środa, 20 lipca 2016

beGlossy: Beauty Festival

Lipcowe pudełko beGlossy to raj dla wszystkich miłośniczek kosmetyków pielęgnacyjnych, znajdziecie w nim zarówno produkty do twarzy, jak i włosów i ciała. Nie zabrakło również niespodzianki dla wielbicielek lakierów i mocnych kolorów na paznokciach. Jest to prawdziwy festiwal piękna, dzięki któremu każda z nas będzie wyglądać olśniewająco w każdej sytuacji.  


Kosmetykiem, który tuż po otwarciu pudełka przyciąga uwagę jest krem do twarzy z kwasem laktobionowym Lactobiobic Acid Cream marki Yasumi (125 zł/50 ml). Jest to specjalistyczny krem o działaniu nawilżającym przeznaczony do cery wrażliwej, naczynkowej, z trądzikiem różowatym oraz problemami skórnymi takimi jak łuszczyca, egzema czy atopowe zapalenie skóry. Zawarty w kremie kwas laktobionowy charakteryzuje się silnymi właściwościami antyoksydacyjnymi oraz wiążącymi wodę. Dodatkowo zapobiega tworzeniu się teleangiektazji oraz łagodzi stany zapalne, również w przypadku trądziku różowatego. Efekty, których możemy się spodziewać systematycznie stosując krem to: rozjaśnienie i redukcja ciemnych przebarwień skóry oraz blizn potrądzikowych, wyrównanie kolorytu oraz zmniejszenie rumienia i zaczerwień, nawilżenie, rozświetlenie,  a także ochrona przed promieniowaniem UV.

Nowością na rynku jest seria suchych szamponów australijskiej marki Aussie (16,99 zł/180 ml). W każdym pudełku znalazła się jedna z trzech dostępnych wersji: Beach Mate, Festival Fresh oraz Flower Power. Szampon ma za zadanie błyskawicznie oczyszczać włosy bez użycia wody, zapewniając im kwiatową świeżość. Zapach szamponu jest zdecydowanie jego ogromną zaletą. Festival Fresh pachnie słodko, a zarazem świeżo i sądzę, że przypadnie do gustu nie jednej z Was. Przetestowałam go na moich dosyć ciemnych, brązowych włosach i pierwsze wrażenia mam bardzo pozytywne. Ładnie odświeżył włosy bez pozostawiania widocznego, białego nalotu. Jestem bardzo ciekawa czy pobije moje ulubione szampony Batiste.


Bardzo ciekawym kosmetykiem jest również masło do ciała od Efektimy (15,99 zł/250 ml) dostępne w pudełku w dwóch wersjach: Coconut Miracle z olejkiem kokosowym i olejkiem jojoba lub Shea Miracle z olejkiem z masła shea i olejkami z omega 3/6. W moim pudełku znalazłam wersję Coconut Mircale, która już po uchyleniu wieczka oczarowała mnie swoim bardzo delikatnym otulającym zapachem kokosa. Masło zalecane jest w szczególności do pielęgnacji skóry wrażliwej, wymagającej intensywnej pielęgnacji. Wzbogacone w drobinki z olejkiem jojoba znakomicie wpływa na poprawę kondycji skóry, zmniejszając szorstkość i suchość naskórka. Ma dosyć treściwą konsystencję, która szybko się wchłania pozostawiające delikatną warstwę ochronną. Zapewnia błyskawiczne nawilżenie oraz wygładzenie, skóra jest niezwykle miękka i gładka. W beGlossy otrzymujemy miniaturę o pojemności 50 ml, która świetnie się sprawdzi w czasie wakacyjnych wyjazdów.

Żel antybakteryjny to kosmetyk, którego nie może zabraknąć w mojej torebce. Clean Hands (3,29 zł/30 ml) to produkt, który nie tylko zabija 99,9% bakterii, ale również zawiera kompleks nawilżający 24h. Wyróżnia go bardzo lekka konsystencja, która szybko się wchłania nie pozostawiając uczucia przesuszenia. Pachnie bardzo odświeżająco, lekko miętowo, dzięki czemu nie znudzi się nawet przy częstym stosowaniu.


Kompletną nowością są dla mnie apteczne kosmetyki marki Eubos. W lipcowym beGlossy mamy możliwość wypróbować próbki  kremu do rąk Sensitive Hand Repair  & Care (24,60 zł/70 ml) oraz balsamu do stóp Sensitive Foot Repair & Protect (29,98 zł/100 ml).  Krem do rąk przeznaczony jest do pielęgnacji każdego rodzaju skóry ze szczególnym uwzględnieniem  popękanej i suchej. Ma za zadanie przede wszystkim regenerować i chronić. Charakteryzuje go lekka, łatwo rozprowadzającą się konsystencją, która po wchłonięciu pozostawia nietłusty ochronny film. W jego składzie znajdziecie aktywną formułę z kompleksem z witamin i faktorem nawilżającym z wodą różaną (Hygroderm), prowitaminę B5, witaminę E i alantoinę. Działanie balsamu do stóp opiera się na glicerynie, moczniku (4%) i kwasie mlekowym, które zwiększają  poziom nawilżenia oraz elastyczność zapobiegając tym samym zrogowaceniom. Chroni, regeneruje i koi skórę. Ma bardzo zbliżoną konsystencję do kremu do rąk, bardzo łatwo się rozprowadza i dosyć szybko wchłania. Oba produkty pachną bardzo delikatnie i nienachalnie, w kremie do stóp wyczuwalna jest trawa cytrynowa.

