, ekstrakt z ryżu, hydromanil oraz komórki macierzyste z winogron opóźniające procesy starzenia się skóry. Serum jest zapakowane w bardzo popularną w przypadku tego typu produktów buteleczkę z pipetą, która świetnie współpracuje z jego wodnistą formułą. Jego konsystencja przypomina mix żelu, wody i olejku. Nie jest zbyt tłusta, łatwo rozsmarowuje się na skórze i błyskawicznie się wchłania. Pachnie delikatnie i nienachalnie. Serum bardzo przyjemnie nawilża skórę oraz niweluje efekt ściągnięcia, który pojawia się po zastosowaniu niektórych produktów oczyszczających. Jego działanie nie jest jednak na tak wysokim poziomie, aby można było zrezygnować z zastosowania kremu. Jest to przyjemny dodatek do pielęgnacji, który poprawia skuteczność kremów i nie obciążając skóry dodaje jej zastrzyk nawilżenia. Serum jest bardzo wydajne, więc ta 30 ml buteleczka wystarczy na kilka miesięcy codziennego stosowania.   

Skład: Aqua, Glycerin, Propylene Glycol, Oryza Sativa Extract, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Sodium Hyaluronate, Vitis Vinifera Callus Culture Extract, Butylene Glycol,Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin.


Szampon i odżywka z serii z olejem makadamia i keratyną mają za zadanie przede wszystkim zapewniać włosom odpowiednią dawkę nawilżenia i odżywienia. Dodatkowym celem szamponu jest poprawa elastyczności włosów oraz ochrona ich przed wnikaniem szkodliwych substancji z otoczenia. Odżywka ma odbudowywać naturalną strukturę włosa, co prowadzi do poprawy jego gładkości oraz podobnie jak szampon,  ma chronić przed wnikaniem szkodliwych substancji poprzez tworzenie filmu na jego powierzchni. Ich formuła została wzbogacona nie tylko o olej makadamia i keratynę, ale również białko pszeniczne, aloes, pantenol i witaminę E. Szampon ma dosyć rzadką kremowo – żelową konsystencję, która w trakcie nieuważnej aplikacji może spływać z dłoni, odżywka jest zdecydowanie gęstsza i mniej problematyczna. Obydwa produkty mają bardzo ładny, lekko słodki zapach, który umila codzienne stosowanie. Szampon bardzo dobrze, lecz delikatnie oczyszcza włosy, nie plącze ich nadmiernie, nie podrażnia skalpu i nie wywołuję łupieżu. Odżywka skutecznie wygładza i ułatwia rozczesywanie ewentualnych kołtunów. Temu duetowi nie można odmówić działania nawilżającego, włosy są bardzo miłe w dotyku, pięknie błyszczą i wyglądają niezwykle zdrowo. Niestety w przypadku cienkich włosów skłonnych do przetłuszczania się i borykających się z brakiem objętości efekt wygładzenia jest zbyt mocny, przez co włosy są przyklapnięte i wydaje się, że jest ich mniej niż faktycznie posiadamy. Będzie to idealny zestaw dla posiadaczek włosów suchych, sianowatych i niesubordynowanych. 

Skład szampon: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Cocamide DEA, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Glycerin, Panthenol, Sodium Chloride, Hydrolyzed Keratin, Polyquaternium-7, Polyquaternium-10, PEG-6 Caprylic/Capric Glycerides, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Hydrolyzed Wheat Protein, Hydrolyzed Wheat Gluten, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Disodium EDTA, Citric Acid, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool.

Skład odżywka: Aqua, Cetyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Panthenol, Glycerin, Dimethicone, Stearalkonium Chloride, PEG-20 Stearate, Imidazolidinyl Urea, Methylparaben, Propylparaben, Parfum, Hydrolyzed Keratin, Tocopheryl Acetate, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Disodium EDTA, Citric Acid, Hydrolyzed Wheat Protein, Hydrolyzed Wheat Gluten, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool.


