środa, 24 sierpnia 2016

Clarena Naturalis: Siberian Berry Cream i Himalayan Neem Cream

Marka Clarena już od 17 lat dba o urodę Polek, a jej oferta z każdym rokiem rozszerza się o nowe produkty, które swoimi innowacyjnymi formułami podbijają serce klientek. W sierpniu jesteśmy świadkami narodzin nowej marki Clarena Naturalis, w asortymencie której znajdziemy kosmetyki posiadające 100% wegański, naturalny skład oraz udowodnione, dobroczynne działanie. Są one produkowane i wysyłane wyłącznie na zamówienie klienta, nie są magazynowane, a ich bogata, roślinna receptura jest pozbawiona sztucznych barwników, zapachów, konserwantów oraz silikonów i parabenów. Są to produkty wyjątkowe, tworzone ręcznie przez wykwalifikowanych technologów, a ich receptura jest w pełni stabilna i oczywiście nie testowana na zwierzętach. Jest to prawdziwa gratka dla miłośników naturalnych kosmetyków.


W ofercie Clarena Naturalis aktualnie dostępne są dwa kremy, które są dostępne w pojemności 15 ml (55 zł) – idealnej na podróż lub na przetestowanie nowości, a także standardowej, czyli 50 ml (149 zł). Można je zamawiać na stronie internetowej producenta, gdzie na bieżąco jesteśmy informowani o terminie kręcenia nowej partii kremu. Każdy z nich ma 40-dniowy termin przydatności wynikający z braku konserwantów i zalecane jest przechowywanie go w lodówce. Znajdują się w przepięknych szklanych słoiczkach, które po zużyciu możemy zwrócić, za co otrzymamy rabat w wysokości 20%. Wewnątrz biodegradowalnego kartonika otrzymujemy również informację o ważności kremu, a także własnoręczny podpis kontrolera jakości i technologa.


Siberian Berry Cream to wegański naturalny krem z rokitnikiem dla skóry wrażliwej oraz naczyniowej. Olej pozyskiwany z owoców rokitnika niweluje zaczerwienia i stan zapalny skóry. Dodatkowo, dzięki wysokiej zawartości karotenoidów, witaminy E i polifenoli, działa antyoksydacyjnie i przeciwstarzeniowo. Rokitnik opóźnia procesy starzenia tkanek, zwiększa syntezę kolagenu i wspomaga tworzenie się nowych naczyń krwionośnych. Działa przeciwzapalnie na skórę. Chroni błony komórkowe i wzmacnia regenerację komórek. Pełni również rolę naturalnego blokera promieni UVA i UVB. Dodatkowo w kremie znajdziemy ekstrakty roślinne - z lawendy, zielonej herbaty, jaśminu, rozmarynu, cyprysu, kolendry, róży, wanilii, brzoskwini oraz z alg, które działają odżywczo i antyseptycznie, spowalniają procesy starzenia oraz zwiększają odporność skóry na niekorzystne czynniki zewnętrzne. 

Skład: Aqua, Glycerin, Propanediol, Cetearyl Alcohol, Bisabolol, Butyrospermum Parkii Butter, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Hippophae Rhamnoides, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Shea Butter Ethyl Esters, Squalane, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Avena Sativa (Oat) Meal Extract, Rosa Damascena Flower Water, Caprylic/Capric Triglyceride, Laminaria Ochroleuca Extract, Glycine Soja Oil, Lavandula Angustifolia Flower/Leaf/Stem Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Prunus Persica Fruit Extract, Vanilla Planifolia Fruit Extract, Jasminum Officinale Flower/Leaf/Extract, Plumeria Rubra Flower Extract, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Cupressus Sempervirens Leaf/Stem Extract, Coriandrum Sativum Fruit/Leaf Extract, Citrus Aurantium Bergamia Fruit Extract, Rose Extract, Fucus Vesiculosus Extract.

Formuła Siberian Berry Cream jest niezwykle lekka, dzięki czemu już w kilka chwil wchłania się do matu, nie pozostawiając na skórze wyczuwalnego filmu. Ma zapach charakterystyczny dla rokitnika, który kojarzy mi się ze świeżością i ziołami. Jego działanie nawilżające jest dla mojej bardzo suchej skóry idealne na dzień, świetnie przygotowuje ją pod makijaż oraz przedłuża jego trwałość. No noc jest dla mnie odrobinę za lekki, więc stosuję go w połączeniu z serum. W duecie radzą sobie wyśmienicie, zapewniając skórze komfort, odżywienie i regenerację. Jestem bardzo zadowolona z działania łagodzącego kremu, świetnie koi naczynka oraz niweluje zaczerwienienia. Mimo bardzo bogatego składu roślinnego nie wywołał u mnie najmniejszych podrażnień lub uczuleń. 


Himalayan Neem Cream to wegański krem naturalny z olejem Neem, bogaty w witaminy, niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe oraz karotenoidy. Zawarty w kremie olejek z miodli indyjskiej (Neem), działa antybakteryjnie, przeciwtrądzikowo, przyspiesza regenerację naskórka oraz zmniejsza widoczność blizn potrądzikowych. Dodatkowo reguluje prawidłowe złuszczanie naskórka oraz pracę gruczołów łojowych. Krem wzbogacony został również w oczyszczony ekstrakt z organicznych liści róży, który działa ochronnie. Olej Moringa i witamina E neutralizują działanie wolnych rodników. Himalayan Neem Cream nie zatyka ujść gruczołów łojowych. Polecany szczególnie dla cery mieszanej, tłustej i trądzikowej.