Wisienką na torcie jest lakier do paznokci marki Catrice (10,49 zł/10 ml) w odcieniu 18 Bloody Mary To Go. Jest to przepiękna klasyczna czerwień, która będzie się świetnie prezentować na każdej karnacji i długości paznokci. Lakier został wyposażony w szeroki, zaokrąglony pędzelek, który ułatwia aplikację i umożliwia szybkie pomalowanie płytki bez zalewania skórek.


Dodatkowym prezentem, który znalazł się w 500 pudełkach jest mała niespodzianka od Indigo. W uroczej paczuszce znajdziecie próbki ich kremów do rąk i balsamów do ciała. Dzięki tej niespodziance macie okazję poznać ponad 10 różnych kompozycji zapachowych. 

Uważam, że w tym miesiącu ekipa beGlossy spisała się na 6. Zawartość pudełka jest bardzo zróżnicowana i każdy z produktów przypadł mi do gustu. Z takim zestawem jestem w pełni przygotowana na wakacje.

poniedziałek, 18 lipca 2016

Fenomenalny samoopalacz: Vita Liberata pHenomenal

Okres wakacyjny w pełni i niezależnie od tego czy właśnie wyruszamy na urlop czy spędzamy go w pracy, każda z nas chce się pochwalić zdrową, piękną opalenizną. Odrobina brązu dodaje nam pewności siebie, sprawia, że nogi wyglądają smuklej, a wszelkie niedoskonałości skóry są mniej widoczne. Jak najlepiej osiągnąć efekt skóry muśniętej słońcem? Oczywiście przy pomocy samoopalacza. Taka opalenizna jest zdrowa, szybka i trwała. Niestety wiele produktów dostępnych na rynku jest bardzo trudnych w aplikacji, smużą, robią plamy, a kolor, który oferują bywa daleki od naturalnego. Warto więc sięgnąć po sprawdzony kosmetyk, który każdorazowo oferuje fenomenalne efekty. Zapraszam na recenzję mojego odkrycia tego roku, czyli pianki samoopalającej pHenomenal marki Vita Liberata.


Sekretem pianki pHenomenal (175 zł/ 125 ml) jest wysoko zaawansowana technologia pHenO2, która oferuje długotrwałą, praktycznie bezzapachową opaleniznę i niezwykle prostą aplikację. Jej lekka konsystencja sprawia, że już w kilka chwil możemy równomiernie pokryć ciało unikając nieestetycznych smug i plam. Dla jak najprostszej aplikacji i zagwarantowania sobie świetnych rezultatów warto zaopatrzyć się w dedykowaną rękawicę Tanning Mitt (29 zł), która ułatwia dokładne roztarcie samoopalacza oraz chroni dłonie przed zafarbowaniem. Wykonana jest z bardzo miękkiej, wręcz jedwabistej gąbki, która z łatwością sunie po skórze skracając czas nakładania samoopalacza. Dla najlepszych efektów producent zaleca aplikowanie okrągłymi ruchami. Przy stosowaniu pHenomenal ważne jest również odpowiednie przygotowanie skóry. Po pierwsze należy zadbać, aby cały martwy naskórek był usunięty, systematyczne peelingowanie ciała jest obowiązkowe, a także, żeby była odpowiednio nawilżona. Sucha skóra mocniej wchłania produkt, więc wszystkie przesuszone obszary zostaną intensywniej zabarwione. Zabiegi te należy jednak wykonać przynajmniej dzień wcześniej, ponieważ pianki nie powinno się nakładać na świeżo nawilżoną skórę. 


Aby uzyskać optymalną trwałość producent zaleca spłukanie skóry po 3 do 24 godzin po pierwszej aplikacji i nałożenie ponownie produktu brązującego. W moim przypadku najlepiej sprawdza się zaaplikowanie warstwy pianki przed snem, spłukanie jej rano, a następnie powtórzenie całego zabiegu kolejnego wieczora. Dzięki szybkiemu wchłanianiu proces jest praktycznie bezproblemowy i już po kilku minutach możemy się ubrać. Dwukrotna aplikacja gwarantuje mi widoczną opaleniznę na 2-3 tygodnie, ale trwałość pianki jest uzależniona od indywidualnego pH skóry, więc u każdego może się utrzymywać przez inny okres czasu. Bezproblemowa aplikacja i dobra trwałość są ogromnymi zaletami pianki, jednak najważniejszy jest odpowiedni odcień. W przypadku pHenomenal jest idealny i fantastycznie imituje prawdziwą opaleniznę, nie jest ani za pomarańczowa, ani zbyt żółta, dzięki czemu wygląda naturalnie i zdrowo. Dostępne są dwa odcienie – medium i dark, więc posiadaczki zarówno jasnych, jak i ciemny karnacji znajdą idealny kolor dla siebie. Dodatkowo pianka ma bardzo delikatny zapach, który po kilku minutach od aplikacji jest praktycznie niewyczuwalny, dzięki czemu zaakceptują go nawet posiadaczki bardzo przewrażliwionych nosów. Na uwagę zasługuje również zawartość ekstraktów morskich i roślinnych w składzie, które mają zapewnić odżywienie. Faktycznie tuż po zastosowaniu samoopalacza skóra jest aksamitna w dotyku, delikatnie nawilżona i miękka. 