Kosmetyki GlySkinCare nie zrewolucjonizowały mojej dotychczasowej pielęgnacji, ale były miłym dodatkiem, który będę bardzo dobrze wspominać. Jeżeli szukacie czegoś nowego, co przy okazji nie zrujnuje Waszego portfela to zachęcam do przyjrzenia się ich bogatemu asortymentowi, który znajdziecie na stronie http://diagnosis.pl/ 

środa, 4 maja 2016

Sprzymierzeńcy w walce z cellulitem: Elancyl

Początek wiosny to okres, w którym większość z nas się mobilizuje, decydujemy się na  restrykcyjne diety, wzmożony wysiłek fizyczny, a także wyciągamy z dna szuflady arsenał przeciwcellulitowy. Jest to zadecydowanie ostatni dzwonek na doprowadzenie naszego ciała i skóry do możliwie jak najlepszego stanu, tak aby dobrze się prezentowały w letnich sukienkach i bikini. Zarówno w drogeriach, jak i aptekach czeka na nas ogromny wybór produktów, z których większość niestety nawet przy systematycznym stosowaniu nie jest w stanie zaoferować spektakularnych efektów. Marka Elancyl na ich tle wyróżnia się nie tylko przemyślanymi składami, ciekawymi konsystencjami i pięknymi zapachami, ale przede wszystkim swoją skutecznością.  


Marka Elancyl już od 45 lat dba o piękną skórę kobiet na całym świecie. W 1971 roku stworzyli przełomową gamę wyszczuplającą na bazie wyciągu z bluszczu, który do dnia dzisiejszego jest znakiem rozpoznawczym marki. Ekstrakt z liści bluszczu ma działanie przeciwobrzękowe, przeciwzapalne, rozkurczowe i przeciwbólowe, bardzo dobrze przenika w głąb skóry, dzięki czemu zapewnia drenaż tkanek. Flawonoidy (hedragenina) w nim zawarte powodują nadaktywność komórek, dzięki czemu wzrasta zapotrzebowania na energię, przez co zostaje spalony nadmiar tłuszczu. Saponiny zawarte w bluszczu przyśpieszają usuwanie tłuszczu i toksyn nagromadzonych w tkance skórnej. Bardzo cenną właściwością ekstraktu z bluszczu jest poprawa wchłaniania innych składników preparatów kosmetycznych przez skórę. (źródło: www.zrobsobiekrem.pl). Gama kosmetyków Elancyl jest bardzo bogata, a w dzisiejszym poście chciałam się skupić na produktach, które warto zabrać ze sobą pod prysznic.


Tonizujący żel pod prysznic oczarował mnie swoim nietypowym zapachem. Jest to niezwykle świeża kompozycja ziołowo-leśna, która świetnie orzeźwia z rana. Aromat ten wyróżnia się na tle drogeryjnych produktów, więc jeżeli jesteście fankami oryginalnych zapachów, koniecznie musicie go wypróbować. Żel charakteryzuje dosyć gęsta konsystencja, która pozytywnie wpływa na jego wydajność oraz nietypowy zielony kolor. Gel Douche Tonifiant bardzo dobrze się pieni oraz dokładnie oczyszcza skórę bez podrażniania jej i wysuszania. Dzięki zawartości wspominanego wyciągu z bluszczu ma za zadanie również tonizować skórę.  