Skład: Aqua, Glycerin, Propanediol, Cetearyl Alcohol, Melia Azadirachta Seed Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Zea Mays Oil, Sesamum Indicum Seed Oil, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Shea Butter Ethyl Esters, Squalane, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Butyrospermum Parkii Butter, Moringa Oil / Hydrogenated Moringa Oil Esters, Tocopherol, Rhododendron Ferrugineum Extract, Avena Sativa (Oat) Meal Extract, Mentha Piperita Oil, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate

Konsystencja kremu Himalayan Neem Cream jest odrobinę bardziej treściwa, ale nadal błyskawicznie się wchłania pozostawiając ledwo wyczuwalny, nietłusty film ochronny. Pachnie przepiękną, orzeźwiającą miętą, a swój zapach, zawdzięcza aromatycznemu olejowi z mięty pieprzowej. Przez ostatnie 40 dni stosowałam go wyłącznie na strefę T, która w okresie letnim ma skłonności do lekkiego zapychania się i muszę przyznać, że efekty mnie oczarowały. Wszelkie grudki i nierówności skóry zostały w pełni zniwelowane, podobnie jak drobne zaczerwienienia i blizny po zagojonych wypryskach. Dodatkowo zostały zwężone i oczyszczone pory w okolicy nosa. Dawno moja cera nie prezentowała się tak dobrze. W porównaniu do wielu drogeryjnych kosmetyków przeciwtrądzikowych jego ogromną zaletą jest również brak przesuszania cery, a wręcz nawilżanie jej. Jego bogaty skład zapewnia odpowiednią dawkę nawilżenia, odżywienia i natłuszczenia bez obciążania skóry.


Clarena Naturalis to genialny wybór nie tylko dla miłośniczek naturalnych kosmetyków, ale także dla wszystkich kobiet, które od dawna miały ochotę wypróbować wegańskie produkty, ale nie wiedziały od czego zacząć. Zarówno strona wizualna, bogate składy, jak i działanie są świetne i jestem przekonana, że przypadną Wam do gustu. Ten duet sprawił, że moja skóra była odpowiednio nawilżona, odżywiona, wolna od zmian trądzikowych, a naczynka uspokojone. Zapewne wiele z Was będzie się zastanawiać czy w ciągu 40 dni można zużyć 50 ml słoiczek kremu. Przy stosowaniu go zarówno na twarz, jak i na szyję i na dekolt dwa razy dziennie, bez większych problemów zużyjecie kosmetyk do ostatniej kropli. Jeżeli macie jednak wątpliwości możecie kupić krem na spółkę z siostrą, mamą lub koleżanką. 

piątek, 19 sierpnia 2016

BeGlossy: na szpilkach

Zabiegane, niewyspane i przemęczone licznymi obowiązkami zapominamy o dbaniu o siebie oraz podkreślaniu naszej kobiecości. Większość z nas dawno nie miała na nogach szpilek, a domowe spa robiła pół roku temu. Jeżeli znacie to z autopsji to koniecznie musicie się zaopatrzyć w sierpniowe pudełko beGlossy. W tym miesiącu znajdziecie w nim zestaw niezbędników potrzebnych do kompleksowego zadbanie o Wasze ciało oraz włosy. 


Nawilżający olejek do ciała Power Fruit  marki Evree (29,99 zł/100 ml) to kosmetyk, który przykuwa uwagę po otwarciu pudełka. Nie jest to standardowy olejek, których w drogeriach znajdziecie bez liku. Jest to produkt dwufazowy, który przed każdorazowym użyciem należy wstrząsnąć. Pierwsza faza to kwas hialuronowy, który znany jest ze swoich właściwości nawilżających. Druga składa się z mieszanki olejków: malinowego, jojoba, avocado, winogronowego i sezamowego. Taki zestaw zapewnia skórze intensywne nawilżenie, rewitalizacje oraz odżywienie. Dodatkowo łagodzi, odpręża, a także nadaje sprężystości i gładkości. Dzięki swojej unikatowej formule jest lekki i szybko się wchłania. Czego można chcieć więcej?

Produktem przedpremierowym, który w drogeriach Rossmann będzie dostępny dopiero we wrześniu jest szampon ESSENCE ULTIME CAVIAR+ HAIR RENEW  marki Schwarzkopf (22,99 zł/250 ml). Zawiera on ekstrakt z kawioru i esencję perły, dzięki którym odbudowuje komórki włosa i przywraca im 5 zalet młodych włosów: siłę, elastyczność, sprężystość, giętkość i zdrowy połysk. Systematyczne stosowanie zapewnia nam efekt zregenerowanych i odbudowanych włosów. Produkt powstał przy wyjątkowej współpracy z supermodelką Claudią Schiffer. W nowej gamie Essence Ultime dostępnych będzie 5 serii, a dzięki kodowi rabatowemu dostępnemu w pudełku, będziecie mogli je kupić o 30% taniej.


Nasze dłonie są codziennie narażone na przesuszenia, a nierzadko kremy nie radzą sobie z przywróceniem im odpowiedniego poziomu nawilżenia. W takich sytuacjach idealnie sprawdzi się maska do rąk z ekstraktem z płatków owsianych marki PUREDERM (14,99 zł/1 para) o działaniu nawilżającym. Maska ma postać rękawiczek, które nakładamy na czyste dłonie na 20-30 minut. Po tym czasie możemy się cieszyć intensywnie zregenerowaną oraz nawilżoną skórą. Dłonie są gładkie i odzyskują naturalny, zdrowy koloryt. Za jej działanie odpowiadają ekstrakt z masła shea, miód oraz naturalne antyoksydanty.