Vita Liberata pHenomenal to prawdziwe odkrycie lata! Nie spodziewałam się, że znajdę samoopalacz, który będzie bezproblemowy w aplikacji, trwały i co najważniejsze będzie świetnie imitował prawdziwą opaleniznę. Nie martwcie się, że przez swoją piankową formułę będzie niewydajny, używam go od kilku miesięcy i buteleczka cały czas jest praktycznie pełna. pHenomenal to jeden z tych produktów, w które latem zdecydowanie warto zainwestować. 

czwartek, 14 lipca 2016

Sposób na piękną cerę: olejek KORRES Wild Rose

W tym roku obchodzimy 20 rocznicę powstania pierwszego kosmetyku z cenionej na całym świecie linii Wild Rose marki Korres. Był nim krem Wild Rose – pierwszy naturalny kosmetyk, który zapewnia 24-godzinne nawilżenie oraz rozświetlenie. Potomek najbardziej popularnego, aptecznego eliksiru piękności George Korresa – olejku z dzikiej róży stosowanego na przebarwienia. Już w ciągu trzech lat staje się on bestsellerem w Grecji. Otwiera mu to drzwi na cały świat, dostępny jest w nowojorskim domu towarowym Henri Bendel, w Harvey Nichols w Londynie oraz Paryżu w Galleries Lafayette. Szybko okazuje się, że jest to najlepiej sprzedający się produkt marki KORRES w Europie i Ameryce. Z czasem linia na bazie olejku z dzikiej róży wzbogaca się o kolejne kosmetyki, które są przyjmowane z entuzjazmem przez klientki.

Z okazji 20-lecia marka KORRES powraca do korzeni i wprowadza ponownie bardziej zaawansowaną formułę swojego pierwszego, aptecznego eliksiru piękna – rozświetlającego i rozjaśniającego olejku do twarzy z wyciągiem z dzikiej róży. Olejek do twarzy z prawdziwymi płatkami róży (215 zł/30 ml) został wzmocniony stabilną pochodną witaminy C [Super C], co zwiększyło jej wchłanianie przez komórki o 1000%, gwarantując niewiarygodne rozświetlenie i wyrównanie kolorytu skóry.  Wyciąg z dzikiej róży zawiera 9 razy więcej witaminy C niż sok z pomarańczy, dzięki czemu olejek wygładza drobne zmarszczki, reguluje zaburzenia pigmentacji oraz poprawia ogólny wygląd skóry. Nowy olejek Wild Rose to potrójne działanie: rozjaśnienie, odżywienie oraz ochrona antyoksydacyjna. 


Skład olejku w 94,5% opiera się na naturalnych składnikach, nie znajdziecie w nim m.in. parabenów, olejów mineralnych, silikonów, PEG, oraz etanoloaminy. Za działanie rozjaśniające i rozświetlające odpowiedzialne są tytułowy olejek z dzikiej róży oraz pochodna witaminy C [Super C]. Olejek pozyskiwany jest z nasion owoców dzikiej róży. Jest on znany z wysokiej zawartości witaminy C, ale także jest bogatym źródłem kwasów tłuszczowych omega-3, 6 i 9 oraz witaminy A. Dzięki temu wygładza drobne zmarszczki, wyrównuje przebarwienia powstałe na skórze, pomaga w równomiernym rozkładzie melaniny, rozświetla, chroni przed wolnymi rodnikami, nawilża i działa kojąco. Tak jak wspominałam stabilna pochodna witaminy C [Super C] zwiększa jej absorpcję 10-krotnie, maksymalizując efekt rozświetlenia skóry. Intensywnie rozjaśnia skórę i poprawia jej koloryt poprzez regulowanie produkcji melaniny. Chroni również przed wolnymi rodnikami oraz uszkodzeniami wywołanymi promieniowaniem UV. Stymuluje syntezę kolagenu, spłyca drobne zmarszczki oraz zwiększa elastyczność skóry.  

Skład: Isoamyl Laurate, Caprylic/capric Triglyceride, , Prunus Armeniaca (apricot) Kernel Oil, Squalane, Helianthus Annuus (sunflower) Seed Oil, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Dimethyl Isosorbide, Rosa Canina Fruit Oil, Rosa Gallica Flower Powder, Alcohol Denat., Alpha-isomethyl Ionone, Aqua/water/eau, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Benzyl Salicylate, Bisabolol, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Eugenol, Geraniol, Glyceryl Caprylate, Hexyl Cinnamal, Hydroxyisohexyl 3-cyclohexene Carboxaldehyde, Parfum/fragrance, Physalis Angulata Extract, Tocopherol, Tocopheryl Acetate, Zingiber Officinale (ginger) Root Extract.