Kolejnym kosmetykiem, który wywarł na mnie bardzo dobre wrażenie i od pierwszego użycia dołączył do grona ulubieńców antycellulitowych jest Pieniący się peeling tonizujący ciało. Scrub ma postać zielonego żelu, w którym zostały zatopione ziarenka ścierające o różnym rozmiarze. W kontakcie z wodą delikatnie się pieni, co zapewnia drobinkom dobrą przyczepność oraz wpływa pozytywnie na wydajność kosmetyku. Na pierwszy rzut oka peeling może wydawać się dosyć delikatny, ale dzięki zastosowaniu nierozpuszczalnych ziarenek można nim wykonać bardzo długi masaż, który gwarantuje dokładne złuszczenie martwego naskórka. Po użyciu peelingu skóra jest niezwykle miękka, aksamitnie gładka i gotowa na aplikację ulubionego balsamu lub preparatu antycellulitowego. Systematyczne stosowanie poprawia również koloryt skóry, a także likwiduje drobne krostki. W składzie Gommage Moussant Tonifiant nie znajdziecie oblepiającej parafiny.


Gdybym z tej trójki musiała wybrać tylko jeden kosmetyk, mój wybór padłby na Zestaw do masażu wyszczuplającego, w którego skład wchodzi specjalna szczotka oraz żel. Masażer jest wykonany z bardzo miłego w dotyku tworzywa, które na swojej powierzchni ma odlanych parędziesiąt niewielkich wypustek mających za zadanie stymulować mikrokrążenie w skórze i sprzyjać drenażowi tkanek. Szczotka została opracowana w taki sposób, aby masaż był szybki, efektywny i niezwykle miły. Żel, który znajdziecie w zestawie ma za zadanie przede wszystkim tonizować i nawilżać skórę, a także dzięki właściwościom pieniącym ułatwiać wykonanie masażu. Activ’ Massage Minceur poprawia drenaż tkanek oraz chroni włókna kolagenowe i włókna elastyny, dzięki czemu skóra jest odpowiednio dotleniona i jędrna. Ma on bardzo podobny zapach do peelingu, jest świeży i energetyczny. Najważniejsze są jednak efekty codziennych masaży, a one zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Już po kilku użyciach widoczna jest poprawa jędrności i napięcia skóry. Zauważalna jest również redukcja cellulitu. Systematyczne masaże zapewniają poprawę jakości skóry, jest ona gęsta, jędrna i ma zdrowszy odcień. Moim zdaniem dla takich efektów warto poświęcić na masaże kilka minut dziennie. W opakowaniu znajdziecie dokładną instrukcję jak wykonać masaż, ja Wam tylko przypomnę, żeby zawsze wykonywać go ruchami w kierunku serca!


Marka Elancyl trzyma bardzo wysoką jakość, każdy z ich produktów jest dopracowany w najmniejszym szczególne, a efekty ich stosowania są widoczne gołym okiem. Z całego serca polecam wypróbowania każdego z prezentowanych kosmetyków, jestem przekonana, że przypadną Wam do gustu. 

środa, 27 kwietnia 2016

Niezbędnik mineraloholiczki: Lily Lolo Makeup Mist

Pewnie większość z Was miała chociaż raz problem z źle nałożonym podkładem. Efektem jest pudrowy efekt maski, który podkreśla zmarszczki i wszelkie niedoskonałości skóry. Pierwsza myśl, która przychodzi nam do głowy to zmycie makijażu, ale jest na to świetna alternatywa. Odrobina mgiełki może uratować cały makijaż i sprawić, że będzie wyglądać o wiele lepiej. Mgiełki mają również inne zalety: utrwalają makijaż, nawilżają skórę i ją odświeżają w ciepłe dni. Z pudrowym wykończeniem często borykają się miłośniczki makijażu mineralnego, który ze względu na sypką konsystencję bywa widoczny na skórze.


Mgiełki utrwalające makijaż oferuje wiele marek, ale nie każda z nich może się pochwalić tak dobrym składem jak Lily Lolo. Makeup Mist (60 zł/50 ml) zawiera w sobie glicerynę, pantenol, aloes, ekstrakty z pestek grejpfruta, z owoców goi, a także z granatu i zielonej herbaty. Taka dawka dobroczynnych składników zapewnia skórze błyskawiczną dawkę ukojenia, nawilżenia i odżywienia. Producent zaleca aplikowanie jej po wykonaniu makijażu z odległości około 20-25 cm w kształcie litery T i X (pamiętajcie o uprzednim porządnym wstrząśnięciu opakowania).