Wakacyjne wyjazdy nad morze, gdzie skóra naszych stóp narażona jest na działanie słonej wody i szorstkiego piasku często skutkują przesuszeniami i zrogowaceniami. Sól do kąpieli stóp z minerałami z Morza Martwego marki SHEFOOT (4,95 zł/ 65g) skutecznie zmiękcza naskórek już po kilkuminutowej kąpieli, pomagając usunąć stwardniałą skórę. Kąpiel z dodatkiem soli odpręża oraz przywraca skórze równowagę. Minerały z morza martwego mają właściwości odświeżające i deodorujące, dzięki czemu sól stosowana regularnie pomaga utrzymać skórę stóp w dobrej kondycji i eliminować nieświeży zapach. Produkt został również wzbogacony o roślinne ekstrakty: wyciąg z nagietka lekarskiego, wyciąg ze skrzypu polnego, wyciąg z szyszek chmielu, ekstrakt z liści rozmarynu.

PODOSHOP ULGA (14,95 zł/1 para) to zestaw zapiętek silikonowych znacząco poprawiają komfort użytkowania obuwia na obcasie, szczególnie eliminując obtarcia na piętach. Jest to produkt obowiązkowy dla każdej z Was, która ma w domu przepiękną, lecz niewygodną parę szpilek. Zapiętki są samoprzylepne i antypoślizgowe, dzięki czemu z łatwością można je umocować w bucie i  bez obaw przetańczyć cały wieczór.  Dodatkowo w pudełku znajdziecie kupon -50% do wykorzystania w sklepie PODOSHOP.


Sierpniowe pudełko beGlossy to zestaw 5 pełnowartościowych kosmetyków, które przydadzą się większości kobiet. Każdy z nich z przyjemnością wypróbuję i mam nadzieję, że odkryję wśród nich nie jednego ulubieńca. Jedyne czego mi zabrakło w beGlossy na szpilkach to dobrego kremu do stóp, który świetnie uzupełniłby ten zestaw. 

wtorek, 16 sierpnia 2016

Mat i ochrona, czyli Obagi Sun Shield Broad Spectrum SPF50

Pewnie każda z Was pamięta filtry przeciwsłoneczne, które bieliły skórę, pozostawiały tłustą, oblepiającą, błyszczącą warstwę, a dodatkowo nierzadko powodowały pojawianie się wyprysków. Na szczęście czasy, gdy codzienne stosowanie ochrony przeciwsłonecznej było przykrym obowiązkiem są już dawno za nami, a na rynku dostępnych jest wiele świetnych propozycji, które zachwycają swoim działaniem. Moim tegorocznym letnim ulubieńcem, który spełnił wszystkie wymagania i postawił wysoko poprzeczkę konkurencji jest tytułowy filtr Obagi Sun Shield Broad Spectrum SPF50.


Krem Obagi Sun Shield Matte Broad Spectrum SPF 50 (126 zł/85 g) to preparat przeznaczony do ochrony przed szkodliwymi promieniami UVA i UVB. Dzięki unikalnemu połączeniu składników organicznych (substancje absorbujące promieniowanie UV i rozpraszające je) oraz nieorganicznych (barwniki mineralne, które odbijają promieniowanie UV), produkt ten jest niezastąpiony w ochronie przeciwsłonecznej. Za jego skuteczność odpowiedzialne są Octinoxate w stężeniu 7,5% oraz mikronizowany tlenek cynku - 10,5%. Produkt ten nie zawiera tłuszczów, kwasu p-aminobenzoesowego i zapachu, dzięki czemu może być stosowany do wszystkich rodzajów cery, nawet szczególnie wrażliwej.

Składniki aktywne: Octinoxate 7.5%, Zinc Oxide 10.5%.
Pozostałe składniki: Water, Cyclopentasiloxane, PEG-10 Dimethicone, Pentaylene Glycol, Stearyl Alcohol, Phenyl Trimethicone, PEG-40 Stearate, Hydroxyethyl Acrylate/sodium Acryloydimethyl Taurate Copolymer, Soidum Dihydroxycetyl Phosphate, Citric Acid, Squalane, Ceteareth-20, Polysilicone-11, Dimethicone, Crosspolymer-3, Sorbitan Ester, Xanthan Gum, 1,2-hexanediol, Benzoate, Polysorbate 60, Tetrahexyldecyl Ascorbate, Disodium EDTA, Methylisothiazolinone, Hydrogenated Palm Glycerides, Ubiquinone, Tropolone.


Sun Shield Matte Broad Spectrum SPF 50 wyróżnia bardzo lekka, łatwo wchłaniająca się konsystencja, która zapewnia matowe wykończenie bez uczucia tłustości i oblepienia. Nie roluje się, nie bieli i nie smuży, a także świetnie współpracuje z różnorakimi podkładami, korektorami i pudrami bez uszczerbku na ich trwałości Dla optymalnej ochrony należy go zaaplikować najpóźniej 15 minut przed wyjściem na słońce i w przypadku intensywnych kąpieli słonecznych należy nakładać preparat co najmniej co 2 godziny. Sun Shield Matte Broad Spectrum SPF 50 nie wykazuje działania komedogennego, co jest szczególnie istotne w przypadku posiadaczek cery trądzikowej, skłonnej do wyprysków. Jego działanie ochronne jest świetne. Zabezpiecza skórę przed promieniowaniem, chroniąc ją przed poparzeniami, a także przebarwieniami. Sprawdza się fenomenalnie również na bardzo jasnych karnacji, skłonnych do uczuleń, które są szczególnie narażone na oparzenia i zaczerwienienia. Dodatkowo oferuje sporą dawkę nawilżenia, dzięki czemu nawet po długiej ekspozycji na działanie promieni słonecznych cera nie jest ściągnięta lub przesuszona. Zapewnia jej niesamowity komfort i jest idealny zarówno na co dzień, jak i na letnie wypady na łono natury, gdy nasza skóra jest narażona przez długie godziny na eskpozycję słoneczną. 