Działanie nawilżające zapewniają trzy oleje oraz prowitamina B5. Olej morelowy jest idealny dla skóry wrażliwej, zawiera witaminę A, C i E, które działają antyoksydacyjnie. Nawilża, zmiękcza i łagodzi podrażnioną cerę. Olej z nasion słonecznika jest bogaty w kwas tłuszczowy omega-3, dzięki czemu zapewnia ochronę przed wolnymi rodnikami, zmiękcza skórę oraz poprawia jej strukturę. Oliwa z oliwek posiada silne właściwości nawilżające oraz odżywcze o długotrwałym działaniu. Zawiera fitosterole, które pomagają odbudować warstwę lipidową. Prowitamina Β5 wykazuje silne działanie nawilżające, a także łagodzące. Do uzupełnienia składu nie mogło zabraknąć również antyoksydantów. Ekstrakt z physalis angulata zapewnia ochronę przed fotostarzeniem - zabezpiecza przed szkodliwym działaniem podczerwieni (IR) i promieniowania cieplnego, pobudza proces syntezy kolagenu przez co poprawia elastyczność skóry i zapobiega powstawaniu zmarszczek. Działa jak tarcza, ogranicza transepidermalną utratę wody i utrzymuje odpowiedni poziom nawilżenia skóry. Poprawia jej strukturę i koloryt oraz dodaje blasku. Bisabolol i wyciąg z imbiru koją skórę i zmniejszają rumień. Chronią przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych tj. zanieczyszczenia powietrza, zmiany temperatury i promieniowanie słoneczne.  

Formuła olejku jest niezwykle lekka, łatwo się wchłania i nie obciąża skóry. Dzięki niemal wodnistej konsystencji może być stosowany w dwojaki sposób. Świetnie się sprawdza solo, zaaplikowany w dosyć sporej ilości, a także w roli serum lub dodatku do ulubionego kremu – w tym przypadku wystarczą zaledwie 3-4 krople. Jedna i druga metoda świetnie się u mnie sprawdzają. Na co dzień wybieram wersję drugą i nakładam zaledwie odrobinę na skórę, a następnie aplikuję krem. Raz na jakiś czas w ramach dodatkowej kuracji stosuję większą ilość i pozostawiam ją do wchłonięcia, ta metoda świetnie się u mnie sprawdziła w bardzo ciepłe wieczory, gdy kremy okazywały się zbyt ciężkie. Olejek Wild Rose ma bardzo charakterystyczny zapach lekko cytrusowej róży. Jest on bardzo świeży, nienachalny i bardzo przypadł mi do gustu, mimo, że za zapachem róży nie przepadam. Na tle konkurencyjnych produktów olejek wyróżnia również dodatek suszonych płatków róży, które pięknie się prezentują w buteleczce.



Z działania olejku jestem bardzo zadowolona, faktycznie wywiązuje się on ze wszystkich obietnic producenta. Przede wszystkim świetnie nawilża i odżywia moją suchą cerę. Stosując go mogę bez najmniejszych problemów zrezygnować z dodatkowych kremów i serum. Skóra chłonie go niczym gąbka, dzięki czemu nie pozostawia uczucia oblepienia lub tłustości. Bardzo dobrze koi wszelkie zaczerwienia oraz uspakaja rozognione naczynka. Systematyczne stosowanie przynosi również poprawę struktury skóry, jest ona gładsza, jędrniejsza i a drobne zmarszczki ulegają spłyceniu. Cera jest niezwykle miękka w dotyku i wygląda młodziej. Największą zaletą olejku jest dla mnie jednak jego działanie rozjaśniające i rozświetlające. Już w przeciągu miesiąca zauważalne jest znaczne wyrównanie kolorytu cery, drobne plamki pigmentacyjne oraz pozostałości po wypryskach są widocznie rozjaśnione. Dodatkowo skóra prezentuje się niezwykle promiennie i zdrowo, jak po długich wakacjach. 

Olejek KORRES Wild Rose w krótkim czasie stał się moim ulubieńcem i z każdym kolejnym zastosowaniem coraz bardziej doceniam jego działanie. Jest to niezwykle uniwersalny kosmetyk, który świetnie się sprawdzi u większości kobiet. Oferuje odpowiednią dawkę nawilżenia, odżywienia, rozjaśnienia i rozświetlenia, co czyni go prawdziwą kosmetyczną perełką, którą zdecydowanie warto wypróbować. Wasza skóra Wam za to podziękuje. 

piątek, 8 lipca 2016

Bomba nawilżająca: OBAGI ELASTIderm Eye Treatment Cream

Krem pod oczy to dla mnie podstawa pielęgnacji cery. Skóra wokół oczu ze względu na swoją cienkość jest szczególnie narażona na przedwczesne starzenie i to właśnie w tej okolicy w pierwszej kolejności pojawiają się zmarszczki. Odpowiedni poziom nawilżania i odżywienia jest więc konieczny, aby jak najdłużej cieszyć się jej młodym wyglądem. Wśród bogatej oferty kosmetycznej czasami ciężko jest odnaleźć produkt, który w pełni spełni nasze oczekiwania i zaoferuje widoczne rezultaty. Z tym większą przyjemnością zapraszam na recenzję kremu ELASTIderm Eye Treatment Cream marki OBAGI, który należy do grona kosmetyków, które warto wypróbować. 


