czwartek, 20 września 2012

Bubel: Brązujący krem na dzień z Alterry


Skuszona recenzjami wielu blogerek, w czasie jednej z licznych wyprzedaży produktów marki Alterra zdecydowaniała się na zakup brązującego Getönte Tagescreme Pfirsich. Tak jak tytuł Wam podpowiada nie był to niestety dobry wybór.


Od producenta: Brązujący krem na dzień z wartościowym olejem z pestek brzoskwini oraz odświeżającym ekstraktem z arbuza nadaje cerze lekkiego kolorytu posiadając dodatkowo właściwości matujące. Dzięki starannie opracowanej kompozycji roślinnych substancji aktywnych krem pielęgnuje skórę. Zestaw pigmentów identyczny z naturalnymi nadaje skórze delikatny koloryt i pozwala pokryć niedoskonałości. Wartościowe połączenie oliwy z oliwek (z kontrolowanej biologicznie uprawy), oleju jojoby z woskiem pszczelim nadaje skórze sprężystości. Roślinna gliceryna dostarcza jej dobroczynnego nawilżenia. Delikatny, owocowy zapach zapewnie uczucie przyjemnej pielęgnacji.

Skład: Aqua, Alcohol, Glycerin, Talc, Elaeis Guineensis Oil*, CI 77891, Sesamum Indicum Seed Oil*, Cetearyl Alcohol, Gossypium Herbaceum Seed Oil, Magnesium Aluminium Silicate, Prunus Persica Kernel Oil, Lysolecithin, Olea Europaea Fruit Oil*, Tapioca Starch, Parfum**, CI 77492, Simmondsia Chinensis Seed Oil*, Xanthan Gum, Sodium Citrate, Citric Acid, Limonene**, Cera Alba, CI 77491, CI 77499, Tocopherol, Linalool*, Helianthus Annus Seed Oil, Geraniol**, Citrullus Lanatus Fruit Extract
* z kontrolowanej biologicznie uprawy.
** z naturalnych olejków.


Firma Alterra szczyci się naturalnymi produktami w bardzo rozsądnej cenie. W składzie nie znajdziemy silikonów, parafiny, olejów mineralnych, a także sztucznych barwników i konserwantów.
Takie obietnice sprawiają, że mamy wrażanie, że wszystkie składniki zawarte w produkcie będą nam dobrze służyć, bo przecież są naturalne i nie ma w nich żadnych szkodliwych substancji. Poznęcajmy się chwilę nad składem ;) (Na wstępie pragnę zaznaczyć, że nie jestem specjalistą od składów i mogę niechcący popełnić błąd w analizie):
- Alkohol znajduje się już na drugim miejscu, w tak dużej ilości może wysuszać skórę.
- Talk zmieszany z potem/łojem może ograniczać oddychanie skóry, a co za tym idzie powodować wypryski.
- Składniki o niskim oddziaływaniu komedogennym: olej z pestek moreli, wosk pszczeli, alkohol cetearylowy, 
- Składniki o średnim oddziaływaniu komedogennym: olej sezamowy, olej słonecznikowy
- Składniki o wysokie oddziaływaniu komegogennym: oliwa z oliwek
- Wyciąg z arbuza, którym szczyci się producent jest na ostatniej pozycji, więc w produkcie została zawarta minimalna ilość
-  Linalol, limonen – substancje zapachowe, które znajdują się na potencjalnej liście alergenów
Tak jak widzicie skład nie jest idealny. W przypadku cer tłustych i mieszanych taka mieszanka składników komedogennych może powodować powstawanie zaskórników i wyprysków. Wysoka zawartość talku ma na celu matowienie cery, ale może pogorszyć jej stan. Nadmierna ilość alkoholu może spowodować przesuszenie skóry. Oczywiście te działania mogą wystąpić tylko w teorii, a w praktyce krem może Wam służyć i nie powodować żadnych nieprzyjemności na waszej twarzy.