Sun Shield Matte Broad Spectrum SPF 50 to filtr przeciwsłoneczny bez wad. Chroni, matuje, nawilża, a dzięki lekkiej konsystencji jego aplikacja jest czystą przyjemnością. Jest to kosmetyk, który niezależnie od pory roku i pogody powinien się znaleźć w Waszych kosmetyczkach. Jeżeli zaciekawiła Was marka Obagi i macie ochotę poznać odrobinę jej historii, filozofii oraz resztę asortymentu to zapraszam do przeczytania recenzji świetnego kremu pod oczy ELASTIderm Eye Treatment Cream, a także kremu nawilżającego Hydrate™. Całą ofertę producenta, a także listę dystrybutorów znajdziecie tutaj.

piątek, 5 sierpnia 2016

5 kosmetyków poniżej 35 zł, które warto kupić vol.3

Zapraszam do trzeciej odsłony serii „5 kosmetyków poniżej 35 zł, które warto kupić”. Tym razem skupiłam się przede wszystkim na kosmetykach kolorowych, ale dla miłośniczek pielęgnacji też znajdzie się coś ciekawego. W lipcowym zestawieniu znalazły się produkty, które są od dłuższego czasu należą do grona moich ulubieńców i po które sięgam praktycznie każdego dnia. Moim zdaniem powinny się one znaleźć w każdej kosmetyczce. 


Rozpocznę od kosmetyku, o którym słyszała prawdopodobnie każda z Was czyli od genialnego rozświetlacza Face Illuminator Powder marki My Secret (14,99 zł/). Jest to jeden z tych kosmetyków, które z powodzeniem mogą konkurować z kilkakrotnie droższymi odpowiednikami. Występuje on w jednym odcieniu Princess Dream, czyli bardzo uniwersalnym złoto-szampańskim odcieniu. Jest to produkt wypiekany, dzięki czemu jest niewiarygodnie wydajny, a także ma przepiękne wykończenie, które zapewnia efekt tafli bez nachalnych drobinek. Ma on niezwykle aksamitną konsystencję i świetną pigmentację. Już odrobina wystarczy do zapewnienia wyrazistego efektu rozświetlenia. Face Illuminator Powder rewelacyjnie sprawdza się również w roli cienia do powiek, na bazie trzyma się przez cały dzień bez rolowania i blaknięcia.

Nie ukrywam, że kosmetyki Bell nie kojarzą mi się z dobrą jakością i niewiele się po nich spodziewałam. Matowe szminki w płynie z kolekcji Moroccan Dream wbrew moim obawom bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły i od kilku tygodni regularnie po nie sięgam. Z droższym szminkami mogą konkurować nie tylko ceną (8,99 zł/), ale również bardzo ładnym opakowaniem, a co najważniejsze jakością. Mają bardzo kremową konsystencję (odrobinę gęstszą od Golden Rose) oraz świetną pigmentację. Gąbeczkowy aplikator zapewnia bezproblemową aplikację, z łatwością można nim wyrysować precyzyjny kontur ust. Już pierwsza warstwa zapewnia idealne krycie, bez smużenia i zbijania się w grudki. Dosyć szybko zastygają nie pozostawiając uczucia ściągnięcia czy wysuszenia. Są bardzo komfortowe do noszenia, nie obciążają ust,  ale minimalnie się kleją, co dla mnie nie jest problemem. Ich trwałość jest genialna, jedyne co może je zmyć to tłuste jedzenie. Gama kolorystyczna składa się z sześciu odcieni, na zdjęciach możecie zobaczyć 3 i 5. Wybierając idealny kolor dla Was pamiętajcie, że po zastygnięciu lekko ciemnieją. 


Wibo Deluxe Brightener (16,99 zł/ 1,7 g) to kosmetyk, który postanowiłam wypróbować po przeczytaniu wielu pochlebnych recenzji na blogach. Jest to tańszy odpowiednik słynnego Touche Eclat od YSL. Na pochwałę zasługuje już samo opakowanie, wygląda niezwykle elegancko, co nie jest częste w przypadku tanich kosmetyków. Dodatkowo jest bardzo funkcjonalne, pędzelek zapewnia precyzyjną aplikację, a także z łatwością panujemy nad ilością zużywanego produktu. Na wstępie muszę zwrócić uwagę na jego jedyną wadę, czyli małą pojemność, która przekłada się na słabą wydajność. Swoje właściwości rozświetlające zawdzięcza delikatnemu łososiowemu odcieniowi, nie zawiera w sobie widocznych drobinek, więc nie musicie się obawiać efektu kuli dyskotekowej. Może być stosowany zarówno pod oczy, jak i do rozświetlenia wybranych partii twarzy. Oferuje dosyć delikatne krycie, więc w przypadku dużych zasinień pod oczami, warto najpierw zastosować korektor, a dopiero później rozświetlić tą okolicę za pomocą Deluxe Brightener’a. Efekt rozświetlenia jest subtelny, cera wygląda bardzo zdrowo i promiennie.