To już moje drugie spotkanie z amerykańską marką kosmeceutyków Obagi i zdecydowanie nie ostatnie (zachęcam do zapoznania się z recenzją ich świetnego kremu nawilżającego Obagi Hydrate™).  Założyciel marki – doktor Zein Obagi skupił się na produktach przeznaczonych do pielęgnacji twarzy, które mają przede wszystkich wyeliminować nadwrażliwość skóry, a także doprowadzić do poprawy jej jakości poprzez zwiększenie grubości i wytrzymałości, cofnięcie oznak starzenia, nadanie blasku i miękkości, a także wyrównanie kolorytu. Są to kosmetyki leczące, które mają za zadanie rozwiązywać takie problemy skórne jak: trądzik, uszkodzenia słoneczne, blizny czy nadmierna pigmentacja. Wykorzystywane są również do przygotowywania skóry do zabiegów z dziedziny medycyny estetycznej, a także do regeneracji po ich przeprowadzeniu. W związku ze swoim specjalistycznym przeznaczeniem są dostępne tylko w renomowanych gabinetach dermatologii i medycyny estetycznej.


Tworząc krem ELASTIderm Eye Treatment Cream (250 zł/ 15 ml) marka OBAGI miała na celu opracowanie formuły, która rozprawi się z dwoma najczęstszymi problemami skóry, czyli brakiem odpowiedniego nawilżenia oraz zmarszczkami. Jest on bezpieczny nawet dla bardzo wrażliwych cer i co najważniejsze skuteczny. Jego unikalne działanie oparte jest na mieszance 5 aktywnych składników. Pierwszy z nich to ekstrakt z korzenia lukrecji, czyli antyoksydant działający łagodząco, regenerująco i rozjaśniająco. Drugim jest wyciąg z alg o właściwościach nawilżających, jest bogaty w mikroelementy i witaminy E, C oraz ß-karoten, które działają antywolnorodnikowo, wzmacniają ściany naczyń krwionośnych oraz poprawiają koloryt. W kremie znalazł się również wyciąg z owoców borówki przyspieszający regenerację skóry, kwas malonowy o działaniu pobudzającym odnowę komórkową oraz witamina E nazywana „witaminą młodości”. 

Skład: Water, Ethylhexyl Palmitate, C13-15 Alkane, Glycerin, Glyceryl Stearate, Cyclopentasiloxane, C12-15 Alkyl Benzoate, PEG-100 Stearate, Diproprylene Glycol Dibenzoate, Propylene Glycol, Dimethicone, Stearyl Alcohol, PPG-15 Stearyl Ether Benzoate, Polyacrylamide, Cetyl Alcohol, Cetyl Dimethicone, C13-14 Isoparaffin, Xanthan Gum, Magnesium Aluminum Silicate, Laureth-7, Tocopheryl Acetate (Vitamin E Acetate), Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Algae Extract, Vaccinium Angustifolium (Blueberry) Fruit Extract, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Propylparaben, Isobutylparaben, HDI/Trimethylol Hexyllactone Crosspolymer, Sodium Hydroxide, Malonic Acid, Malachite, Zinc Carbonate, Silica, Talc, Alumina, Titanium Dioxide (CI 77891), Mica (CI 77019), Iron Oxides (CI 77491).


Dzięki swojej lekkiej konsystencji może być stosowany zarówno na dzień, jak i na noc. Dosyć szybko się wchłania pozostawiając ledwo wyczuwalną, ochronną warstwę, która zapewnia optymalną dawkę nawilżenia i ukojenia oraz niweluje niekomfortowe uczucie ściągnięcia. Już po pierwszym zastosowaniu widoczna jest poprawa nawilżania skóry - wygląda zdrowo, jest aksamitna w dotyku oraz ładniej prezentuje się na niej makijaż. Systematyczne stosownie przynosi poprawę jej jędrności oraz kolorytu. Problematyczne cienie są jaśniejsze, a cała okolica oczu wygląda promiennie. Dodatkowo spłyceniu ulegają drobne zmarszczki, dzięki czemu całe oko prezentuje się młodziej. Na ogromną pochwałę zasługuje również jego wydajność, która jest istotnym kryterium w przypadku drogich kosmetyków pielęgnacyjnych.

Marka OBAGI póki co mnie nie rozczarowuje i z ogromną przyjemnością mogę Wam polecić ich kolejny kosmetyk. Jeżeli szukacie odpowiedniej dawki nawilżenia oraz ujędrnienia jestem przekonana, że będziecie zadowolone z ELASTIderm Eye Treatment Cream. Listę wszystkich dystrybutorów kosmetyków marki OBAGI znajdziecie na ich stronie internetowej

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Minimal Makeup by ARTDECO, czyli hołd dla naturalnego piękna!

Minimalizm to chyba najbardziej popularny trend ostatnich kilku lat. Na dobre wkradł się w nasze życie i zrewolucjonizował podejście do ilości i jakości posiadanych przez nas rzeczy. Zawitał on również do naszych kosmetyczek, o czym dobrze wie marka ARTDECO. Koncept MINIMAL MAKE-UP czerpie ze źródła idei „SLOW LIFE”, która propaguje życie w świadomy sposób, docenianie prostych, zwykłych rzeczy, spędzanie czasu bliżej natury i rezygnację z tego co zbędne, narzucone przez współczesny świat. Warto pamiętać, że czasami mniej znaczy lepiej. Ich najnowsza propozycja, czyli innowacyjny podkład NUDE FOUNDATION oraz korektor LONG-WEAR CONCEALER WATERPROOF powstały z myślą o kobietach wymagających wysokiej jakości kosmetyków, ale jednocześnie niezwykle ceniących naturalne piękno. Minimalizm w makijażu charakteryzuje się eksponowaniem naturalnej, pięknej i pełnej blasku skóry. 