Skład: Aqua (Water), Glycerin, Panthenol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice Powder, Citrus Paradisi (Grapefruit) Seed Extract, Citric Acid, Lycium Chinense (Goji Berry) Fruit Extract, Punica Granatum (Pomegranate) Fruit Extract, Camellia Sinensis (Green Tea) Leaf Extract


Mgiełka utrwalająca ma jednak nie tylko nawilżyć skórę, ale przede wszystkim, tak jak sama nazwa wskazuje, utrwalić wcześniej zaaplikowany makijaż. Jak sobie z tym radzi? Moim zdaniem bardzo dobrze! Na początek jednak ostrzeżenie, zanim spryskacie twarz mgiełką dajcie skórze chwilę odpocząć i zaschnąć zastosowanym kosmetykom, w przeciwnym wypadku możecie rozmazać sobie tusz lub płynną szminkę. Zarówno w przypadku podkładów mineralnych, jak i standardowych, płynnych formuł mgiełka świetnie je utrwala i przedłuża ich żywotność. Likwiduje znienawidzoną pudrowość, nadając makijażowi naturalnego wyglądu, niczym druga skóra. Ma ona również drugie zastosowanie, dzięki niej bezproblemowo nałożycie sypkie cienie przedłużając ich trwałość i podbijając intensywność ich pigmentacji.  Niestety nie jest ona pozbawiona wad, mgiełka nie jest idealnie drobna i czasami tuż po aplikacji na twarzy są widoczne wyraźne krople, które na szczęście po wyschnięciu znikają. 


Mgiełka Makeup Mist to pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośniczek makijażu mineralnego, a także dla osób, które mają problemy z pudrowym wykończeniem standardowych podkładów lub słabą ich trwałością. Jej dodatkową zaletą jest świetny skład, który zapewnia skórze dodatkową dawkę ukojenia i nawilżenia.   

niedziela, 24 kwietnia 2016

Golden Rose Creamy Blush Stick – prezentacja wszystkich odcieni

Marka Golden Rose ostatnio zachwyca swoimi nowościami. Większość z Was miała zapewne okazję wypróbować ich genialne matowe szminki oraz kredki Velvet Matte, które podbijają od kilku miesięcy blogosferę. Marka nie osiadła jednak na laurach i każdego miesiąca wypuszcza coraz to ciekawsze nowości. Na blogu miałam już okazję przedstawić Wam świetny liner żelowy, który może z powodzeniem konkurować z dużo droższymi kosmetykami, a dzisiaj przyszła kolej na równie udane kremowe róże w formie stick’a. 


Pierwsze produkty w tej formie rozpropagowała marka Nars. Już na wstępie recenzji mogę Wam zdradzić, że są one moim zdaniem dużo gorszej jakości niż propozycja Golden Rose, a kosztują parokrotnie więcej. Opakowania Creamy Blush Stick (19,90 zł/10,5 g) są zachowane w charakterystycznym dla marki, minimalistyczny stylu. Czarny, matowy plastik ozdobiony złotymi napisami wygląda bardzo elegancko, ale niestety łatwo się brudzi i pozostają na nim odciski palców. Forma stick’a jest niezwykle wygodna i zdecydowanie wolę ją niż standardowe kremowe róże zamknięte w puderniczkach. Jednym pociągnięciem jesteśmy w stanie precyzyjnie zaaplikować róż, który następnie rozcieramy za pomocą syntetycznego pędzla lub palców.