Pora na dawkę kosmetyków pielęgnacyjnych i świetny Kremowy żel do mycia twarzy z algą błękitną od Lirene (14,29 zł/150 ml). Jest on przeznaczony do oczyszczania cer normalnych, wrażliwych i suchych. Wyróżnia go dosyć niespotykana kremowo-żelowa konsystencja. Pod wpływem masażu przemienia się w musową pianę, która w kilkanaście sekund rozpuszcza nawet najbardziej uporczywy makijaż. Nadaje się nie tylko do zmywania podkładu, ale również demakijażu oczu, nie szczypie i nie powoduje podrażnień. Nie zaobserwowałam obiecywanych właściwości nawilżających, ale na pewno nie wysusza skóry, a także nie pozostawia niekomfortowego uczucia ściągnięcia. Jest to świetny produkt do szybkiego, a przy okazji dokładnego oczyszczania twarzy. Jest bardzo wydajny, ładnie pachnie i kosztuje grosze. Czego więcej chcieć?


Stali czytelnicy bloga dobrze wiedzą o mojej sympatii do kosmetyków Le Petit Marseillais. Bardzo sobie cenię ich niestandardowe formuły i niezwykle apetyczne zapachy. Wielokrotnie pisałam o ich żelach, balsamach i olejkach, a dzisiaj przyszła pora na świetny odżywczy krem do rąk z masłem shea, olejkiem arganowym oraz olejkiem ze słodkich migdałów (11,49 zł/75 ml). Pachnie niezwykle kremowo, ciepło i otulająco, jest to jeden z moich ulubionych zapachów Le Petit Marseillais. Krem ma stosunkowo lekką konsystencję, która łatwo się rozsmarowuje i szybko wchłania pozostawiając ledwo wyczuwalną, nietłustą warstwę ochronną. Bardzo dobrze nawilża, odżywia i koi suchą skórę. Dłonie są niesamowicie gładkie i delikatne w dotyku. Co najważniejsze nie jest to tylko działanie powierzchniowe, które znika po umyciu dłoni. Krem faktycznie regeneruje skórę i przy systematycznym stosowaniu jest widoczna poprawa stanu nawilżenia, a także jej kolorytu. 

Od lewej: My Secret Face Illuminator Powder, Wibo Deluxe Brightener, Bell Moroccan Dream odcienie 3 I 5

Serdecznie Was zachęcam do wypróbowania moich faworytów za grosze, każdy z tych produktów jest wart swojej ceny i wierzę, że przypadnie Wam do gustu. Koniecznie podzielcie się  w komentarzach Waszymi odkryciami drogeryjnymi.  

piątek, 29 lipca 2016

Zdemaskowana z Peter Thomas Roth

2016 to chyba najlepszy rok dla kosmetykoholiczek. Co chwila dowiadujemy się o nowej premierze na naszym rynku, a każda z nich jest coraz bardziej ekscytująca. Dotychczas niedostępne dla nas marki, które kusiły nas w zagranicznych mediach społecznościowych, są teraz na wyciągnięcie ręki. Jedną z nowości, której wypróbowania nie mogłam sobie odmówić są maseczki marki Peter Thomas Roth. 

Filozofią węgierskiej marki Peter Thomas Roth, która swoją nazwę przyjęła od imienia i nazwiska założyciela, to „Przełomowe formuły. Zaskakujące rezultaty.” Ich celem jest łączenie skutecznych i silnych składników z zaawansowaną technologią tak, aby tworzyć efektywne kosmetyki pielęgnacyjne wycelowane w konkretne problemy skórne tj. trądzik czy starzenie. Swoje formuły opiera na najnowszych technologiach oraz doświadczeniu zebranym przez przodków założyciela, którzy na Węgrzech prowadzili dwa uzdrowiska SPA. Asortyment marki składa się z ponad 100 kosmetyków, w polskich Sephorach póki co mamy możliwość wypróbowania ich trzech najbardziej popularnych masek: Cucumber Gel Mask, Rose Stem Cell Bio-Repair Gel Mask oraz Pumpkin Enzyme Mask.


Cucumber Gel Mask (99 zł/150 ml), czyli żelowa maseczka z ogórkiem ma za zadanie ekstremalnie nawilżać i oczyszczać. Odświeżający, pobudzający, nawilżający i łagodzący żel koi suchą i podrażnioną skórę dzięki ekstraktom z ogórka, papai, rumianku, ananasa, cukru klonowego, trzciny cukrowej, pomarańczy, cytryny, jagody i aloesu. Jest ona przeznaczona do pielęgnacji każdego typu skóry i w zależności od potrzeb można ją stosować nawet codziennie. Dla zintensyfikowania działania można pozostawić ją na noc. Ogórkową maseczkę cenię przede wszystkim za jej właściwości kojące. Jak mało która jest w stanie uspokoić rozognione naczynka. Sięgam po nią najczęściej po peelingu, gdy skóra jest lekko podrażniona i już w kilka minut idealnie ją wycisza i łagodzi wszelkie zaczerwienienia. Dodatkowo zapewnia porządną dawkę nawilżenia i odświeżenia. Odpowiedzialny za to jest również jej świeży ziołowo-ogórkowy zapach, który pobudza zmysły. Dla jak najlepszych efektów warto pozostawić ją w lodówce, schłodzona idealnie niweluje wszelkie opuchnięcia. Producent informuje również o jej właściwościach oczyszczających, których ja niestety nie zaobserwowałam. 

Skład: Water/Aqua/Eau, Butylene Glycol, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Ananas Sativus (Pineapple) Fruit Extract, Vaccinium Myrtillus Fruit/Leaf Extract, Carica Papaya (Papaya) Fruit Extract, Acer Saccharum (Sugar Maple) Extract, Saccharum Officinarum (Sugar Cane) Extract, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Oil, Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Mangifera Indica (Mango) Fruit Extract, Sodium Pca, Allantoin, Glycerin, Propylene Glycol, Disodium Edta, Sodium Hydroxide, Citric Acid, Carbomer, Triethanolamine, Polysorbate 20, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Yellow 5 (Ci 19140), Blue 1 (Ci 42090).