Zgodnie z przyświecającą kosmetykom idei ich opakowania są również minimalistyczne, bez zbędnych ozdób i gadżetów. Zachowują jednak klasę i najwyższą jakość. Buteleczka wykonana z matowego szkła wygląda elegancko, ale niestety sama pipeta dosyć skromnie dawkuje podkład. Napisy na opakowaniu korektora nie ścierają się, a całość świetnie prezentuje się w kosmetyczce. 


NUDE FOUNDATION (112 zł/20 ml) charakteryzuje się niezwykle lekką, wręcz musową konsystencją oraz delikatnie matującą formułą, która zapewnia naturalny efekt pięknej skóry. Dzięki zastosowaniu zmikronizowanych pigmentów podkład równomiernie rozprowadza się na skórze oraz jest niezwykle trwały. Najlepsze efekty zapewnia aplikacja gąbeczką Beauty Blender, która umożliwia mu wręcz idealne stopienie się z cerą, ale możecie również bez problemu nałożyć go dłońmi. Nie smuży oraz nie powoduje powstawania plam. Z łatwością można także stopniować jego krycie poprzez nałożenie kolejnych warstw, które świetnie się ze sobą łączą bez tworzenia maski, podkreślania nierówności struktury skóry tj. rozszerzone pory, krostki czy suche skórki. Za efekt matujący odpowiadają specjalne pudry sferyczne o dodatkowym działaniu zmniejszającym widoczność drobnych zmarszczek i dającym efekt wygładzenia. Dzięki swojej lekkości i bardzo dobrej trwałości jest to świetny podkład na gorące dni. Nude Foundation jest dostępny w 5 odcieniach: 65 Ivory Chiffon, 70 Vanilla Chiffon, 75 Natural Chiffon, 80 Honey Chiffon oraz 85 Beige Chiffon.


LONG-WEAR CONCEALER WATERPROOF (63 zł/7 ml) to kolejna świetna propozycja ARTDECO. Ma bardzo lekką, kremową konsystencję, która świetnie się stapia z skórą i jako jeden z nielicznych nie podkreśla drobnych zmarszczek pod oczami. Charakteryzuje się bardzo dobrą pigmentacją, dzięki czemu może być z powodzeniem stosowany zarówno pod oczy, jak i do zakrycia drobnych niedoskonałości, plam pigmentacyjnych czy zaognionych naczynek. Dzięki zastosowaniu pigmentów rozpraszających światło sprawia, że skóra wygląda zdrowo i promiennie. Mimo swojej wodoodporności nie wysusza delikatnej skóry pod oczami, nie tworzy efektu nieestetycznej maski i grudek. Dostępny w 3 odcieniach: 14 Soft Ivory, 18 Soft Peach oraz 22 Soft Olive. Na zdjęciach możecie zobaczyć odcień Soft Peach, który dzięki swoim brzoskwiniowym tonom fenomenalnie przykrywa cienie pod oczami. 

Swatche od lewej: Nude Foundation 80 Honey Chiffon, Long-Wear Concealer Waterproof 18 Soft Peach

Jestem pod ogromnym wrażeniem tego duetu. Zarówno podkład NUDE FOUNDATION, jak i korektor LONG-WEAR CONCEALER WATERPROOF sprawdziły się u mnie wyśmienicie i nie jestem w stanie wskazać  żadnych ich wad. Świetne konsystencje i formuły są w stanie zapewnić naszej skórze niezwykle naturalny efekt zdrowej, pięknej i lekko zmatowionej skóry. Co ważniejsze są bardzo trwałe, dzięki czemu fenomenalnie się sprawdzą w ciepłe, letnie dni.


czwartek, 23 czerwca 2016

Nowe tusze Revlon – znajdź swój ideał!

Na początku roku marka Revlon stworzyła pełną gamę tuszów do rzęs wychodzących naprzeciw indywidualnym potrzebom każdej z kobiet. W czasie projektowania tej serii nacisk został postawiony na czytelny przekaz, każdy z tuszów ma prostą, przejrzystą nazwę, która wprost informuje o jego właściwościach. Bez dłuższego zastanawiania i czytania haseł reklamowych możemy wybrać wersję odpowiednia dla nas. Niezależnie czy preferujemy wydłużenie, pogrubienie czy efekt sztucznych rzęs znajdziemy idealny produkt. W ofercie znalazło się 5 wersji: ULTIMATE ALL-IN-ONE, ULTRA VOLUME, SUPER LENGTH, VOLUME+LENGTH MAGNIFIED oraz DRAMATIC DEFINITION.


Bardzo mi odpowiada design opakowań, czarny mat połączony z kolorowymi skuwkami przyciąga wzrok i ułatwia rozróżnienie ich od produktów konkurencyjnych. Wyglądają stylowo, a dzięki zastosowaniu intensywnych odcieni łatwo jest zapamiętać ulubioną wersję. Na pochwałę zasługuje również dodatkowe zabezpieczenie w postaci folii, mamy pewność, że nikt nie otworzył tuszu w drogerii i otrzymujemy świeży, pełnowartościowy produkt.   