U mnie krem nie miał okazji narozrabiać, bo testowałam go tylko kilka razy w sporych odstępach czasowych. Jego recenzję zacznę od plusów, bo jest ich niestety dużo mniej.  Bardzo ładny brązowy odcień produktu umożliwia nam uzyskanie naturalnego koloru opalonej twarzy nie narażając się na efekt Oompa Loompa. Produkt został zamknięty w poręcznej, lekkiej tubce, dzięki której nie marnujemy ani grama kosmetyku i która nie obciąża naszej kosmetyczki. Pojemność produktu to aż 50ml, więc za cenę około 9zł, jest to niesamowicie duża ilość. I to niestety koniec plus, pora przejść do wad. Pierwsze co rzuca się w oczy, a właściwie w nos to zapach produktu. Dla mnie jest nie do zniesienia. Kosmetyk pachnie bardzo mocno i według mnie nie ma on nic wspólnego z naturalnym zapachem moreli. Konsystencja kremu jest delikatna i jedwabista, ale niestety aplikacja jest drogą przez męki. Krem się maże po skórze i bardzo ciężko uzyskać nim równomierne krycie bez widocznych smug. Jeżeli mówimy już o kryciu to jest ono żadne. Owszem uzyskamy ładny kolor opalenizny, ale nie możemy liczyć na przykrycie jakichkolwiek niedoskonałości. Efekt matu też jest mocno przesadzony. Po przypudrowaniu produktu już po godzinie moja twarz nieestetycznie się świeciła. Na temat nawilżania nie mogę się wypowiedzieć, bo nie zaufałam na tyle produktowi, żeby zrezygnować z normalnego kremu nawilżającego.
Jeżeli macie ochotę zobaczyć swatche produktu do zapraszam na bloga Hexxany , która bardzo dobrze uchwyciła odcień produktu.

Ocena: 1/5

Miałyście do czynienia z tym produktem? Sprawdził się u Was? Jakie są Wasze ulubione produkty Alterry?

PS. Napiszcie w komentarzach czy interesują Was takie szybkie analizy składów!


11 komentarzy

  1. to był mój pierwszy konta z produktami alterra i pozostawił niesmak, coś okropnego :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam takie samo odczucie co do tego produktu... Leży w szufladce od roku ;/

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam, używam od czAsu do czasu w dni, kiedy nie wychodzę z domu, co mówi samo za siebie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. To dziwne,ponieważ mam ten krem i z niedowierzaniem czytam czy to o tym samym kremie mówimy ... używam go regularnie-nie zapchał mnie; jestem alergiczka i mnie nie uczulil.. jedyne z czym się zgodzę to przesuszenie skóry na dłuższą metę .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja nie twierdzę, że on musi zapychać każdego, tylko zwracam uwagę na substancje, które mogą mieć takie skutki uboczne :) Wiem, że jest wiele fanek tego produktu, ale niestety na mojej cerze się kompletnie nie sprawdził.

      Usuń
  5. nie miałam chyba nigdy nic z tej sławnej już firmy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam go i lubię :) Jedyne co mi w nim przeszkadza to właśnie to, że się maże przy aplikacji, ale można to opanować. Fakt, nie kryje, ale w sumie nie taka jest jego rola, więc się nie czepiam. Twarz ma wyrównany koloryt, wygląda na świeżą i wypoczętą. Tego oczekuje od tego typu produktów i dokładnie to dostałam. Zużywam już drugą tubkę i nie wykluczam kolejnych :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też go nie lubię :/ Skład dokładnie opisywałam tutaj: http://shopping-of-wena.blogspot.com/2012/07/alterra-krem-brazujacy-tonujacy-do-cery.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Tego akurat nie znam, bo widziałam jego odcień i przy mojej bladej cerze wyglądałabym w nim po prostu śmiesznie. Ale ostatnio stosuję właściwie tylko kremy tonujące wszelkiej maści, uwielbiam te kosmetyki, choć nie wszystkie mają dobry dla mnie odcień. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ludzkość od wieków truła się naturalnymi składnikami, więc twierdzenie, że co naturalne to nieszkodliwe uważam za przesadzone ;).
    Szkoda, że bubel, bo zapowiadał się ciekawie. Mnie do kupna zniechęciła ilość zawartych olejów, uznałam, że przy tłustej cerze to nienajlepszy pomysł.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja na szczęście jestem tak opalona, że brązowić skóry jeszcze nie musze ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze!

TOP