Rose Stem Cell Bio-Repair Gel Mask (199 zł/150 ml), czyli żelowa maseczka  bio- regenerująca z komórkami macierzystymi róży to kosmetyk opracowany z myślą o cerach, na których widać pierwsze oznaki starzenia. Wspomaga ona redukcję głębokich i płytkich zmarszczek, regeneruje, odmładza, nawilża, rozjaśnia, ujędrnia i napina skórę. Jej tajemnica tkwi w najnowszej biotechnologii roślinnej, która umożliwia wyizolowanie i perfekcyjne odtworzenie pięciu regenerujących komórek macierzystych róży dla jak najlepszego działania anti-age. Fundamentem składu jest pięć rodzajów komórek macierzystych (róża commiphora, róża pustyni, róża damasceńska, róża blada, róża biała) wraz z czterema odżywczymi ekstraktami z róży (róża damascena bifera, dzika róża, nasiona róży piżmowej, woda różana), które zapewniają przyspieszenie odnowy komórkowej naszej cery. Jej stosowanie jest analogiczne do maseczki na bazie ogórka, częstotliwość stosowania dopasowujemy do naszych indywidualnych potrzeb. Maseczka różana to dla mnie produkt na dni, gdy moja cera jest wyjątkowo przesuszona, odwodniona i brakuje jej blasku. Jest to kosmetyk, który już  w dziesięć minut widocznie poprawia wygląd skóry, zapewniając dawkę rozświetlenia. Zauważalnie poprawia nawilżenie, likwiduje uczucie ściągnięcia i niweluje  wszelkie widoczne zaczerwieniania. Skóra prezentuje się niezwykle zdrowo, jest przyjemnie napięta i jedwabiście miękka. Niestety redukcji zmarszczek oraz ujędrnienia nie zauważyłam. Jeżeli potrzebujecie szybkiej kuracji przed ważnym wydarzeniem będziecie z niej na pewno zadowolone.

Skład: Water/Aqua/Eau, Butylene Glycol, Propanediol, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Trideceth-9, Triethanolmaine, Carbomer, Rosa Centifolia Leaf Cell Extract, Rosa Alba Leaf Cell Extract, Rosa Damascena Leaf Cell Extract, Rosa Canina Fruit Extract, Rosa Damascena Flower Oil, Rosa Canina Fruit Oil, Rose Centifolia Flower Water, Commiphora Myrrha Leaf Cell Extract, Adenium Obesum Leaf Cell Extract, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Glycerin, Allantoin, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Bht, Sodium Pca, Propylene Glycol, Ethylhexylglycerin, Ppg-26 Buteth-26, Ethylhexyl Salicylate, Butyl Methoxydibenzoylimethane, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Disodium Edta, Potassium Sorbate, Red 33 (Ci 17200).


Pumpkin Enzyme Mask (199 zł/150 ml), czyli enzymatyczna maseczka na bazie dyni to mój faworyt. Charakteryzuje się ona działaniem trzy w jednym: enzymy z dyni złuszczają, kwas AHA ściera, a tlenek aluminium wygładza. Maseczka intensywnie regeneruje i rewitalizuje, pozostawia skórę gładszą, promienną i odmłodzoną. Należy ją stosować maksymalnie dwa razy w tygodniu. Na czystą cerę aplikujemy cienką warstwę, a następnie wilgotnymi opuszkami palców masujemy delikatnie okrągłymi ruchami, aby wygładzić skórę mikropolerującym proszkiem tlenku aluminium. Zależnie od wrażliwości skóry pozostawiamy na 3 do 7 minut, aby działanie kwasów AHA i enzymów przyniosło efekt. W przeciwieństwie do poprzednich maseczek ma on konsystencję przypominającą konfiturę, jest lekka i łatwa w rozsmarowaniu. Drobinki są bardzo drobne, ale zdecydowanie nie delikatne. W zależność od intensywności masażu możemy sami stopniować siłę peelingu i dostosować ją do potrzeb naszej cery. Po zmyciu Pumpkin Enzyme Mask skóra jest niezwykle miękka w dotyku i jedwabiście gładka. Wyraźnie odczuwane jest dogłębne oczyszczenie, cera prezentuje się zdrowo i promiennie, a pory są widocznie zwężone. Nie jest to peeling, który dodatkowo oferuje dawkę nawilżenia, ale również nie przesusza i nie pozostawia efektu niekomfortowego ściągnięcia. Dodatkowym walorem jest jego niespotykany pierniczkowy zapach.

Skład: Water/Aqua/Eau, Cucurbita Pepo (Pumpkin), Alumina, Glycerin, Triethanolamine, Carbomer, Lactobacillus/Pumpkin Fruit Ferment Filtrate, Sodium Lactate, Ascorbic Acid, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate, Bht, Sodium Hyaluronate, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Citric Acid, Disodium Edta, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Chlorphenesin, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol, Cinnamal, Fragrance/Parfum.


Maseczki Peter Thomas Roth bardzo przypadły mi do gustu i zachęciły do poznania reszty asortymentu. Mam nadzieję, że już niedługo kolejne kosmetyki tej marki pojawią się w Sephorze. Z tej trójki największe wrażenie zrobił na mnie peeling enzymatyczny, ale pozostałą dwójkę będę równie dobrze wspominać. Jeżeli lubicie poznawać nowe marki, a także nietypowe konsystencje i formuły to serdecznie zachęcam Was do wypróbowania masek. 