Tak jak wspominałam we wstępie gama nowych tuszów składa się z 5 wersji, a ja dzisiaj chciałam Wam przedstawić trzy z nich. VOLUME+LENGTH MAGNIFIED to maksymalnie pogrubione i wydłużone rzęsy, które przyciągają spojrzenia! Tą wersję charakteryzują szczoteczka o kwadratowym przekroju Magnifying Lash Brush™ oraz formuła wzbogacona o czarne, lśniące włóka, które zwiększają grubość i długość rzęs. Jest ona dostępna w dwóch odcieniach: Blackest Black oraz Blackened Brown. Ta wersja ma najmniejszą szczoteczkę, która jest najłatwiejsza w obsłudze, bez problemu możemy pomalować najmniejsze rzęsy w wewnętrznych kącikach bez ubrudzenia powiek. Sama formuła jest kremowa, niezbyt mokra i z łatwością rozprowadza się na rzęsach oferując już przy pierwszej warstwie wyrazisty efekt wydłużenia i pogrubienia rzęs. Nie skleja włosków, dzięki czemu można nałożyć kolejną warstwę w celu zintensyfikowania efektu.


SUPER LENGTH to niezwykle długie rzęsy, w których zakochasz się od pierwszego spojrzenia! Stożkowa szczoteczka Lash Stretch Brush™ dociera do nawet najmniejszych włosków maksymalnie je wydłużając. Formuła zawiera wydłużające włókna, które łatwo rozprowadzają się na rzęsach oraz pięknie je rozdzielają. SUPER LENGTH jest dostępna tylko w odcieniu Blackest Black, ale jako jedyna ma również swój odpowiednik w wersji wodoodpornej. Ta wersja ma zdecydowanie największą szczoteczkę, ale wbrew pozorom całkiem łatwo maluje się nią rzęsy i faktycznie bez większych problemów możemy dotrzeć do wewnętrznych kącików. Jej konsystencja jest bardzo podoba do poprzedniczki, ale wyróżniają ją kilkumilimetrowe włókna, które nie tylko wydłużają rzęsy, ale również je pogrubiają. Jest to idealny tusz na co dzień, łatwo się aplikuje i już pierwsza warstwa zapewnia wyrazisty efekt. 


ULTRA VOLUME to rzęsy pogrubione jak nigdy wcześniej! Szczoteczka Lash Plumping Brush™ o przekroju trójkąta maksymalnie pogrubia i precyzyjnie rozdziela rzęsy. Dzięki zastosowaniu dwóch długości włosków ułożonych w trzech sekcjach pozwala nałożyć obfitą warstwę tuszu oraz precyzyjnie przeczesać każdą rzęsę z osobna. Dostępne są odcienie Blackest Black oraz Blackened Brown. ULTRA VOLUME to zdecydowanie najbardziej pogrubiający tusz z całej trójki, który bez nadmiernego sklejania włosków zapewnia efekt gęstszych rzęs. Średniego rozmiaru szczoteczka z dwoma długościami włosków jest łatwa w obsłudze i faktycznie umożliwia dokładne pokrycie mascarą wszystkich rzęs. Nie mam również najmniejszych zastrzeżeń do konsystencji tuszu, nie jest ani  za suchy ani zbyt kremowy, a także nie rozmazuje się w czasie malowania. 


Muszę wspomnieć również o kilku wspólnych cechach dla wszystkich wersji. Przede wszystkim nie osypują się oraz nie rozmazują nawet w czasie gorących dni. Dodatkowo łatwo zmywają się przy pomocy płynów micelarnych lub dwufazowych, dzięki czemu przy ich zmywaniu nie ucierpią rzęsy. Każda z wersji oferuje zbliżone podkręcenie rzęs, są wyraźnie uniesione i utrzymują się w takim stanie przez większość dnia.  Ostatnią wspólną ich cechami są cena i pojemność, za każdy z nich zapłacicie 49,90 zł za 8,5 ml.

Nowa kolekcja tuszów Revlon zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Zaoferowała moim lichym rzęsom odpowiednie pogrubienie i wydłużenie bez nadmiernego sklejania ich. Niezwykle ważną cechą, w szczególności w czasie nadchodzących ciepłych dni, jest ich trwałość, nie musicie się obawiać o osypywanie lub rozmazywanie. Zachęcam do przyjrzenia się ich nietypowym szczoteczkom, które wyróżniają się na tle konkurencyjnych produktów. 

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Czerwcowy beGlossy: Skin Factory

Lato to okres wzmożonego dbania o nasze ciało. Każda z nas chce się prezentować jak najlepiej w czasie urlopu i nawet bez makijażu wyglądać rewelacyjnie. Ekipa beGlossy doskonale o tym wie i w tym miesiącu postanowiła skupić się właśnie na skórze, tworząc pudełko Skin Factory, w którym znajdziemy zestaw kosmetyków mających za zadanie zapewnić nam dawkę nawilżenia, odżywienia i rozświetlenia.