Creamy Blush Stick ma bardzo kremową konsystencję, która nie jest ani zbyt tłusta, ani zbyt sucha. Z łatwością sunie po skórze pozostawiając wyraźny woal koloru, który można stopniować dodając kolejne warstwy kosmetyku. W czasie aplikacji nie ściąga wcześniej nałożonego podkładu, dzięki czemu bezproblemowo można go rozetrzeć tak, aby nie były widoczne granice pomiędzy obydwoma produktami. Można go stosować w trojaki sposób, jako zwykły róż, w roli bazy pod pudrowy róż lub jako szminkę. W każdej roli sprawdza się bardzo dobrze, chociaż ja go zdecydowanie preferuję go jako samodzielny róż. Jest to nie tylko produkt bezproblemowy w aplikacji, ale również niezwykle trwały. Na dobrym podkładzie i lekko przypudrowany wytrzymuje w niezmienionym stanie przez cały dzień, blednąc po około 10 godzinach. Jest praktycznie bezzapachowy, nie zapycha oraz nie podkreśla porów. 

Od prawej: 101, 102, 103, 104, 105, 106
Od lewej: 101, 102, 103, 104, 105, 106

W asortymencie marki jest dostępnych 6 odcieni, wśród których moim zdaniem nie ma ani jedno nieudanego koloru. 101 to jasny matowy koral, który jest niezwykle uniwersalny i będzie idealny odcień dla osób niezdecydowanych. 102 jest odrobinę ciemniejszy i przeważają w nim różowe tony, jest to nadal bardzo twarzowy kolor, który będzie się świetnie prezentować zarówno na jasnych, jak i ciemnych karnacjach.

Od lewej: 101, 102

103 zachwyci miłośniczki hybryd różów z bronzerami, jest to odcień, który na pierwszy rzut oka może wydawać się nudny, ale na skórze wygląda pięknie, świetnie podkreślając kości policzkowe. Ma w sobie miniaturowe, złote drobinki, które są praktycznie niewidoczne na policzkach. 104 to najjaśniejszy odcień w kolorze zgaszonego, pastelowego różu, który wpadnie w oko posiadaczkom bardzo jasnych karnacji, a także miłośniczkom subtelnego makijażu.

Od lewej: 103, 104

105 to za to najbardziej intensywny kolor, który jest idealnym dopełnieniem jesiennych makijaży. Ten delikatny, przygaszony buraczek skradł moje serce już przy pierwszej aplikacji i zamierzam po niego sięgać niezależnie od pory roku. 106 wyróżnia się na tle poprzedników swoim satynowym wykończeniem i przypomina mi bardziej neutralną wersję kultowego róż Nars w odcieniu Orgasm. Jego odcień jest bardzo podobny do 103 i tylko od Waszych preferencji zależy, które wykończenie wybierzecie. 

Od lewej: 105, 106

Zachęcam Was do odwiedzenia stoiska Golden Rose i obejrzenia nowości dostępnych w ich asortymencie. Kremowe róże Creamy Blush Stick bardzo polubiłam i uważam, że są pozycją obowiązkową w kosmetyczce każdej miłośniczki różów.  

środa, 20 kwietnia 2016

Kwietniowy beGlossy + kod rabatowy na 20 zł!!!!

Pudełko beGlossy kusi dwoma rzeczami. Pierwsza to niepewność co do jego zawartości, jest w tym ryzyku coś ekscytującego co sprawia, że jesteśmy w stanie w ciemno wydać na niego pieniądze. Drugim elementem jest możliwość poznania nowych kosmetyków, które prawdopodobnie w przeciwnym wypadku nigdy nie wpadłyby w nasze dłonie. Niestety w przypadku kupowania w ciemno zawsze istnieje ryzyko, że jego zawartość nie przypadnie nam do gustu i będą to pieniądze wyrzucone w błoto. Na szczęście kwietniowe pudełko beGlossy zostało świetnie skomponowane i jestem przekonana, że większość z Was doceni kosmetyki, które znalazły się w bieżącej edycji. 