środa, 20 lipca 2016

beGlossy: Beauty Festival

Lipcowe pudełko beGlossy to raj dla wszystkich miłośniczek kosmetyków pielęgnacyjnych, znajdziecie w nim zarówno produkty do twarzy, jak i włosów i ciała. Nie zabrakło również niespodzianki dla wielbicielek lakierów i mocnych kolorów na paznokciach. Jest to prawdziwy festiwal piękna, dzięki któremu każda z nas będzie wyglądać olśniewająco w każdej sytuacji.  


Kosmetykiem, który tuż po otwarciu pudełka przyciąga uwagę jest krem do twarzy z kwasem laktobionowym Lactobiobic Acid Cream marki Yasumi (125 zł/50 ml). Jest to specjalistyczny krem o działaniu nawilżającym przeznaczony do cery wrażliwej, naczynkowej, z trądzikiem różowatym oraz problemami skórnymi takimi jak łuszczyca, egzema czy atopowe zapalenie skóry. Zawarty w kremie kwas laktobionowy charakteryzuje się silnymi właściwościami antyoksydacyjnymi oraz wiążącymi wodę. Dodatkowo zapobiega tworzeniu się teleangiektazji oraz łagodzi stany zapalne, również w przypadku trądziku różowatego. Efekty, których możemy się spodziewać systematycznie stosując krem to: rozjaśnienie i redukcja ciemnych przebarwień skóry oraz blizn potrądzikowych, wyrównanie kolorytu oraz zmniejszenie rumienia i zaczerwień, nawilżenie, rozświetlenie,  a także ochrona przed promieniowaniem UV.

Nowością na rynku jest seria suchych szamponów australijskiej marki Aussie (16,99 zł/180 ml). W każdym pudełku znalazła się jedna z trzech dostępnych wersji: Beach Mate, Festival Fresh oraz Flower Power. Szampon ma za zadanie błyskawicznie oczyszczać włosy bez użycia wody, zapewniając im kwiatową świeżość. Zapach szamponu jest zdecydowanie jego ogromną zaletą. Festival Fresh pachnie słodko, a zarazem świeżo i sądzę, że przypadnie do gustu nie jednej z Was. Przetestowałam go na moich dosyć ciemnych, brązowych włosach i pierwsze wrażenia mam bardzo pozytywne. Ładnie odświeżył włosy bez pozostawiania widocznego, białego nalotu. Jestem bardzo ciekawa czy pobije moje ulubione szampony Batiste.


Bardzo ciekawym kosmetykiem jest również masło do ciała od Efektimy (15,99 zł/250 ml) dostępne w pudełku w dwóch wersjach: Coconut Miracle z olejkiem kokosowym i olejkiem jojoba lub Shea Miracle z olejkiem z masła shea i olejkami z omega 3/6. W moim pudełku znalazłam wersję Coconut Mircale, która już po uchyleniu wieczka oczarowała mnie swoim bardzo delikatnym otulającym zapachem kokosa. Masło zalecane jest w szczególności do pielęgnacji skóry wrażliwej, wymagającej intensywnej pielęgnacji. Wzbogacone w drobinki z olejkiem jojoba znakomicie wpływa na poprawę kondycji skóry, zmniejszając szorstkość i suchość naskórka. Ma dosyć treściwą konsystencję, która szybko się wchłania pozostawiające delikatną warstwę ochronną. Zapewnia błyskawiczne nawilżenie oraz wygładzenie, skóra jest niezwykle miękka i gładka. W beGlossy otrzymujemy miniaturę o pojemności 50 ml, która świetnie się sprawdzi w czasie wakacyjnych wyjazdów.

Żel antybakteryjny to kosmetyk, którego nie może zabraknąć w mojej torebce. Clean Hands (3,29 zł/30 ml) to produkt, który nie tylko zabija 99,9% bakterii, ale również zawiera kompleks nawilżający 24h. Wyróżnia go bardzo lekka konsystencja, która szybko się wchłania nie pozostawiając uczucia przesuszenia. Pachnie bardzo odświeżająco, lekko miętowo, dzięki czemu nie znudzi się nawet przy częstym stosowaniu.


Kompletną nowością są dla mnie apteczne kosmetyki marki Eubos. W lipcowym beGlossy mamy możliwość wypróbować próbki  kremu do rąk Sensitive Hand Repair  & Care (24,60 zł/70 ml) oraz balsamu do stóp Sensitive Foot Repair & Protect (29,98 zł/100 ml).  Krem do rąk przeznaczony jest do pielęgnacji każdego rodzaju skóry ze szczególnym uwzględnieniem  popękanej i suchej. Ma za zadanie przede wszystkim regenerować i chronić. Charakteryzuje go lekka, łatwo rozprowadzającą się konsystencją, która po wchłonięciu pozostawia nietłusty ochronny film. W jego składzie znajdziecie aktywną formułę z kompleksem z witamin i faktorem nawilżającym z wodą różaną (Hygroderm), prowitaminę B5, witaminę E i alantoinę. Działanie balsamu do stóp opiera się na glicerynie, moczniku (4%) i kwasie mlekowym, które zwiększają  poziom nawilżenia oraz elastyczność zapobiegając tym samym zrogowaceniom. Chroni, regeneruje i koi skórę. Ma bardzo zbliżoną konsystencję do kremu do rąk, bardzo łatwo się rozprowadza i dosyć szybko wchłania. Oba produkty pachną bardzo delikatnie i nienachalnie, w kremie do stóp wyczuwalna jest trawa cytrynowa.