Produktem, który po otwarciu pudełka zwrócił jako pierwszy moją uwagę jest Quick Treat, czyli nakładka na palec stworzona z myślą o szybkich poprawkach makijażu w ciągu dnia. Jest to najmniejsza wersja popularnej rękawicy Glov, która dzięki zastosowaniu niezwykle delikatnych, hipoalergicznych włókien usuwa cały makijaż twarzy bez użycia dodatkowych żelów myjących. Wystarczy zmoczyć ją w wodzie, wycisnąć nadmiar, a następnie delikatnymi ruchami zmyć makijaż, nagromadzone sebum i zanieczyszczenia. Dzięki elektrostatycznym właściwościom działa jak magnez. Rękawicę można używać przez trzy miesiące, po każdorazowym użyciu należy umyć ją mydłem i pozostawić do wyschnięcia. Może być stosowana nawet na bardzo wrażliwej skórze.

Kolejnym kosmetykiem jest maseczka z kompleksem ceramidowym przeciw łamaniu się włosów marki Syoss. Jej podstawowym zadaniem jest odbudowanie włosa na poziomie komórkowym, dzięki czemu staje się on mocniejszy i mniej łamliwy. Maseczka ma bardzo przyjemny zapach i kremową konsystencję, która dobrze rozprowadza się na włosach i nie spływa z nich. Producent zaleca pozostawienie jej na 5 minut i faktycznie już po tak krótkim czasie widoczne są świetne efekty. Włosy są bardzo miękkie i aksamitne w dotyku, są wyraźnie wygładzone, a rozdwojone końcówki mniej rzucają się w oczy. Dodatkowo maska bardzo ładnie nabłyszcza włosy i ułatwia ich rozczesywanie. Po dwóch użyciach ubytek jest praktycznie niewidoczny, więc można uznać ją również za wydajny kosmetyk. W ramach linii Ceramide Complex dostępne są również szampon i odżywka.


W pudełku znalazły się również dwie ampułki marki Yasumi, która swoją popularność zdobyła dzięki niezwykle rozbudowanej sieci profesjonalnych gabinetów kosmetycznych. W beGlossy mamy możliwość wypróbowania ampułki Caviar & Gold o pojemności 3 ml, która dzięki swojemu bogatemu składowi nawilża oraz regeneruje skórę, a także wspomaga procesy naprawcze w komórkach skóry. Zawarte w ampułce złoto redukuje zmarszczki i zapobiega powstawaniu nowych. Kawior bogaty w białka, fosfolipidy, witaminy A i E oraz fosfor, magnez i cynk sprzyja regeneracji, odbudowuje barierę ochronną i przeciwdziała procesom starzenia. Eye Pouch (również 3 ml) to ampułka o działaniu redukującym obrzęki i cienie pod oczami. Przywraca skórze zdrowy koloryt, elastyczność i jędrność. Jej skład bazuje na tetrapeptydzie o właściwościach przeciwobrzękowych - Acetyl tetrapeptide-5 (Eyeseryl®), drenującym czarnym bzie bogatym w aminokwasy i witaminę C,  a także wzmacniającej naczynia krwionośne eskulinie oraz miłorzębie japońskim o działaniu uelastyczniającym i rozjaśniającym. Obydwie ampułki należy stosować na oczyszczoną cerę, a następnie zaaplikować krem.

Ostatnim kosmetykiem przeznaczonym do pielęgnacji cery jest rozświetlający krem na dzień SPF 15 PerkyPearl marki Synchroline. Jest to krem dla cery suchej i normalnej o działaniu rozświetlającym oraz nawilżającym. Zwarta w nim witamina C zmniejsza przebarwienia oraz wyrównuje kolory skóry, a także pobudza syntezę kolagenu i elastyny. Aminokwasy odbudowują bariery ochronne zwiększając odporność na działanie czynników zewnętrznych, dziewanna drobnokwiatowa nawilża oraz pobudza procesy regeneracyjne. Za tytułowe rozświetlenie cery odpowiedzialny jest ekstrakt z Persicaria. PerkyPearl ma konsystencję średnio gęstego kremu o lekkim, nienachalnym zapachu. Dosyć szybko się wchłania pozostawiając lekką warstwę ochronną.


Na deser zostawiłam jedyny kosmetyk kolorowy, czyli nowość marki Pixie Cosmetics. Jest to róż mineralny My Secret Mineral Rouge Powder, który jest dostępny w aż 20 odcieniach. Już przy pierwszej aplikacji uwagę zwraca jego niezwykle aksamitna konsystencja, w dotyku przypomina kremowe produkty. Jest niesamowicie drobno zmielony i bardzo mocno napigmentowany, więc w trakcie aplikacji należy zachować umiar. W przypadku ciemnych, intensywnych odcieni wystarczy zaledwie odrobinka. Nie mam najmniejszych zarzutów do trwałości różu, a także samej aplikacji. Nakładany syntetycznym pędzlem do różu Real Techniques łatwo się blenduje i nie robi nieestetycznych plam na policzkach. Na zdjęciu możecie zobaczyć odcień Mist Rust, czyli intensywny brąz z rudymi tonami. Do 30 czerwca przy zakupie dwóch róży trzeci otrzymasz gratis!



Dajcie znać w komentarzach jakie wrażenie zrobiło na Was czerwcowe pudełko!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...