Tematem przewodnim w kwietniu jest Wiosenna energia. Większość z nas wraz z nadejściem wiosny odkrywa w sobie pokłady nowej energii, rodzi się chęć do wprowadzenia pozytywnych zmian w życiu, odnowy garderoby, a także zrzucenia kilku kilogramów. Zawartość pudełka pozwoli nam zadbać o lekko przesuszoną i poszarzałą cerę po zimie, odświeżyć makijaż, a także wzmocnić włosy. Bez większej zwłoki zapraszam Was na prezentacje poszczególnych kosmetyków. 


Kosmetykiem, który jako pierwsze zwrócił moją uwagę jest paleta cieni Catrice. F’rosen Yoghurt to połączenie niezwykle subtelnych i dziewczęcych róży z klasycznymi brązami. To zestawienie kolorystyczne przypadnie do gustu każdej kobiecie i sprawdzi się idealnie w świeżym, delikatnym makijażu. Zadowolone będą fanki matowych cieni, w tej palecie znajdziecie aż trzy sztuki, a dodatek stanowi bardzo ładny satynowy brąz. Pigmentacja cieni nie jest zbyt mocna, więc dla zintensyfikowania efektu warto zastosować bazę. 


Drugim kosmetykiem, który przykuł moją uwagę jest krem Biodermy Hydrabio Perfecteur SPF30. Kosmetyk ma za zadanie nie tylko dogłębnie nawilżać skórę, ale również ją wygładzać i rozświetlać. Ma dosyć lekką konsystencję, która bardzo łatwo się wchłania i faktycznie zapewnia cerze natychmiastową dawkę nawilżenia. Skóra staje się miękka, jest miła w dotyku i gotowa na nałożenie podkładu. Na uwagę zasługuje również jego przepiękny kwiatowy zapach, który umila aplikację oraz wysoki faktor przeciwsłoneczny.

Nowością jest dla mnie marka -417 i ich szampon witaminowy Catharsis. Jest to kosmetyk, który ma nie tylko oczyszczać włosy nie wywołując podrażnień, ale także je nawilżać. W składzie szamponu znajdziecie minerały z Morza Martwego, witaminy A, B, C, E i F oraz wyciągi z rumianku, papai, wanilii i aloesu. Konsystencja Catharsis jest dosyć rzadka, a jego zapach przenosi nas do ekskluzywnego spa. Produkty marki -417 znajdziecie w perfumeriach Sephora. 


Płatki Hydrożelowe pod oczy marki Exclusive Cosmetics ucieszą wszystkie miłośniczki kosmetyków pielęgnacyjnych. Wersja z ekstraktem z pereł oraz betuiną ma za zadanie likwidować worki i opuchliznę pod oczami, a płatki z olejem arganowym zapewnią nawilżenie, odżywienie oraz napięcie. Hydrożelowe płatki należy aplikować na oczyszczoną cerę na 30 minut, a po ich zdjęciu nadmiar serum delikatnie wklepać w skórę. Jestem bardzo ciekawa jak się sprawdzą i jak długotrwałe będą efekty.

Ostatnim kosmetykiem jest intensywnie nawilżający balsam do ust Carmex Lime Twist. W porównaniu do klasycznego Carmexa ma dużo delikatniejszy, a zarazem przyjemniejszy zapach, a także uczucie chłodzenia wywołane przez mentol jest mniej wyczuwalne. Jego konsystencja jest niezwykle maślana, błyskawicznie koi usta i nadaje im uczucie nawilżenia. Wbrew moim początkowym obawom pierwsze wrażenia mam bardzo pozytywne i jestem ciekawa czy systematyczne stosowanie faktycznie zregeneruje moje spierzchnięte wargi. 


A teraz najprzyjemniejsza część, na którą czekała pewnie niejedna z Was, czyli kod rabatowy w wysokości 20 zł na zakup każdego pakietu pudełek beGlossy. Przy zamówieniu należy wpisać tbg20FRAISE. Kod jest ważny do 30ego kwietnia, mam nadzieję, że z niego skorzystacie!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...