Wisienką na torcie jest lakier do paznokci marki Catrice (10,49 zł/10 ml) w odcieniu 18 Bloody Mary To Go. Jest to przepiękna klasyczna czerwień, która będzie się świetnie prezentować na każdej karnacji i długości paznokci. Lakier został wyposażony w szeroki, zaokrąglony pędzelek, który ułatwia aplikację i umożliwia szybkie pomalowanie płytki bez zalewania skórek.


Dodatkowym prezentem, który znalazł się w 500 pudełkach jest mała niespodzianka od Indigo. W uroczej paczuszce znajdziecie próbki ich kremów do rąk i balsamów do ciała. Dzięki tej niespodziance macie okazję poznać ponad 10 różnych kompozycji zapachowych. 

Uważam, że w tym miesiącu ekipa beGlossy spisała się na 6. Zawartość pudełka jest bardzo zróżnicowana i każdy z produktów przypadł mi do gustu. Z takim zestawem jestem w pełni przygotowana na wakacje.

poniedziałek, 18 lipca 2016

Fenomenalny samoopalacz: Vita Liberata pHenomenal

Okres wakacyjny w pełni i niezależnie od tego czy właśnie wyruszamy na urlop czy spędzamy go w pracy, każda z nas chce się pochwalić zdrową, piękną opalenizną. Odrobina brązu dodaje nam pewności siebie, sprawia, że nogi wyglądają smuklej, a wszelkie niedoskonałości skóry są mniej widoczne. Jak najlepiej osiągnąć efekt skóry muśniętej słońcem? Oczywiście przy pomocy samoopalacza. Taka opalenizna jest zdrowa, szybka i trwała. Niestety wiele produktów dostępnych na rynku jest bardzo trudnych w aplikacji, smużą, robią plamy, a kolor, który oferują bywa daleki od naturalnego. Warto więc sięgnąć po sprawdzony kosmetyk, który każdorazowo oferuje fenomenalne efekty. Zapraszam na recenzję mojego odkrycia tego roku, czyli pianki samoopalającej pHenomenal marki Vita Liberata.


Sekretem pianki pHenomenal (175 zł/ 125 ml) jest wysoko zaawansowana technologia pHenO2, która oferuje długotrwałą, praktycznie bezzapachową opaleniznę i niezwykle prostą aplikację. Jej lekka konsystencja sprawia, że już w kilka chwil możemy równomiernie pokryć ciało unikając nieestetycznych smug i plam. Dla jak najprostszej aplikacji i zagwarantowania sobie świetnych rezultatów warto zaopatrzyć się w dedykowaną rękawicę Tanning Mitt (29 zł), która ułatwia dokładne roztarcie samoopalacza oraz chroni dłonie przed zafarbowaniem. Wykonana jest z bardzo miękkiej, wręcz jedwabistej gąbki, która z łatwością sunie po skórze skracając czas nakładania samoopalacza. Dla najlepszych efektów producent zaleca aplikowanie okrągłymi ruchami. Przy stosowaniu pHenomenal ważne jest również odpowiednie przygotowanie skóry. Po pierwsze należy zadbać, aby cały martwy naskórek był usunięty, systematyczne peelingowanie ciała jest obowiązkowe, a także, żeby była odpowiednio nawilżona. Sucha skóra mocniej wchłania produkt, więc wszystkie przesuszone obszary zostaną intensywniej zabarwione. Zabiegi te należy jednak wykonać przynajmniej dzień wcześniej, ponieważ pianki nie powinno się nakładać na świeżo nawilżoną skórę. 


Aby uzyskać optymalną trwałość producent zaleca spłukanie skóry po 3 do 24 godzin po pierwszej aplikacji i nałożenie ponownie produktu brązującego. W moim przypadku najlepiej sprawdza się zaaplikowanie warstwy pianki przed snem, spłukanie jej rano, a następnie powtórzenie całego zabiegu kolejnego wieczora. Dzięki szybkiemu wchłanianiu proces jest praktycznie bezproblemowy i już po kilku minutach możemy się ubrać. Dwukrotna aplikacja gwarantuje mi widoczną opaleniznę na 2-3 tygodnie, ale trwałość pianki jest uzależniona od indywidualnego pH skóry, więc u każdego może się utrzymywać przez inny okres czasu. Bezproblemowa aplikacja i dobra trwałość są ogromnymi zaletami pianki, jednak najważniejszy jest odpowiedni odcień. W przypadku pHenomenal jest idealny i fantastycznie imituje prawdziwą opaleniznę, nie jest ani za pomarańczowa, ani zbyt żółta, dzięki czemu wygląda naturalnie i zdrowo. Dostępne są dwa odcienie – medium i dark, więc posiadaczki zarówno jasnych, jak i ciemny karnacji znajdą idealny kolor dla siebie. Dodatkowo pianka ma bardzo delikatny zapach, który po kilku minutach od aplikacji jest praktycznie niewyczuwalny, dzięki czemu zaakceptują go nawet posiadaczki bardzo przewrażliwionych nosów. Na uwagę zasługuje również zawartość ekstraktów morskich i roślinnych w składzie, które mają zapewnić odżywienie. Faktycznie tuż po zastosowaniu samoopalacza skóra jest aksamitna w dotyku, delikatnie nawilżona i miękka. 



Vita Liberata pHenomenal to prawdziwe odkrycie lata! Nie spodziewałam się, że znajdę samoopalacz, który będzie bezproblemowy w aplikacji, trwały i co najważniejsze będzie świetnie imitował prawdziwą opaleniznę. Nie martwcie się, że przez swoją piankową formułę będzie niewydajny, używam go od kilku miesięcy i buteleczka cały czas jest praktycznie pełna. pHenomenal to jeden z tych produktów, w które latem zdecydowanie warto zainwestować. 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...